0 obserwujących
73 notki
36k odsłon
396 odsłon

Teoria opanowywania trwogi

Wykop Skomentuj3

Przed nami pierwsze z czterech zaplanowanych na październik spotkań prezydenta Baracka Obamy z kandydatem Partii Republikańskiej – Mittem Romneyem. Podczas dzisiejszej debaty w Denver Romney będzie próbował ratować swoją kampanię, która znalazła się w krytycznym punkcie.

Jeszcze cztery tygodnie temu, a wiec po zakończeniu konwencji wyborczej Republikanów, sytuacja wyglądała dla Romneya dość zachęcająco. Wprawdzie nie odnotował on skoku w sondażach po tej imprezie partyjnej, ale jednak dzielący go od Obamy dystans był wystarczająco niewielki, aby myśleć o dogonieniu go w sondażach. Jednak dwa następujące po sobie wydarzenia odmieniły stan rywalizacji. Pierwszym z nich była reakcja sztabu kandydata na wydarzenia w Afryce Północnej, gdy w rocznicę zamachów z 11 września, przed placówkami dyplomatycznymi Stanów Zjednoczonych miały miejsce antyamerykańskie protesty. W oświadczeniu wydanym tuż po opublikowaniu przez Departament Stanu informacji, że w konsulacie USA w libijskim Benghazi zginął Amerykanin (jednak bez podania szczegółów) Romney potępił administrację Obamy za sympatyzowanie z tymi, którzy przeprowadzili ataki na amerykańskie misje w Egipcie i Libii. Choć owo kontrowersyjne oświadczenie wydano głównie z powodu słów, opublikowanych przez personel ambasady USA w Kairze na jej profilu na Twitterze, w której to wiadomości potępiono tych, którzy naruszają prawo do wolności wypowiedzi, aby ranić uczucia religijne (chodziło o pojawienie się filmu „Niewinność muzułmanów”, co było główną przyczyną zamieszek). Od tego oświadczenia, jako nieodzwierciedlających jego poglądów, natychmiast odciął się Departament Stanu,. Dopiero później potwierdzono informację o tym, że w wyniku ataku na konsulat w Benghazi zginęło czterech Amerykanów, w tym ambasador w Libii – Christopher Stevens, pierwszy od ponad 30 lat reprezentant Stanów Zjednoczonych, który poniósł śmierć będąc szefem ambasady. Ta nieszczęsna dla byłego gubernatora Massachusetts koincydencja czasowa połączona ze zbyt szybką reakcją na wydarzenia, co wymusił 24-godzinny cykl medialny, stała się powodem krytyki Romneya, o czym nie omieszkał wspomnieć sam prezydent Obama mówiąc, ze jego rywal ma tendencję do tego, aby najpierw strzelać, a dopiero potem celować. Jak wskazują zwolennicy poglądu o wypaczeniu na korzyść Demokratów przekazu w mediach głównego nurtu, skupienie środków przekazu w tej sytuacji na reakcji Romneyu było niezrozumiałe. Jak wykazano konsulatu w Libii nie chronili Marines, a ludzie prezydenta wcześniej potępili oświadczenie Romneya niż ataki na dyplomatów. Przy tej okazji wyszło również na jaw, że Obama opuścił ok. 60% przeznaczonych dla niego briefingów wywiadowczych, podczas gdy jego poprzednikowi to się nie zdarzało.

Tegoroczna kampania jest wyjątkowa pod tym względem, że istnieje silnie przekonanie, iż to właśnie kandydat Demokratów jest lepiej przygotowany do piastowania stanowiska zwierzchnikiem sił zbrojnych, a tym samym lepiej sprawować pieczę nad sprawami bezpieczeństwa narodowego USA. Romney nie pomógł w walce z tym poglądem nie zająknąwszy się ani słowem, w swoim przemówieniu na konwencji o Afganistanie. Nie oddał również wtedy hołdu służącymi poza granicami kraju żołnierzom.


O wiele większe spustoszenie dla starań Romneya o prezydenturę wywołało opublikowanie 17 września przez serwis Mother Jones materiału filmowego z zamkniętego spotkania w Boca Raton na Florydzie, na którym kandydat zbierał fundusze na kampanię. Na tym nagraniu Romney stwierdził, że 47% Amerykanów zagłosuje na Obamę bez względu na okoliczności. Według niego ci ludzie są uzależnieni od pomocy rządu, uważają się za ofiary, a on sam (tj. Romney) nigdy nie przekona ich, żeby wzięli odpowiedzialność za swoje życie. Liczba takich ludzi miała pokrywać się z procentem osób, które nie płacą podatku dochodowego. Choć kandydat przy wskazaniu tej ostatniej danej niewiele się pomylił (wg raportu Tax Policy Center z lipca 2011 r. wynosi ona 46,4%) to jednak pomieszał przy tej okazji kilka grup, atakując wielu swoich wyborców. Dochód wielu osób, który przypisał do tej kategorii jest zbyt niski, żeby kwalifikowały się one do uiszczania podatku. Poza tym wielu z nich płaci inne daniny, m. in. od wynagrodzeń .Jeden z ostatnich sondaży Gallupa wskazuje, że 37% wyborców, którzy zarabiają mniej niż 36 tys. dolarów rocznie, chce głosować na Romneya, a jak wskazuje mapa, najwięcej osób niepłacących zamieszkuje głównie stany, w których zwycięstwo najpewniej przypadnie Romneyowi – południowy pas od Teksasu do Karoliny Południowej, choć warto przy tym zwrócić uwagę, że różnice procentowe pomiędzy tą grupą a pozostałymi stanami są stosunkowo niewielkie). Co gorsza dla Romney ugodził w ten sposób w osoby, na których głosach zależy mu najbardziej (istotna część elektoratu zamieszkująca kilka kluczowych dla tegorocznej elekcji stanów obrotowych, m.in. Florydę).

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale