Strach ma wielkie oczy; obawa przed utratą władzy jest tak wielka, że władza nie waha się sięgać po metody własciwe dla ponurych czasów schyłkowego komunizmu w ZSRR, czasów breżniewowskich, kiedy to wykańczano ludzi (dysydentów) o poglądach przeciwnych jedynie słusznej ideologii komunistycznej - przy pomocy tzw. "psychiatryka". Świątobliwy Gowin oczywiście zapewnia, że sędziowie są niezawiśli - teoretycznie, tak. Nawet nie wracając do kwestii braku lustracji w tej grupie społecznej, która w myśl słów prezesa Adama Strzembosza miała się sama zlustrować (nie zlustrował się nikt). Autor projektu ustawy lustracyjnej - Janusz Korwin-Mikke "zapomniał" - jak sam później wyznał o sędziach i prokuratorach; nikt ze składu izby poselskiej też o tym nie pomyslał. Teraz jest już za późno o tym myśleć.
Nie potrzeba sięgać do zbyt odległych czasów. Wg św. pamięci RPO - Janusza Kochanowskiego (który wyznawca PIS nie był) - Zbigniew Ziobro był najlepszym ministrem sprawiedliwości po przemianach ustrojowych, ze względu na to, iż przygotował kilkanaście wielce potrzebnych ustaw mogących wyleczyć nasze chore sądownictwo. Inna rzecz, że nie zdążył ich przeprowadzić przez parlament. Ustawy te godziły dość dotkliwie w słodką wygodną egzystęncję sedziowskiego bastionu, który chroniony przez swoje immunitety i dobrze zarabiający - stanowi jeden z najgorszych na świecie wymiarów sprawiedliwości (biorąc pod uwagę przewlekłość spraw i np. ilość zakwestionowanych przez sąd unijny wyroków).
To mogło wystarczyć, by "odegrać" się na ministrze (i na całym rządzie) który śmiał coś uszczknąć z odwiecznych sedziowskich przywilejów. Powtórne dojście PIS do władzy mogłoby kwestię reformowania wymiaru sprawiedliwóści w Polsce postawić ponownie na porządku dziennym. Trzeba zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. Jak silne jest obecnie sędziowski lobby w Polsce świadczy m.in. fakt wycofania się premiera Tuska z projektu zamrożenia płac sędziów (juz po jedniodniowym włoskim srtrajku).
Wydawać by się mogło, że badania psychiatryczne w sądowych sprawach dotyczą przypadków, gdy oskarżony, w obawie przed wieloletnim więzieniem z własnej inicjatywy ubiega sie o tzw "żółte papiery"; obecnie nasze sądownictwo wnosi określony dorobek w praktyce stosowania prawa; nakazuje badania z inicjatywy bynajmniej nie pozwanego...
Nie sadzę, by doszło zresztą do tak ekstremalnego działania, do metod, do których nie odwoływała się nawet władza komunistyczna w Polsce i to w imię obrony dóbr osobistych Kaczmarka, który swoim haniebnym postępowaniem sam pozbawił się wszelkich dóbr honorowych po wsze czasy - piastując urząd ministra Rzeczypospolitej antyszambrował w korytarzach hotelowych w oczekiwaniu na swojego "największego płatnika"



Komentarze
Pokaż komentarze (5)