Komentuj, obserwuj tematy,
Załóż profil w salon24.pl
Mój profil
Janusz40 Janusz40
1276
BLOG

Red. Janke pyta o ministra ON - B. Komorowskiego

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 18

Kiedy ministrem ON był B. Komorowski - zrobił rzeczywiście niewiele; napisali o tym szczegółowo komentatorzy pod wpisem red. Janke. Jako cywil, który z wojskiem może spotkał sie tylko na wojskowym przeszkoleniu studentów, czy szkoleniu SOR, ale chyba nie, gdyż tego typu - przyszli polityczni działacze - zawsze od wojska potrafili się  wymigać - nic zrobić nie mógł z tej prostej przyczyny, że nic o wojsku nie wiedział.  To samo dotyczy zresztą wszystkich kolejnych cywilnych ministrów.

 

                                    Oczywiscie, pojawią się argumenty, że mnister, to stanowisko polityczne, nie musi być branżystą; w odniesieniu do wojska przytoczy sie przykład "Starego Tygrysa", czy McNamary. Są to wyjątki zwiazane z niezwykłą osobowością  Clemanceau, czy też z rewolucją komputerową w zarzadzaniu takim molochem, jak Pentagon. Bez najmniejszej wątpliwości  ministrem ON powinien zostać wojskowy, który przebył wszystkie szczeble służbowe, ma ukończone przynajmniej dwie akademie wojskowe i jakieś dyplomy z uczelni cywilnych, musi mieć pojecie o ekonomii, w tym historycznym czasie nie ma kłopotu z wyborem kandydata przetartego w operacjach bojowych.  Każdy minister nie spełniajacy powyzszcych kryteriów, to strata czasu i pieniędzy. Tak sie składa, że po 1945 r. Polska nie miała ani jednego tak kompetentnego ministra, a obecnie mogłaby mieć.

 

                                     Minister-cywil będzie się przez pierwsze dziesięć lat edukował, o ile będzie miał chęć do nauki; w tym czasie jego działania mogą najwyżej nie przeszkadzać, każda aktywność, to będzie nauka na błędach - kosztowna i szkodliwa. Materia wojska jest skomplikowana, wymaga wiedzy i doświadczenia. Ministrem Sprawiedliwości jest zawsze prawnik - to zrozumiałe. Tylko za komuny prokuratorami początkowo byli aparatczycy bez wykształcenia prawniczego, bywało, że nawet bez podstawowego. Także ministrem ON nie powinien zostać "swój", tylko człowiek kompetentny.

 

                                     Niezmiernie ważne jest zasilanie finansowe armii. To premier Tusk między innymi  jest odpowiedzialny za pozbawienie finansowania w ustawowej wielkości  -1,95 % PKB, (to się zdarzyło przy szukaniu oszczędnośći kilka lat temu), to za jego wiedzą i zgodą min Rostowski chciał budżet wojska realizować w horyzoncie czasowym dłuższym od roku ("pożyczać" pieniądze od wojska na bieżące potrzeby - z perspektywą "oddania" ich po trzech, czy pięciu latach); to był plan ratowania budżetu kosztem wojska. Nie mam wiedzy o jego realizacji (te informacje są ukrywane). Kilkla lat wstecz premier "szukał" 20 miliardów "oszczędności - oczywiście, najwiecej znalazł w MON. Przypominam, iż zaniechanie realizacji ustawy o finansowaniu wojska jest przestepstwem.

 

                                                                                                                                                                                                                        Likwidacja poboru łączy się automatycznie z powstaniem zawodowej armii. Premier publicznie oświadczał, że nie jest nam potrzebna wielka liczebnie armia w sytuacji, gdy nikt nie dybie na naszą granicę i dodatkowo jesteśmy członkami najpotężniejszego układu wojskowego - NATO. W rezultacie uchwalono stutysięczną armię; powszechnie wiadomo, że obecnie siła armii  nie zależy od ilości żołnierzy, lecz od stopnia nasycenia nowoczesną techniką wojskową i umiejętności obsługi. Ponieważ z owym stopniem nasycenia nowoczesnym uzbrojeniem i sprzętem wojskowym - nie jest u nas najlepiej - odgrywa znaczną rolę również liczebność wojsk - choćby do wykorzystania tego posiadanego dotychczas uzbrojenia. Ponadto armia wielkości stutysięcznego korpusu nie jest w stanie obronić terytorium naszego państwa i w związku z tym niezbędne jest szkolenie rezerw i utrzymywanie zapasów mobilizacyjnych; o tym prawdopodobnie premier nie wie.

 

                                     Premier, jako historyk, wie zapewne, że na posiedzeniu Sejmu Wielkiego (czteroletniego) - też uchwalono stutysieczną armię zaciężną, której zresztą nie zdążono zmobilizować. Premier jednak chyba nie wiedział, że na owym sejmie głównym oponentem powołania zaciężnej armii był Hetman Wielki Ksawery Branicki, który grzmiał z trybuny: "Po co nam taka armia, panowie bracia herbowi, jeżeli będzie wojenna potrzeba, to jak chwycimy szable w dłoń, jak zaczniemy rąbać, to kto nam sie oprze?". Oparł się wkrótce o kolana carycy... Polska nierządem stała, a państwa ościenne miały milionowe armie. Gdyby premier o tym wiedział, nie wygłaszałby takich słów o jednoznacznych skojarzeniach.

 

                                      Na współczesnym polu walki (abstrahując od broni jądrowej) decydujące znaczenie ma lotnictwo i rakiety najnowszych generacji. Oczywiście, w ramach Układu Warszawskiego były u nas na wyposażeniu rakiety operacyjno-taktyczne, nawet z głowicami przystosowanymi do ładunków jądrowych (te głowice były w posiadaniu sowietów). To była broń zaczepna, o tym nie mówię; idzie o rakiety i rakietki do zwalczania obiektów wojskowych napastnika.  Wyposażenie naszych wozów bojowych i smigłowców w nowoczesne rakietki. Spike (produkcji izraelskiej) to już historia dziesięcioletnia i końca jej nie widać. Ile znaczy nowoczesność na polu walki świadczy "Pustynna burza", w której największa w dziejach świata nawała nowoczesnych czołgów irackich znaczyła tyle, co stado kaczek dla myśliwych (helikopterów wyposażonych w inteligentne rakietki). Tymczasem mamy (łącznie z kupionymi od Niemiec w cenie jedno euro za sztukę) nowoczesnych samolotów - F-16C/D (48 szt.), i MIG-29/UB (32 szt.),  i Su-22M4/U3K (44 szt.). Trudno coś powiedzieć na temat stopnia osiągnięcia przez nie zdolności bojowej. Z pokrętnych enuncjacji min. Klicha na ten temat wynika, że ten stopień nie przekracza 50 - 60 %. Do lotniczego udziału w operacji libijskiej - sprawność bojowa naszych samolotów nie była wystarczajaca.

 

                                       Do osiągnięcia średniego poziomu lotnictwa w państwach NATO naszej wielkości - ilość bojowych samolotów powinna być przynajmniej czterokrotnie większa. W ostatnim wywiadzie, jaki udzielił Śmigły Rydz Wańkowiczowi (po klęsce wrzesniowej - już poza granicami Polski) - marszałek stwierdził, iż nie docenił lotnictwa i broni pancernej. Tego prawdopodobnie premier nie wiedział, gdyż gdyby wiedział, na pewno zadbałby o należyty stan (liczebny i techniczny) naszych sił powietrznych.

 

                                          Jeszcze jedna kwestia, która ostatnio wypłynęła w związku ze zmianą ministra ON - mianowicie - kłopoty ministra z informacją o rzeczywistym stanie armii; minister jest utrzymywany w nieswiadomości, ministra oszukują generałowie. To jest właśnie ostateczne kryterium braku kompetencji; gdyby minister znał wojsko, nigdy by nie dał się wywieść w pole żadnemu generałowi. Zresztą, na tym szczeblu trzeba mieć kilka niezależnych od siebie kanałów informacyjnych. Takie zresztą zawsze były instytucjonalnie i są zapewne i teraz, tylko też trzeba umieć z nich korzystać.

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka