Gazeta Wyborcza po raz n-ty, chyba już setny, pokazała, że jej dziennikarze są ludźmi nie znającymi się na tematach, o których piszą. Są to zwykli lewicowi propagandziści piszący bzdury zgodne z ich lewacką ideologią.
Praktycznie co tydzień GW drukuje artykuły zawierające dziesiątki błędów faktograficznych i kłamstw. Nie zamierzam odpowiadać (ani na tym blogu, ani na czymkolwiek innym) na wszystkie. Uznałem tylko za konieczne, abym się ustosunkował do kłamstw dotyczących sprawy najważniejszej, zawartych w artykule propagandzisty Mariusza Zawadzkiego "Amerykanie oszczędzą na armii".
http://wyborcza.pl/1,75477,8918485,Amerykanie_oszczedza_na_armii.html
"W ciągu pięciu lat USA zmniejszą o 78 mld dol. wydatki na armię - ogłosił sekretarz obrony Robert Gates. Ale najpierw w tym roku jeszcze je zwiększą
Clinton, która jest skrajną lewaczką, podobnie jak jej mąż, jest przeciwna silnej obronie, a jako Sekretarz Stanu chce oczywiście dbać i interesy swojego departamentu, kosztem głównego rywala, czyli Departamentu Obrony. Nie dziwi mnie więc, że Clinton wygaduje głupoty typu "przywództwo za pomocą siły cywilnej oznacza oszczędności w dolarach i istnieniach ludzkich".
Nie ma czegoś takiego, jak "przywództwo za pomocą siły cywilnej". Żadne państwo nigdy nie zostało i nie zostanie przywódcą polegając na "sile cywilnej" (cokolwiek to znaczy - zapewne chodzi o nieudolnych dyplomatów i Korpus Pokoju). Nikt nie liczy się z państwami słabymi militarnie (w tym również z Japonią i Niemcami, które odgrywają w polityce światowej najwyżej drugorzędną rolę). Z militarnymi potęgami (USA, Rosja, Chiny, KRLD, Indie) musi się liczyć każde państwo. Jeżeli jakieś państwo chce być przywódcą jakiegoś regionu czy bloku (a co dopiero świata), to musi być silne militarnie. Żadne państwo nigdy nie zostanie przywódcą regionalnymi ani światowym polegając na "sile cywilnej" (cokolwiek to znaczy).
Twierdzenie, że inwestycje w "siłę cywilną" oznaczają oszczędności w dolarach i ludziach to kłamstwo. Dyplomacja nigdy jeszcze nie ochroniła USA przed czymkolwiek, a jest bardzo kosztowna (jeden wystawny obiad jednej amerykańskiej ambasady kosztuje setki dolarów) i musi być chroniona przez formacje zbrojne (dotyczy to zarówno "pracowników cywilnych" odbudowywujących Afganistan, jak i ambasad (chronionych przez piechotę morską).
Podobnie myli się Gates (który jest jednym z najgorszych sekretarzów obrony w historii USA), twierdząc, że należy inwestować w "dyplomację i rozwój", a nie zbrojenia. Trzeba koniecznie inwestować w zbrojenia, ponieważ tylko one mogą ochronić Amerykę przed jej wrogami. Przez ostatnie 227 lat to wojsko, a nie dyplomacja czy "rozwój" obcych krajów, ochraniały USA. To wojsko obroniło USA przez Niemcami i Japonią, wygrało zimną wojnę i walczy teraz z terrorystami w Afganistanie.
Dyplomacja i "rozwój" obcych krajów jeszcze żadnego kraju przed nikim nie obroniły. Jeżeli USA zostaną zaatakowane znowu przez terrorystów, Chiny albo KRLD, to co zrobi Obama? Wyśle dyplomatów, żeby bronili USA swoimi długimi językami? Żeby wynegocjowali niezgorsze warunki kapitulacji? Jak na razie amerykańska dyplomacja, po ponad 5 latach bezpośrednich negocjacji z Irańczykami, nie zdołała nawet ich nakłonić do rezygnacji z ich programu nuklearnego.
http://www.americanthinker.com/blog/2011/01/framework_of_iranian_nuclear_t.html
TYLKO zbrojenia mogą ochronić Amerykę. Sprawa jest prosta i zerojedynkowa - albo USA się będą zbroić i będą miały silniejsze wojsko niż inne kraje, albo USA zaniedbają swoją obronę i wtedy poniosą konsekwencje, tak jak poniosły je w 1812 r., 1941 r. i 2001 r.
Zawadzki napisał też w trzecim akapicie, że
Co jest ewidentną bzdurą, bo amerykańscy wojskowi (a także sekretarz obrony) powiedzieli, że amfibie do lądowań morskich są absolutnie potrzebne, ponieważ, według nich, USMC musi nadal być zdolny do dokonywania lądowań z morza. Twierdzą natomiast, że nie jest potrzebny akurat ten typ amfibii, który chce anulować Gates (nazywa się Expeditionary Fighting Vehicle), tylko inny, tańszy, mniej bajerowy. Dlatego USMC zamierza zmodernizować swoje istniejące amfibie typu AAV, a następnie rozpisać konkurs o zamówienie publiczne na nowe amfibie.
Źródło: http://www.defense.gov/Speeches/Speech.aspx?SpeechID=1527
Ponadto, amerykańscy generałowie i niektórzy bloggerzy twierdzą, że najlepiej byłoby wykonywać podwójne lądowanie - z morza i z powietrza. Oznacza to, że amfibie USMC wylądowałyby na brzegu wrogiego kraju z morza, a jednocześnie (lub nawet wcześniej) amerykańscy spadochroniarze (bądź żołnierze desantu helikopterowego lądowaliby z powietrza. Tak uczynili Alianci w czerwcu 1944 r w Normandii. Dzisiaj byłoby to nawet łatwiejsze, bo istnieją znakomite wiropłaty typu H-47 Chinook i V-22 Osprey, znakomicie nadające się do działań powietrznodesantowych. Dzisiaj 101-sza Dywizja PDes US Army nie jest dywizją spadochroniarską, lecz helikopterowo-desantową.
Tak swoją drogą, w krajach anglosaskich słowo "Armia" oznacza tylko wojska lądowe. US Army jest tylko jednym z czterech rodzajów SZ USA (obok US Navy, USMC i US Air Force).
Bzdury napisane przez pana Zawadzkiego są tak żałosne, że nie da się nawet z nich śmiać. Po co GW wysyła (na koszt redakcji, jak mniemam) ignorantów do USA, którzy następnie piszą wierutne bzdury całkowicie niezgodne z prawdą (zapożyczone od skrajnej lewicy)? Po to, żeby realizować swoją (tzn. GW) linię polityczną, czy po to, by po prostu dokopać USA?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)