Wybory już jesienią, więc politycy różnej maści i różnego "kalibru" wyszli na ulicę szukać sponsorów (klientów), którzy dadzą im to, czego w rodzimej partii mogą już nie dostać...
B. Arłukowicz - polityczny transfer roku?
Nieznany do niedawna polityk, wylansowany dzięki hazardowej komisji śledczej na wielką gwiazdę politycznego showbiznesu błyszczał na lewicowym nieboskłonie bardzo, BARDZO jasno. Może wręcz za jasno, więc przewodniczący SLD zapragnął jakoś przyćmić ów blask.
Już jakiś czas temu pisałem Arłukowiczowi, że jeśli niczego nie popsuje, to jest 1szy na mojej prywatnej liście kandydatów, którzy mogą przejąć za kilka lat przewodnictwo polskiej lewicy. Olejniczak uciekł do Europarlamentu, Napieralski wykolei się niejednokrotnie na totalnym braku pomysłu na lewicowość, więc potrzeba będzie świeżej lewicowej krwi na stabilizację polskiej sceny politycznej przez zasilanie tzw. "lewej nogi".
Jakież było moje zdziwienie, gdy kilkanaście dni temu ową lewą nogę PO tak skutecznie amputowało z politycznego rynku i włożyło do swojego platformianego koszyka. Arłukowicz będzie 1-dynką na szczecińskiej liście PO. Zdradził lewicowe ideały (o ile takowe rzeczywiście istnieją) na rzecz nieokreślonego ideologicznie bełkotu partii rządzącej. Bo myśląc "lewica" zawsze bez zastanowienia widziałem, że:
1. Odebranie kościołowi (Rydzykowi, biskupom, itd.) bezpośredniego wpływu na politykę.
2. Odrestykcyjnienie ustawy aborcyjnej.
3. Większe prawa dla tzw. związków partnerskich i dla mniejszości seksualnych.
Myśląc Platforma Obywatelska, wiem, że:
1. Słowa, slogany, seplenienie…
2. Obietnice, owijanie w bawełnę, mydlenie oczu…
3. NIC WIĘCEJ.
Stręczyciel Doland Tusk?
Zawsze, gdy trafia się jakaś trudna kwestia społeczna, która sprawia, że rząd nie ma pomysłu na jej rozwiązanie, a co gorsza dla nich, która powoduje, że partii rządzącej spadają notowania - lansuje się jakiś krzykliwy medialnie temat zastępczy. Dopalacze i dzielna z nimi walka polskiego rządu, pseudokibice i spektakularne (chociaż spóźnione) ich wyłapywanie przez antyterrorystów. Rok temu zdarzyła się KUMULACJA w postaci katastrofy smoleńskiej dającej całoroczne zmagania dotyczące tego, której partii należy się więcej ciał zabitych i która lepiej potrafi uczcić pamięć po tragicznie zmarłych. I tak oto rządzi ten rząd. Od tematu zastępczego do tematu zastępczego.
A słyszeliście może, jakie Polska ma pomysły na przewodnictwo w Unii Europejskiej, które zaczynamy już za niewiele ponad miesiąc? A może słyszał ktoś, kiedy i jak przyjęto budżet na 2012 rok? Na co obcięto tylko 20%, a kto dostanie aż 30% mniej niż rok wcześniej? NIE, bo wręcz katorżniczy dla polskiego społeczeństwa budżet przyjmowano gdzieś tak pomiędzy beatyfikacją Jana Pawła II, a zamieszkami kiboli w Bydgoszczy. A może pomiędzy ślubem księcia Williama, a pogryzieniem kolejnego dziecka przez mieszańca ras niebezpiecznych? Albo owe TAK dla budżetu 2012 powiedziano pomiędzy transferem B. Arłukowicza do PO, a ucieczką Bielana z PJN-u? A to wszystko to tylko taka polityczna zasłona dymna roztoczona ponad prawdziwymi problemami.
Gdy wyborcy pytają, czemu jest tak źle, czemu inflacja tak galopuje, dlaczego na stadionie piłkarskim łatwiej jest zginąć na trybunach niż strzelić gola na murawie - dostajemy... transfer. Nie jakiś tam transfer sportowy np. zakup Christiano Ronaldo przez Legię, a transfer polityka z partii do partii. Przybyło owego dnia dziesiątki dziennikarzy, by dowiedzieć się, jak D. Tusk, zaledwie rok przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej zmierza walczyć z kibolami, a dowiadujemy się, że Bartosz Arłukowicz to lek na całe zło. Że będzie miał swoją tekę, swoją limuzynę, swoją służbową komórkę, na którą wszyscy odrzuceni społecznie będą mogli dzwonić i się skarżyć, że jest im źle. A kibole? W tak romantycznych okolicznościach wiosennej przyrody i w tak zacnym towarzystwie lewicowego uciekiniera Donald Tusk nie życzy sobie pytań o kiboli.
W czasie Dożynek, Donek nie życzy sobie pytań o śmiesznie niskie ceny skupu płodów rolnych, podczas otwierania 3kilometrowej obwodnicy jakiejś wioski w pomorskim nie życzy sobie pytań o śladową ilość oddawanych kilometrów autostrad, a podczas konferencji o Euro 2012 nie życzy sobie pytań o sposób walki z kibolami. TO KIEDY dziennikarze mają o to pytać?! Czy zawsze już, do samych wyborów, co trudny temat będzie jakiś transfer i radosne opiewanie zalet nowego członka PO?
Niewinne polityczne cichodajstwo czy ideologiczne kur%@$wo?
Czy gorzej jest zaprzedać swoją wyraźną tożsamość polityczną oraz ponadprzeciętny intelekt, i przejść z programowej lewicy do niezidentyfikowanej prawicy, jak zrobił to Bartosz Arłukowicz? A może, nie mając wiele do zaoferowania oddawać się na prawo i na lewo, jak robił to przez ostatnie 15lat pewien obecny Europoseł (Ryszard Cz.)? Przez lata migrował z partii do partii tyle razy, że już sam nie pamięta, ile partii go w trakcie jego politykowania "zaliczyło". Czy rozgrzeszeniem tego typu praktyk ma być fakt, że w pogoni za sejmową posadą prostytuował się jedynie prawicowo? Z racji tego, że do zaoferowania żadnej z tych partii nie miał za wiele, żadna po nim jakoś szczególnie nie płakała - ot tania ulicznica poszła na inny Pigalak.
A jak nazwać to, że dawny przywódca, twarz, ikona lewicy, a wręcz betonowy jej odlew (Leszek Miller) poszedł do Samoobrony? Czy aż tak lgnął do władzy, że był gotów zdobyć ją startując do Sejmu z listy partii kryminalistów i seksualnych dewiantów?!
PJN - Prawie Jak Napoleon(ki)
To, że dziesięć lat temu udało się "trzem tenorom" powołać do życia twór polityczny nazywany do dzisiaj Platformą Obywatelską, nie znaczy, że podobny sukces powtórzy jeszcze ktokolwiek. Szczególnie dwie sopranistki z niemym chórem politycznego planktonu za plecami. Dwie biologiczne matki tego całego przedsięwzięcia szukają teraz gniazda, do którego mogłyby podrzucić swoje kukułcze jajo, by móc z list jakiejś poważniejszej partii przemknąć się na kolejne 5lat do Sejmu. Dobrze jednak wiedzą, że gdy porzucą swoją partyjkę na pastwę losu, zostaną okrzyknięte wyrodnymi matkami i napiętnowane zarówno politycznie, jak i społecznie. Szczury z PJN-u jednak uciekają już wpław i na różnego typu tratewkach tam, gdzie nie zmoczą po jesiennych wyborach ich szczurzego ogona.
Gdyby istniały jakieś takie polityczne domy dziecka, to najchętniej matki PJN-u tam właśnie podrzuciłyby to swoje nieudane "dziecko". Polityczne przekąski, które zaufały Paniom Kluzik-Rostkowskiej i Jakubiakowej i przeszły do Polski Będącej Najważniejszą, w takim właśnie politycznym bidulu spędziły najbliższe 5lat, czekając z nadzieją do kolejnych wyborów.
Mój skromny apel…
Miejcie trochę godności. Skoro macie odwagę wstać z kolan, podnieść głowy i zawarczeć na Jaśnie Pana Prezesa, którego przez ostatnie kilka lat wielbiliście jak ciemny lud starożytnej Grecji - Zeusa, to skoro to całe szczekanie na dawnego szefa nie przyniosło oczekiwanego rezultatu, nie idźcie z podkulonymi ogonami łasić się do nowego pana. Jest tyle szanowanych zawodów, macie takie wspaniałe wykształcenie, doświadczenie, wiedzę, predyspozycje... Nie musicie wcale być w polityce! Brakuje przedszkoli, przedszkolanek... A dla Waszych kolegów na budowach też znajdzie się miejsce.
A jeśli ciągle chcecie uciekać z partii do partii, to uchwalcie wreszcie legalizację prostytucji i migrujcie sobie do woli, jako tanie dziw...olągi.
258
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)