Premier Tusk oświadczył "brutalnie", że poruszanie sprawy smolenskiej przyprawia go o mdłości. Nie wiadomo, dlaczego tak mu sie przejadła ta tematyka; właściwie w bieżącej kampanii wyborczej nieistniejąca. Owszem na konkretne zapytanie odpowiedział Jarosław Kaczyński, że sprawa powinna być wyjaśniona do końca i będzie wyjaśniona po wygranej PIS, ale w całej kampanii PIS nie zajmuje ona istotnego miejsca. Ciekawą rzeczą byłaby psychologiczna analiza takiej reakcji Tuska. przecież wszyscy zdają sobie sprawę, że nawet w obliczu tak wielkiej narodowej tragedii - państwo musi funkcjonować; państwo w skrócie mowiąc - musi zapewnic bezpieczeństwo, porządek (w tym prawny), musi także zpewnić społeczeństwu oświatę, musi dbać o kuturę i tradycję narodową, tożsamość, język i spuściznę kulturalną...
Najwyżsi przedstawiciele obozu władzy powtarzają, jak mantrę, że państwo zdało egzamin; premier Tusk też zapewnił, że w sprawie smoleńskiej ma "czyste sumienie". Rzecz w tym, że powszechne społeczne odczucie jest odmienne. Najwiekszym błędem wg najczęściej przytaczanych opinii było oddanie śledztwa (decyzją premiera Tuska) w ręce rosyjskie. W efekcie nastapiła wszystkim wiadoma seria kardynalnych zaniedbań i brak dostępu polskich organów śledczych do materialnych dowodów zdarzenia. Nawet w ocenie rządu (wg słów premiera Tuska) - końcowy rosyjski raport "jest nie do przyjęcia". Obecnie następują jakieś działania pozorujące fakt braku jakiejkolwiek chęci ze strony rosyjskiej na posuwanie sprawy śledztwa do wiarygodnego końca.
Dla każdego myślącego Polaka, znajacego historię relacji polsko-rosyjskich na przestrzeni wieków - było od razu wiadomo, że ze strony rosyjskiej nie można się było spodziewać rzetelnego podejscia do śledztwa, szczególnie, gdyby wchodziła w grę odpowiedzialność strony rosyjskiej. Tym należy tłumaczyć awersję Tuska do poruszania kwestii tragedii smolenskiej. Stosuję on przy tym ulubioną swoją metodę skazywania na zapomnienie, odwlekania ad Kalendas Graecas. Od samego początku wszystkie okołorządowe media włączyły zgodny chór pouczania społeczeństwa, że trzeba czekac na wyniki śledztwa, nie gorączkowac sie, wszystko się wyjaśni.
Pragnę zapewnić premiera Tuska, że jego mdłości nie staną na przeszkodzie w dalszym wyjaśnianiu tej ogromnej narodowej tragedii, choćby mdłości doprowadziły go do delirium. Mdłości premiera są - najmniejszą z możliwych - rzeczą, która miałaby mieć wpływ na zaniechanie tak istotnego dla narodu sledztwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (67)