Bronisław Komorowski przebywa obecnie w Waszyngtonie. Zaplanowane ma na dzisiaj spotkanie z Barackiem Obamą. Media polskie już zapowiedziały, że jednym z tematów rozmowy zaplanowanej na dzisiaj przez Komorowskiego i Obamę jest kwestia wiz turystycznych do USA (wiz B-2).
Pisałem już o tym temacie szczegółowo na tym blogu:
http://starosta.salon24.pl/241379,amerykanskie-wizy-turystyczne
http://starosta.salon24.pl/247617,wizy-do-usa
więc nie zamierzam powtarzać tego, co już napisałem (co najwyżej powtórzę tylko parę kwestii, jeśli będzie trzeba). Chciałbym przedstawić ten temat w szerszym kontekście relacji USA-Polska.
Otóż media polskie (a przynajmniej te lewackie), z TVNem na czele, głoszą od co najmniej 2 lat brednię brzmiącą mniej więcej tak:
"Polska jest strategicznie ważnym, wiernym sojusznikiem USA, wysłała żołnierzy do Iraku i Afganistanu, zgodziła się na tarczę, a nie dostała w zamian od USA nic! USA nas oszukały, a my, Polacy, byliśmy tak naiwni, że im uwierzyliśmy! Nigdy więcej!"
Brednia ta była w ciągu ostatnich kilku dni szczególnie głośno rozpowszechniana przez media i lewicowych profesorów i doktorów, szczególnie często na antenie jadowicie antyamerykańskiej stacji TVN i jej bliźniaczej stacji TVN24.
(Brednia ta jest podobna do kłamstwa, że Polska wystawiła podczas IIWŚ czwartą armię koalicji antyhitlerowskiej, a jej sojusznicy odwdzięczyli jej się sprzedając ją w Jałcie. Oczywiście polskie media milczą na temat tego, kto kupił Polskę. Kłamstwo to, podobnie jak ta XXI-wieczna brednia, ma na celu legitymizację roszczeń, fałszywych zarzutów i nienawiści wobec USA. O tym, że Polska nie wystawiła czwartej armii koalicji antyhitlerowskiej, napisałem tu: http://starosta.salon24.pl/166785,slogan-o-czwartej-armii-koalicji-antyhitlerowskiej)
A jakie są fakty?
Zacznijmy od tego, że Obama, jako prezydent, sam nie może znieść wiz, a Kongres nie zniesie specjalnie wiz dla Polski (ani dla żadnego innego kraju). Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jakby wizy zniesiono specjalnie dla Polski, to inne kraje niespełniające wymogów Visa Waiver Program oburzyłyby się i zażądałyby, żeby dla nich również uczyniono wyjątek. Po drugie dlatego, że USA muszą się uporać z 20 mln nielegalnych imigrantów (przeważnie meksykańskich, ale również polskich) przebywających na ich terytorium i nie mogą sobie pozwolić na wpuszczenie kolejnych tysięcy polskich gastarbeiterów do USA. Po trzecie dlatego, że Polska nie jest ważnym sojusznikiem USA (obiektywnie, bez względu na to, jak ją postrzega taka czy inna administracja USA). Żeby być ważnym sojusznikiem USA, kraj musi zrobić więcej, niż wysłać parę tysięcy żołnierzy do Afganistanu i Iraku, albo zgodzić się na tarczę, którą USA mogłyby równie dobrze zainstalować gdzie indziej. Nie wystarczy też kupić na kredyt 48 myśliwców amerykańskich.
To, jak kraje się kwalifikują do hierarchicznych grup sojuszników USA, objaśnił trzy lata temu Stary Wiarus na swoim blogu.
Żeby dany kraj był strategicznie ważnym sojusznikiem musi być albo krajem anglosaskim, albo przynajmniej bogatym, luźno zaprzyjaźnionym krajem, z którym można robić i się robi bardzo lukratywne interesy.
Żeby być przyjacielem Ameryki, dany kraj musi być krajem anglosaskim. Muszą go łączyć z USA więzy takie, jak wspólny język, wspólna historia w ramach historii imperium brytyjskiego, etyka purytańska, religia protestancka (OK, OK, przesada - w USA najliczniejszą pojedynczą grupę wyznaniową stanowią katolicy, w liczbie 67 mln osób) i prawodawstwo brytyjskie (common law), a także braterstwo broni, jakie Ameryka zawiązała ze swoimi przyjaciółmi podczas dwóch wojen światowych, wojny koreańskiej, wojny wietnamskiej (tym razem bez Kanady i UK) i kilku innych wojen. Więzi gospodarcze również są ważne.
Żeby dany kraj był partnerem Ameryki, musi być bogaty i zdolny do robienia bardzo intrantnych interesów z USA. Musi być go stać na to, by sobie zamówić w USA tyle myśliwców, transportowców, helikopterów, czołgów, BWP albo okrętów wojennych, ile jest mu potrzebnych - albo na wyprodukowanie własnych. Musi być na tyle zamożny, by sobie pozwolić na energetykę nuklearną, nowoczesną medycynę i superkomputery. Partnerem Ameryki może być, jak pisze Stary Wiarus, kraj zdolny sprzedać 178 latających tankowców amerykańskiemu lotnictwu wojskowemu, amerykańskim liniom lotniczym samoloty pasażerskie, zamożnym Amerykanom eleganckie samochody, a ich dzieciom - zabawkową elektronikę. Partnerem Ameryki, jak uczy SW, nie jest kraj, który kupił sobie na kredyt 48 amerykańskich myśliwców - to jest klient mający niewiele pieniędzy i wielkie wymagania, a nie kumpel od bitki i wypitki.
Dlaczego Polska miałaby być traktowana jako strategicznie ważny sojusznik USA, jeśli nim obiektywnie nie jest (abstrahując od kwestii wiz)? Bo wysłała parę tysięcy żołnierzy do Iraku i Afganistanu? Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Kanada wysłały tam więcej żołnierzy niż Polska i przelały tam krew większej liczby swoich żołnierzy niż samozwańczy strategiczny sojusznik USA.
Bo Polska kupiła 48 myśliwców amerykańskich? A wie ktoś, ile myśliwców amerykańskich jest na wyposażeniu lotnictwa wojskowego Korei Płd., Japonii, Izraela tudzież Kanady? 80 w wypadku Kanady, ponad 100 jeśli chodzi o Koreę Płd. i Japonię, ponad 200 w przypadku Izraela. 3 z tych 4 krajów eksploatują różnorakie warianty F-16.
Bo Polska zgodziła się na tarczę? Tarczę antyrakietową (której projektu nie zarzucił Obama, ale go zmodyfikował, a ostateczną decyzję i tak podejmie Kongres*) USA mogłyby rozmieścić w innych krajach, np. w Rumunii albo na Litwie. Tarcza to pewien argument, ale zbyt słaby, by twierdzić, że Polska jest/była strategicznym sojusznikiem USA. W czasach zimnej wojny rządy RFN, UK, Włoch i Turcji zgodziły się na to, by na ich terytorium stacjonowały wojska amerykańskie wyposażone w broń nuklearną (rakiety Thor, Jupiter, Cruise i Pershing-II oraz samoloty z bombami nuklearnymi). Notabene, amerykańska broń nuklearna znajduje się w kilku krajach Europy do dziś, w liczbie 240-300 głowic. W porównaniu z nimi 10 nieuzbrojonych pocisków przechwytujących to nie są argumenty czyniące z Polski strategicznie ważnego sojusznika (czy najwierniejszego sojusznika) USA.
Nie są to też argumenty, dla których USA powinny byłyby znieść wizy dla Polaków.
Nikt też nie wyjaśnił, dlaczego USA, 221-letnia demokracja, jedno z dwóch tylko supermocarstw, główny filar cywilizacji zachodniej, miałyby traktować jako swojego strategicznego sojusznika kraj, który jest pogrobowcem komunizmu, który przez 45 lat był jego republiką, a do dziś utrzymuje wiele komunistycznych przepisów i zwyczajów, który za swojego bohatera narodowego (zapraszanego na uroczystości państwowe i na posiedzenie RBN) uważa zruszczonego sowieckiego janczara Wojciecha Jaruzelskiego; kraj, który do 2007 roku nie potrafił oczyścić swojego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego z komunistów, a swojej służby dyplomatycznej i wyższych uczelni nie oczyścił z komunistów do dziś.
A że polscy politycy z rządów Millera, Belki, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i Tuska oraz prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński sobie naiwnie wmawiali, że Polska jest strategicznie ważnym sojusznikiem USA? No cóż, to ich wina, a nie wina USA. Gdyby byli realistami, to by nie fantazjowali, że Polska jest strategicznym sojusznikiem USA, a Polacy i polscy politycy (łącznie z w/w panami) nie byliby dzisiaj srogo zawiedzeni, że USA nie chcą dogadzać 20-letniemu pogrobowcowi komunizmu. Jak USA są winne temu, że polscy politycy karmili się fantazjami?
(Podobnie było podczas II wojny światowej: polski rząd emigracyjny nawet do 1945 r. karmił się fantazjami, że Polska była czwartym mocarstwem koalicji antyhitlerowskiej. Przebudzenie nastąpiło, gdy USA i UK uznały Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, a rząd emigracyjny został eksmitowany przez Brytyjczyków z Hotelu Rubens.)
To nie USA oszukały Polskę. To polscy politycy sami siebie oszukali.
Co nie zmienia faktu, że polityka sojuszu z USA była i jest słuszna, o czym świadczą choćby amerykańsko-natowskie plany obrony Europy Wschodniej przed potencjalnymi agresorami.
Co do wiz: sposób na to, żeby Polska się dostała do VWP, jest tylko jeden: spełnić warunki tego programu. Oznacza to, że Polacy powinni przestać składać amerykańskim konsulom podania, jeśli chcą lecieć do USA po to, by pracować na czarno albo przesiedzieć wizę, przestać popełniać nagminnie przestępstwa imigracyjne i przestać próbować oszukać konsulów. Ponad 30 krajów potrafiło spełnić te wymagania, więc nie ma powodu, by dla Polski USA robiły wyjątek. Niestety, Polacy wolą kombinować i próbować dostać się do VWP innymi sposobami. A gdy Amerykanie odpowiadają: "Spełnijcie wymogi VWP, tak jak Czesi i Litwini", to wtedy się zaczyna płacz i zgrzytanie zębów. A przecież te wymagania nie są wygórowane. Wystarczy, by polscy aplikanci byli uczciwi.
* Nie mam powodu, by bronić Obamę, ale faktem jest, że nie zrezygnował z tarczy antyrakietowej zupełnie. Obama zmodyfikował jej planowaną formę. Na gorszą, moim zdaniem (co z irańskimi rakietami dalekiego zasięgu?), ale lepsza taka niż żadna.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)