W sprawie smoleńskiej katastrofy było zbyt dużo medialnego szumu; można było odnieść wrażenie, że jest w tym jakaś metoda, może trzeba było społeczeństwo zamęczyć nawałem elaboratów produkowanych przeważnie przez dyletantów. Nie chciałem się przyłączać do grona komentatorów i "analityków" nie majacych dostatecznych kwalifikacji do stawiania uprawnionych tez.
Oczywiście, jak każdy Polak śledziłem postępy śledztwa i mam cały czas wątpliwości do zasadności zastosowanych procedur i postawionej od poczatku politycznej oceny przyczyn katastrofy, która w dziwny sposób potwierdza się - najpierw w raporcie MAK, teraz w informacjach przekazanych na konferencji NPW. Na rządowy raport ciągle czekamy - myślę, że po trzysetnym, ostatecznym termminie (wg Warzechy) wyznaczonym przez premiera - będzie to miało miejsce 29 lipca.
Po wysłuchaniu konfereencji prasowej NPW można postawić kilka pytań, które tam nie doczekały się odpowiedzi, lub nie zostały zadane:
1. Jak wytłumaczyć fakt jednoczesnego przerwania zasilania elektrycznego dostarczanego przez trzy niezależnie od siebie pracujące generatory?
2, Jak wytłumaczyć zarejestrowany (wg raportu MAK) uderzenie w przeszkodę terenową (nawysokości 6 m.), skoro rejestratory przestały działać na wysokości 15 m?
3. Jak wytłumaczyć inny pogląd gen. Parulskiego na wielkość pochylenia samolotu (po hipotetycznym uderzeniu w brzozę) niż wyrażony w raporcie MAK?
4. Na jakiej podstawie płk Szeląg uważa, że po komendzie odchodzimy pilot nie nacisnął owego przycisku "uchod", czy mieści się to w psychice jakiegokolwiek pilota (w całej historii światowej awiacji)?
5. Dlaczego prokuratura wojskowa nie zarządziła ekshumacji i sekccji zwłok bezpośrednio po przywiezieniu trumien do Polski?
6. Dlaczego do tej pory nie przeprowadza sie ekshumacji?
7. Dlaczego NPW uważa Polaków za niedorozwiniętych umysłowo i nie domyślajacych się, dlaczego nie dokonano czynności zawartych w pytaniach 5 i 6?
Cały czas nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa, dość delikatna i być może przez delikatność nie poruszona przez nikogo (przynajmniej ja nie słyszałem, ani nie widziałem nic w tej mierze). Mianowicie, w żadnej relacji - nikt nie napomknął o widoku krwi tragicznie poległych w katastrofie. Czy pomijane to było w relacjach ze względu na poszanowanie uczuć rodzin ofiar katastrofy, czy rzeczywiście krwi na miejscu tego straszliwego wydarzenia nie było?



Komentarze
Pokaż komentarze (105)