Tydzień temu pisałem w notce: Odsuwanie w czasie publikacji raportu ma oczywiście cel taki, by przeciągnać ten akt poza termin wyborów. Pretekst powstałych trudności - przy tumaczeniu technicznych terminów - jest śmieszny, ale rząd PO tym się nie przejmuje. Władza, która chciała skierować lidera opozycji na badania psychiatryczne (do czego nie uciekają się już najbardziej zdziczałe na świecie reżimy), władza, która tegoż lidera skłonna jest stawiać przed Trybunał Stanu (przy pomocy nader usłużnego polityka z innej opozycyjnej partii, który swoim postępowaniem w sprawie Olewnika zasłużył stokroć bardziej na Trybunał Stanu) - taka władza nie cofnie się przed żadnym szalbierstwem.
Będą wakacje, będą arcyważne sprawy związane z prezydencją w UE; nie bedzie już czasu na rzetelne przeczytanie i prezentację raportu. Już wypowiadają sie prominentni członkowie PO, że najważniejsze jest porządne przetłumaczenie, nie termin publikacji. Jakąż to wysublimowaną socjotechnikę przy tym się stosuje; znaczacy politycy "namawiają" premiera, by przyspieszył termin publikacji, później - ci sami mówią, że właśnie trzeba to zrobić porządnie, nie na chybcika - tak "zmądrzeli". Byle kilka dni odwłoki, potem wynikną poważne problemy związane z uszanowaniem uczuć członków rodzin osób, które zginęły w katastrofie nad Smoleńskiem. Pewno pojawi się koncepcja utajnienia "wrażliwych" fragmentów raportu - tzn. takich, które mogłyby być wykorzystane przez przeciwną PO opcję polityczną.
Czy można sobie wyobrazić bardziej obrzydliwy scenariusz?
Teraz premier Tusk, z uwagi na olbrzymią presję społeczną na opublikowanie raportu, odgrywa spektakl pt. "dobry policjant, zły policjant", albo "dobry car, tylko ci urzędnicy". Oświadczył, że nigdy nie był tak zdenerwowany; ktoś go oszukał - źle ocenił czas potrzebny na tłumaczenie. Jednak publikacja sie odbędzie 29 lipca, kluczowe fragmenty raportu sa przetłumaczone, na inne poczekamy, może trzeba wzmocnić finansowo tłumaczy.
Równolegle media przekazuja wypowiedzi premiera, że po przetłumaczeniu trzeba ocenić, których fragmentów nie będzie można zaprezentować opinii publicznej - ze wzgledu na ich "wrażliwość" - ze wzgledu na szanowanmie uczuć rodzin osób poległych w katastrofie smoleńskiej. Oczywiście - zgodnie zprzewidywaniem - utajni się wszystko, cokolwiek mogłoby być wykorzystane przez politycznych konkurentów w kampanii wyborczej.
Premier Tusk jest niedoścignionym mistrzem od obiecywania i niedotrzymywania obietnic. Poczawszy od kampanii wyborczej przed poprzednimi wyborami do parlamentu, w której oświadczano, że PO nie jest partią, tylko platformą i jako taka nie będzie brała pieniędzy należnych partiom majacym przedstawicieli w parlamencie. Tym PO uzyskała przychylność wyborców; po zwycięskich wyborach - trzeba było podziękować za obdarzenie zaufaniem, ale co do rezygnacji z kasy; co to, to nie - zbyt duże pieniądze, by z nich rezygnować.
Dotrzymywanie słowa, to zbyt kosztowny zbytek, tego w obyczajach PO nie było i nie ma. Przykładów jest bez liku; obiecywane dymisję ministrów, tanie państwo, raport bedzie opublikowany na wiosnę, za kilka dni, wrak samolotu powróci do Polski przed pierwszą rocznica katastrofy (to min. Kwiatkowski), powrót naszej młodzieży z saksów, autostrady... Szkoda gadać.
Był w naszej historii król; odkładał wszystko na później - współcześni nazwali go DOJUTRKIEM. Znał się jednak na sztuce i pozostawił po sobie cenne zbiory; Tusk nie zna się na niczym;pozostanie po nim tylko wstyd.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)