"Plan dla Polski" - pod tym wywoławczym hasłem pojawiło się już sporo wpisów; nic dziwnego - taki plan i receptę na lepszą Polskę ma prawie każdy - począwszy od... Nikt nie może być gorszy, czy mniej mądry. Warto posłuchać np. taksówkarzy - zazwyczaj mają niezłe recepty; ja mam ciekawego interlokutora prowadzacego niewielki kantor - mógłby wiele nauczyć Belkę i Rostowskiego.
Opowiadanie o "zielonej wyspie" wszyscy umiejący zinterpretować kilka najważniejszych ekonomicznych wskaźników - już dawno między bajki włożyli. Przypomnę tylko - dług publiczny wynosi prawie 858 mld. zł. i prawdopodobnie przekroczył już granicę 55 % PKB. (Bruksela "łaskawie" dopuszcza do 60 %). Deficyt sektora finansów publicznych, to na koniec 2010 r. prawie 8 % (deficyt przekraczajacy 3 % uważa się już za nadmierny). Jedynym wskaźnikiem, który daje pewna nadzieję na przyszłość, jest wskaźnik wzrostu PKB; jeżeli byłby osiągnięty w planowanych w ustawie wysokościach (w latach 2011 i 2012 - rzędu 4 - 4,5 %) - wówczas moglibyśmy mówić o uzdrowieniu finansów publicznych, (pod warunkiem wszakże dotrzymania innych założeń budżetowych - m.in. zamrożenia płac, a z tego - już w tym roku - premier pozwolił się wyłamac sędziom i prokuratorom; zapowiedzieli oni także swoją nieustępliwośc w stosunku do r. 2012).
Począwszy jednak od momentu opublikowania projektu ustawy budżetowej na 2012 r. - było szereg wypowiedzi premiera i ministra finansów, które te ambitne plany korygowały, były także cytowane opinie z Brukseli z jednej strony oceniające projekt budżetu jako nierealistyczny, z drugiej - rozluźniające sztywny gorset wymaganych wskaźników. Osiągnięte wskaźniki w pierwszych miesiacach br. nie napawają optymizmem. Pamiętajmy, że tegoroczny budzet wspiera się już częścią składek emerytalnych przejetych z OFE, ponadto pewne wskażniki są "dopychane kolanem" przy pomocy kreatywnej ksiegowości (te możliwości już się wyczerpały). Nie chcę powiedzieć, że kamuflowanie rzeczywistych danych o finansach państwa ma już miejsce w Polsce, ale np. w Grecji oddalało moment sanacji (co jest polityką delikatnie rzecz ujmując - krótkowzroczną).
Niepokojącym zjawiskiem jest ciągła sprzedaż obligacji skarbu państwa; na rynkach miedzynarodowych z trudem sprzedaje się je z rentownością dochodzaca do 6% - to gorzej od obligacji hiszpańskich, czy włoskich (a państwa te wymieniane są jako stojace w kolejce do postępowania "upadłościowego"). Odsetki od długu publicznego wynoszą 38,6 mld. zł. rocznie; to spirala zadłużenia. Oczywiście, sprzedaje sie obligacje skarbowe, by zapewnić bieżącą płynność budżetu, by zapewnić ciągłość wypłat pensji i emerytur. wszystko jest w porządku, jeśli jest zapewniony taki wzrost PKB, że stosunek wartości długu do PKB nie będzie rósł (lepiej, gdyby zdecydowanie malał). Możemy spojrzeć na to jak na rentowną (w planie) inwestycję finansowaną kredytem; kiedy inwestycja nie przyniesie oczekiwanych zysków - wówczas jest plajta. Dlatego kredyty (sprzedaż obligacji) - należy zaciągać rozważnie i nie przejadać, tylko inwestować prorozwojowo.
By uniknąć napięć w finansach państwa - wydatki na konsumpcję trzeba ograniczać. Pod tym względem większość piszących oceniała i wnioskowała właściwie. Horrendum wydatkowe polskiego budżetu, to nadmiernie rozrośnięta biurokracja. Premier wykazał się niesamowitą indolencją przy próbie jej ograniczenia; zapowiedział w końcu ub. roku cięcia o 10 % ilości urzędnikow. Zgodnie z prawem Parkinsona wszyscy szefowie stanęli na głowie, by się przygotować do tej operacji tzn. gwałtownie przyjęli do pracy dodatkowo właśnie 10 % pracowników, by mieć później kogo zwalniać. Po pierwszym kwartale br. premier Tusk przyznał rozbrajajaco, że przegrał z biurokracją. Efekt jest taki, że zamiast zmniejszyć o 10 % - biurokracja o taki procent została zwiększona. Trudno o bardziej dobitny przykład braku kompetencji.
Chyba, że to działanie celowe - przecież urzędnicza, nieźle opłacana warstwa społeczna, to spolegliwi wyborcy (może przyjść inna władza i umkną ciepłe posadki). Oczywiście - tego typu polityka, to strategia w stylu: "Po nas choćby potop".
P.s. 1. - To oczywiście tylko mała część zagadnienia p.t. "Plan dla Polski".
2. - Nasuneła mi się na myśl paralela z sytuacją po klęsce wrześniowej, kiedy w ostatnim wywiadzie, jaki uzyskał Wańkowicz od Rydza-Śmigłego (już poza granicami Polski) - ten ostatni przyznał rozbrajajaco, że nie docenił lotnictwa i broni pancernej.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)