Wszystkie kierownicze organy Unii Europejskiej, szefowie największych europejskich potęg z nabożeństwem słuchają odkrywczych wskazówek i jakże znamienitych pouczeń, co należy robić, by kontynent nie utonął ostatecznie w tym morzu kryzysu. Na szczęscie prominentni przedstawiciele jedynej zielonej wyspy - chętnie wskażą właściwy sposób działania. Tak się wspaniale złożyło, że prezydencję w tych dniach próby, w tych niebezpiecznych czasach - też sprawuje rząd owej wyspy. Już samo jej objęcie zwiastowało nadejście wielkiego WODZA, władcy na miarę Karola Wielkiego, ale i ten WÓDZ wymaga czasem wsparcia; dzień po dniu siedzibę władz unijnych nawiedzają prezydent wspomnianej wyspy i minister finansów.
Wszelka polityczna działalność w Europie zanikła, instytucje finansowe i ich kierownictwa wstrzymały oddech; oto nawiedzeni wieszcze, posiadacze jedynej wiedzy, jedynej recepty na rozwiązanie najważnieszego problemu Europy - są tak łaskawi, że przyjechali się tą wiedzą podzielić. Szkoda tylko, że nie skorzystali ze wspaniałych polskich tradycji i wzorem Jerzego Ossolinskiego nie wjechali konno na czele dumnego orszaku w którym konie gubiły złote podkowy - byłby to efektowny wjazd adekwatny do znaczenia wiekopomnych wskazań, które wygłosili w PE. Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów - na koniec minister Rostowski zagroził wojną. Blady strach ogarnął słuchaczy, nabożnie wsłuchani w prorocze słowa ministra - królowie, prezydenci, kanclerze, premierzy i pospolici ministrowie rzucili się wzorem Rostowskiego do pakowania precjozów w walizkach i zapewnienia sobie odpowiednich rezydencji na kontynencie na szczęscie odkrytym przez Kolumba. Skoro mówi o tym przedstawiciel narodu, który zwyciężał w Hiszpanii, w Normandii, miał walny udział w obronie Anglii, w odsieczy Wiednia, zdobywał Moskwę i Berlin, zwyciężał we Włoszech, Szweda pogonił przez Danię, przez całe wieki bronił Europę przed wschodnimi barbarzyńcami - to nie są żarty. Trzeba robić, co mówi i szykować sobie jego wzorem miekkie lądowanie.
Poważnie mówiąc mówiąc - takie napuszone wystąpienia na europejskim forum, to kompromitacja, to śmieszne popiskiwanie gracza w drużynie, który nie jest w tym momencie w reprezentacyjnym składzie. Mówiąc językiem sportowych komentatarów - cały czas grzejemy ławkę. Oczywiście - problem strefy EURO nie dotyczy nas bezpośrednio i nikt nie będzie się pytał o nasze zdanie w tej mierze, ale rykoszetem wpływa on na stan naszych finansów i mamy prawo wypowiadać się w tej kwestii. Denerwujące jest tylko to zadęcie. Najwyraźniej zadziałał tu ujemny stereotyp; przecież w kraju nieustannie wygaduje sie podobne mądrości i uzyskuje poklask rzeszy akolitów.
Dość charakterystyczna jest wypowiedź na temat naszej prezydencji w UE byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej w wywiadzie udzielonym dla Euronews w dniu wystąpienia prezydenta Komorowskiego na forum Parlamentu Europejskiego:
(...) tego samego dnia Jacques Delors, były przewodniczący Komisji Europejskiej, mówił z żalem w wywiadzie dla Euronews o tym, jak polska prezydencja jest totalnie ignorowana przez europejskie potęgi.
Te jego uwagi pojawiły się w wywiadzie niejako na marginesie, gdy polityk uważany za jednego z ojców Unii Europejskiej w jej aktualnej formie, narzekał na brak zorganizowanej współpracy między krajami Unii, a zwłaszcza krajami należącymi do strefy euro. I nagle powiedział coś takiego:
Jacques Delors:
„Ci wszyscy rozgadani przywódcy, czy oni martwią się faktem, że prezydencja Rady Europejskiej jest sprawowana przez Polskę? Czy uważa pani, że to jest normalne, iż tak pomija się polską prezydencję?”
Euronews :
„Uważa pan, że jest ona ignorowana?”
Jacques Delors:
„Jest ignorowana! Tak, jest ignorowana! I czy sądzi pani, że to jest dobry znak dla Europy?”
Co sobie myśleli kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy słuchając (o ile słuchali) wystąpień "naszych" dygnitarzy - z litości dla tych wielkich mówców - nie będę nawet snuł domysłów.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)