Janusz40 Janusz40
172
BLOG

Polska też ma coś do zrobienia

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 0

                                        Strefa  EURO w osobach jej najwyższych przedstawicieli uchwaliła plan ratunkowy dla Grecji; część obciązen mają przejąć banki, nie tylko  państwa, czyli bezpośrednio podatnicy najwiekszych wierzycieli, lecz także podatnicy innych państw w których owe banki działają, w tym także podatnicy w Polsce. Niestety, sprowadza się to właśnie do tego  i w sytuacji naczyń połączonych w UE z tym trzeba się liczyć i takie koszty ponosić. Odczuli to już zresztą pożyczkobiorcy. Jedyna nadzieja w tym, że ta grecka sprawa będzie impulsem do powszechnej sanacji finansowej w Europie.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     

                                        Strach przed rozpadem strefy euro powoduje, że oszczędza już cała Europa. Z szacunków „Rzeczpospolitej" wynika, że w ciągu czterech lat unijne kraje chcą zaoszczędzić prawie 280 mld euro. W ciągu roku skala oszczędności wzrosła o ok. 60 mld euro.

Plany cięć ogłosiły kraje południowej Europy, które nie radzą sobie z obsługą zadłużenia. W większości był to warunek otrzymania wsparcia. Oszczędzają też państwa mające problemy z nadmiernym deficytem – wśród nich Polska, która miała w 2010 r. ponaddwukrotnie wyższy poziom od dopuszczalnego, czyli 7,9 proc. PKB.

Najprostszymi sposobami na obcięcie wydatków stosowanymi przez większość krajów są ograniczenia kosztów utrzymania administracji, czyli cięcia pensji, ograniczenia w zatrudnieniu i zakupach. Pod nóż poszło też wiele inwestycji.

                                       A co robi nasz rząd z premierem Tuskiem? Jak dotąd, podniósł stawkę VAT i zamroził płace w sferze budżetowej (z wyjątkami). Deficyt finansów publicznych też wynosi u nas 8 % PKB, a dług publiczny siegnął 55 % PKB czyli próg ostrożnosciowy.  W kwestii deficytu finansów - przekroczenie progu - to 5 %. Wprawdzie w projekcie budżetu na 2012 r. przewiduje się redukcję tego pięcioprocentowego przekroczenia, ale Komisja Europejska jest skłonna darować sankcje w stosunku do Polski, jesli deficyt będzie zredukowany do 3,5 % a nawet do 4 %. Już w ostatnich wypowiedziach Tuska jest podana redukcja deficytu o 4,5 %. Rostowski idzie w zaparte i mówi, że deficyt budżetowy na koniec 2012 r. wyniesie 2,9 %.

                                         Rząd nie przeprowadził (nie zapoczątkował) niezbędnych reform strukturalnych; przede wszystkim - podwyższenie wieku emerytalnego, likwidację KRUS, likwidację większości przywilejów podatkowych. Rząd nie zredukował biurokracji, tylko bezprzykładnie ją powiększył. Premier zapowiadał w końcu ubiegłego roku zmniejszenie administracji o 10 % w nowym roku. W związku z tym każdy, kto mógł zatrudniał, by mieć kogo później zwalniać. Ostatnio premier przyznał rozkosznie, że przegrał z biurokracją. Można to chyba rozumieć tak, że zamiast 10 procentowej redukcji nastapił 10 procentowy wzrost zatrudnienia.

                                           Każdy politolog (socjolog) wie, że bolesne reformy rzeprowadza się na poczatku kadencji, aby mieć szansę na uwidocznienie pozytywnych skutków i nie utracić elektoratu. Rząd PO tego zaniedbał - miał inne priorytety. Trudno liczyć, że cokolwiek zrobi do końca kadencji. Rząd premiera Buzka przeprowadził reformy, ale niektóre powinny być poprawione; na przykładzie Wegier widać np., że zbyt rozbudowana jest administracja samorządowa, a raczej, że wystepuje nadmierne i kosztowne zjawisko dublowania administracj państwowej i samorzadowej. 

                                            Rząd premiera Tuska najwyraźniej nie zamierza walczyć o obniżenie długu publicznego; w dalszym ciągu oferuje sie sprzedaż - na lichwiarskich warunkach - obligacji skarbu państwa. Wprawdzie na międzynarodowym rynku finansowym oprocentowanie tych obligacji jest już wieksze niż hiszpańskich, ale i tak nie bardzo widać kupujących. Lepiej sprzedają się na rynku wewnętrznym; tylko do czego to prowadzi? Ano do tego, że obsługa długu będzie nas kosztować coraz drożej - już teraz kilkadziesiat miliardów zł. Oznacza to, że wszyscy Polacy będą wypracowywać budżet, który w coraz wiekszym stopniu będzie transferowany do tych bogatych, których stać na kupowanie owych obligacji; tylko ludzie bez wyobraźni mogą uważać, iz można to robić w nieskonczoność. Oczywiście, alternatywą jest hiperinflacja...

 

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka