Gdyby Rom Houben dostał się 23 lata temu w orbitę działania lewackich fanatyków walczących o prawo do zabijania ludzi uznanych za nieprzydatnych dziś byłby tylko wspomnieniem w życiu jego rodziny. Na szczęście jednak bliscy woleli żyć nadzieją, że stan sparaliżowanego po wypadku samochodowym mężczyzny kiedyś się poprawi. I mieli rację. Dziś, jak donosi "Daily Mail", 46-letni Houben czyta książki, chce rozmawiać ze znajomymi i „cieszyć się życiem”.
Przypadek Houbena daje argument obrońcom życia w walce z propagatorami prawa do eutanazji. Okazuje się bowiem, że mężczyzna przez 23 lata był świadomy wszystkiego, co się wokół niego dzieje, a jego mózg funkcjonował jak u zdrowego człowieka. Stosowana na całym świecie metoda badania aktywności mózgu osób pozostających w śpiączce okazała się nieskuteczna w tym przypadku. Pomyłkę wykryto przypadkiem przy kolejnym badaniu.
Według Stevena Laureysa, który zajął się przypadkiem Houbena, wielu pacjentów na całym świecie może być w podobnym stanie jak Rom. Dzięki rozwojowi medycy światło dzienne mogą ujrzeć kolejne przypadki osób błędnie zdiagnozowanych. Pod warunkiem, że wcześniej nie zostaną zabite w imię prawa do „godnej śmieci”…


Komentarze
Pokaż komentarze (14)