Janusz40 Janusz40
897
BLOG

Tylko Warzecha i Kuźmiuk

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 14

                             Obserwuję przedziwne milczenie  w mediach i na społecznościowych portalach na temat walki z emisją CO2. Owszem niektórzy publicyści i politycy wspomnieli, że przyjęty pakiet energetyczno-klimatyczny będzie skutkował począwszy od 2013 roku coraz to wiekszymi karami płaconymi przez  polskie elektrownie weglowe za emisję CO2. Darmowe uprawnienia do emisji  nie bedą już wystarczać, alternatywą jest zainstalowanie kosztownych urzadzeń do wychwytywania i magazynowania CO2 (jeszcze dokładnie nie wiadomo, czy zadziałają w skali przemysłowej). W każdym przypadku Polska poniesie koszty rzędu kilkuset miliardów EURO i wpadnie  w tarapaty finansowe, zdrożeje znacznie energia elektryczna, produkowane towary przestaną być konkurencyjne.

 

                              Na temat  emisji CO2 pisałem tylko na tym portalu kilkanaścdie razy, podawałem emisję CO2 do atmosfery przez poszczególne państwa unijne. Przypominałem podstawowe wiadomości z chemii o równaniach chemicznych, z których niedwuznacznie wynika emisja CO2 nie tylko ze spalania węgla, lecz także w wyniku spalania paliw płynnych i gazu ziemnego. Zainteresowanie tymi problemami było zawsze mierne. Ze znanych publicystów pisał komentarz jedynie  Warzecha i  Kuźmiuk, zainteresowała się MAUD; oczywiście punktował również J. Kaczyński.

 

                                                                                                                                                                                                             23 kwietnia 2009r. przyjęto Dyrektywę 2009/29/WE w sprawie EU ETS i wszelkie konsekwencje niekorzystne dla Polski już są wprowadzone w życie. W tym samym dniu przyjęto też (tak samo - przez PE i Radę Europy - z udziałem premiera Tuska) "Decyzję" 2009/406/WE "W sprawie wysiłków podjętych przez państwa członkowskie zmierzających do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych" - dotyczy to ewentualnego zmniejszenia emisji o 10 % w sektorach nie objętych systemem EU ETS (transport, rolnictwo, usługi, handel, komunikacja, mieszkalnictwo itp.). To tzw. Non ETS.

 

 

                       Owa "Decyzja" jest oczywiście czymś kuriozalnym, zapisem "prawnym" - martwym z założenia, niewykonalnym przy przyjętej metodzie pomiaru emisji w wielkich instalacjach (w tym w elektrowniach węglowych) - czyli rejestratory spalin przy każdym kominie i przy każdej rurze wydechowej. By tę decyzję wprowadzić w życie należałoby np. przy każdym (z kilkuset milionów) pojeździe zainstalować rejestrator, a jeszcze lepiej - ustanowić inspektora. Wystarczyłoby w tym celu sprowadzić np. kilkaset milionów bezrobotnych z innych części świata, przeszkolić ich (wystarczy kilka lat nauki) i zamierzony efekt gotowy. Efekt, oczywiście nieograniczonego rozkwitu biurokracji i załamania gospodarek narodowych.

 

                             Polska emituje mniej CO2 do atmosfery niż "stare" państwa UE, ale one - mając przewagę w Brukseli - przeforsowały (przy zgodzie premiera Tuska) taką własnie kolejność walki z emisją. My mamy płacić, oni nie - to cała filozofia. Jest oczywiście wyjście z tej sytuacji - zgoda na wprowadzenie w życie EU ETS, pod warunkiem jednoczesnego wprowadzenia w życie Non ETS. Oczywiście przy założeniu redukcji w jednakowej wysokości, a nie dwa razy mniejszej, jak w owej śmiesznej "Decyzji".

 

                          Przy takim postawieniu weta - szybko okazałoby się, że przyjęta metoda liczenia emisji jest absurdalna. Można oczywiście zastosować inną, dokładniejszą i sprawiedliwszą - wymagającą zatrudnienia zamiast setek tysięcy wysokopłatnych pracowników - może dwóch, może po jednym na każde państwo unijne. Tyle, że to oznaczałoby obciążenia finansowe proporcjonalne do wielkości emisji - więc uderzałoby w "stare" państwa UE, a nade wszystko byłoby sprzeczne z wszechpotężnym prawem Parkinsona.

Piszę o tym na Salonie24:

http://sporozdziwien.salon24.pl/

 

                                      Ponoć kilku naszych eurodeputowanych próbowało w PE coś zmienić w tej mierze, ale nawet nie udało się przekonac członków komisji, która była władna wnieść sprawę pod głosowanie plenarne. W myś przyjętego Traktatu Lizbońskiego należy uzyskać tzw. blokującą mniejszość, by wstrzymać uchwały decyzyjnej większości. Istnieją jeszcze nadrzędne zasady proporcjonalności i subsydiarności, o których piszę w swoim blogu, które powinny zadziałać przy twardej postawie rządu. Ale skoro premier Tusk osobiście podpisał pakiet, to teraz nie bedzie wałczył. Taka nadzwyczaj wygodna interpretacja zapisów traktatowych, jaka miała miejsce podczas negocjacji i przyjęcia pakietu - pozwala teoretycznie na uchwalenie przez decydującą większość np. zapisu o obowiązkowej amputacji lewej nogi u wszystkich Polaków i Litwinów (nie zbiorą oni blokującej mniejszości), tym absurdom powinny zapobiec owe przytoczone nadrzędne zasady. 

 

                                      Sprawa nie jest oczywiście beznadziejna - wystarczyłoby zapewne twarde veto premiera, dało by to możliwość prowadzenia renegocjacji. Sprawa jest tak powazna, że w obecnym stanie rzeczy podważa sens uczestnictwa Polski w UE.

 

 

 

 

 

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka