ZiggyM ZiggyM
779
BLOG

GW popisała się znowu niewiedzą

ZiggyM ZiggyM Polityka Obserwuj notkę 2

Gazeta Wyborcza po raz n-ty, chyba już setny, pokazała, że jej dziennikarze są ludźmi nie znającymi się na tematach, o których piszą. Są to zwykli lewicowi propagandziści piszący bzdury zgodne z ich lewacką ideologią.

Praktycznie co tydzień GW drukuje artykuły zawierające dziesiątki błędów faktograficznych i kłamstw. Nie zamierzam odpowiadać (ani na tym blogu, ani na czymkolwiek innym) na wszystkie. Uznałem tylko za konieczne, abym się ustosunkował do kłamstw dotyczących sprawy najważniejszej, zawartych w artykule propagandzisty Mariusza Zawadzkiego "Amerykanie oszczędzą na armii".

http://wyborcza.pl/1,75477,8918485,Amerykanie_oszczedza_na_armii.html

"W ciągu pięciu lat USA zmniejszą o 78 mld dol. wydatki na armię - ogłosił sekretarz obrony Robert Gates. Ale najpierw w tym roku jeszcze je zwiększą

Amerykanie wydają na obronność kolosalne sumy - prawie tyle samo, co reszta świata. W zeszłym roku przeznaczyli na armię jedną piątą budżetu federalnego USA, czyli ponad 700 mld dol. (wszystkie pozostałe kraje razem - 800 mld). Drugie w rankingu wojskowych wydatków Chiny wydają osiem razy mniej niż USA."
 
Całe te dwa paragrafy to steki bzdur. Primo, USA nie planują (przynajmniej na razie) zmniejszenia wydatków na obronę o 78 mld USD, a jedynie, że DOD nie dostanie 78 mld dolarów, na które wcześniej liczył i które zaplanował. Innymi słowy, w ciągu najbliższych 5 lat podatkowych, LP2012-2016, budżet obronny wzrośnie o 78 mld dolarów mniej niż pierwotnie planował DOD. W RF2012 wzrośnie o marny 1%, a następnie zostanie zamrożony.
 
Kłamstwem jest, że USA wydają na obronność "prawie tyle samo, co reszta świata". Według wiarygodnej witryny www.truthandpolitics.com oraz SIPRI (lewackiego instytutu w Sztokholmie), USA wydają na obronę tylko 43% światowych wydatków obronnych, a nie "prawie tyle samo, co reszta świata", i to nawet nie uwzględniając różnicy w cenach obowiązujących w USA i w innych krajach oraz wierząc w chińskie i rosyjskie oficjalne dane, rokrocznie zaniżające ich budżety obronne.
 
W roku fiskalnym 2010 USA wcale nie wydały na wojsko "jednej piątej budżetu federalnego, czyli ponad 700 mld dolarów". Wydali 534 mld USD na utrzymanie i wyposażenie wojska (budżet obronny) plus 134 mld dolarów na wojnę iracką i wojnę afgańską, co łącznie stanowi kwotę 664 mld dolarów, dużo mniej niż "ponad 700 mld dolarów". Nie jest to ta sama liczba nawet w przybliżeniu. "Ponad 700 mld dolarów" to liczba wzięta z księżyca, kłamstwo wymyślone na potrzeby polityczne przez amerykańską lewicę (WaPo, Katrina vanden Heuvel, et al.). Na trwający obecnie rok fiskalny 2011, w ramach prowizorium budżetowego, Pentagon dostał zaledwie 525 mld USD, plus dodatek na wojnę afgańską i na wycofanie wojsk z Iraku.
 
Kłamstwem jest również to, że Chiny wydają 8 razy mniej na wojsko niż USA. Zawadzki (jakiś krewny Aleksandra Zawadzkiego?) bezgranicznie wierzy w kłamliwe, zaniżone dane podawane przez chińskich komunistów. Prawda natomiast jest taka, że budżet wojskowy Chin już w 2009 r. wyniósł 100 mld dolarów, a w 2010 r. ok. 120 mld dolarów. 664/120=ok. 5,5. Oczywiście Zawadzki nie uwzględnił różnic między cenami w USA i cenami w Chinach.
 
Kłamstwem jest też twierdzenie, że "Amerykanie wydają na obronność kolosalne sumy". Jest to kolosalna bzdura. Kolosalne to te sumy mogą być tylko dla Polaka. Natomiast PKB USA, według danych MFW z 2010 r., wynosi 14.62 bilionów (po angielsku: trillion) dolarów, czyli 14620 mld USD. Budżet obronny USA z 2010 r. stanowił zaledwie 3,65% tej sumy, cały budżet wojskowy za rok fiskalny 2010 - 4,54%, a budżet obronny na rok fiskalny 2011 - 3,59%, co (pomijając jeszcze niższe wydatki obronne z drugiej połowy lat 90-tych i LP2002-2003) stanowi najniższy poziom wydatków obronnych, jako procenta PKB, od roku fiskalnego 1948.
 
Kłamstwem jest też twierdzenie, że budżet wojskowy USA wynosi jedną piątą budżetu federalnego. Cały budżet wojskowy USA za rok fiskalny 2010 wyniósł zaledwie 18,5% budżetu federalnego (3591 mld dolarów).
 
A oto kolejne idiotyzmy powypisywane przez Mariusza Zawadzkiego:

"Było zatem oczywiste, że w czasach rekordowych deficytów i długu publicznego przekraczającego już 14 bilionów dolarów Biały Dom zacznie zaczynać oszczędności właśnie od armii. W tym roku jej budżet jeszcze minimalnie wzrośnie (ze względu na wojnę w Afganistanie i operację wycofywania się z Iraku), ale w przyszłym zostanie zamrożony aż do roku 2016."
 
Było to oczywiste, ale wcale nie z fałszywych powodów, o których napisał Zawadzki. Wynika to z pacyfistycznej, antyobronnej, antywojskowej ideologii, jakiej hołduje skompromitowana administracja Baracka Obamy (pacyfisty z przekonania). O czym sam Zawadzki napisał niżej:
 
"Sekretarz obrony Robert Gates mówił w czwartek wieczorem, że oszczędności są konieczne ze względu na "ekstremalną sytuację finansów publicznych". Ale też są one zgodne z przeświadczeniem ekipy Baracka Obamy, że armia nie jest najlepszym narzędziem do obrony Ameryki. Sekretarz stanu Hillary Clinton powtarza, że "przywództwo za pomocą siły cywilnej oznacza oszczędności w dolarach i istnieniach ludzkich". Zgadza się z nią nawet sam Gates, który twierdzi, że trzeba inwestować w dyplomację i rozwój, a nie zbrojenia. Powtarzał on już kilkakrotnie, że zbombardowanie irańskich obiektów atomowych nie ma sensu, bo opóźni program Teheranu o rok czy dwa lata, ale wzmocni poparcie reżimu ajatollahów wśród Irańczyków."
 
Są to idiotyzmy kompromitujące tę administrację. Armia jest nie tylko najlepszym, ale wręcz jedynym narzędziem do obrony Ameryki. Kto inny mógłby obronić kraj? Tłum dyplomatów, którzy potrafią tylko gadać, a nawet nie potrafią wynegocjować sprawiedliwego niejednostronnego traktatu START? Którzy nadają się tylko do gadania i wykwintnych obiadów? Hordy "cywilnych pracowników", bezbronnych cywilów narażonych na ataki terrorystów?

Clinton, która jest skrajną lewaczką, podobnie jak jej mąż, jest przeciwna silnej obronie, a jako Sekretarz Stanu chce oczywiście dbać i interesy swojego departamentu, kosztem głównego rywala, czyli Departamentu Obrony. Nie dziwi mnie więc, że Clinton wygaduje głupoty typu "przywództwo za pomocą siły cywilnej oznacza oszczędności w dolarach i istnieniach ludzkich".

Nie ma czegoś takiego, jak "przywództwo za pomocą siły cywilnej". Żadne państwo nigdy nie zostało i nie zostanie przywódcą polegając na "sile cywilnej" (cokolwiek to znaczy - zapewne chodzi o nieudolnych dyplomatów i Korpus Pokoju). Nikt nie liczy się z państwami słabymi militarnie (w tym również z Japonią i Niemcami, które odgrywają w polityce światowej najwyżej drugorzędną rolę). Z militarnymi potęgami (USA, Rosja, Chiny, KRLD, Indie) musi się liczyć każde państwo. Jeżeli jakieś państwo chce być przywódcą jakiegoś regionu czy bloku (a co dopiero świata), to musi być silne militarnie. Żadne państwo nigdy nie zostanie przywódcą regionalnymi ani światowym polegając na "sile cywilnej" (cokolwiek to znaczy).

Twierdzenie, że inwestycje w "siłę cywilną" oznaczają oszczędności w dolarach i ludziach to kłamstwo. Dyplomacja nigdy jeszcze nie ochroniła USA przed czymkolwiek, a jest bardzo kosztowna (jeden wystawny obiad jednej amerykańskiej ambasady kosztuje setki dolarów) i musi być chroniona przez formacje zbrojne (dotyczy to zarówno "pracowników cywilnych" odbudowywujących Afganistan, jak i ambasad (chronionych przez piechotę morską).

Podobnie myli się Gates (który jest jednym z najgorszych sekretarzów obrony w historii USA), twierdząc, że należy inwestować w "dyplomację i rozwój", a nie zbrojenia. Trzeba koniecznie inwestować w zbrojenia, ponieważ tylko one mogą ochronić Amerykę przed jej wrogami. Przez ostatnie 227 lat to wojsko, a nie dyplomacja czy "rozwój" obcych krajów, ochraniały USA. To wojsko obroniło USA przez Niemcami i Japonią, wygrało zimną wojnę i walczy teraz z terrorystami w Afganistanie.

Dyplomacja i "rozwój" obcych krajów jeszcze żadnego kraju przed nikim nie obroniły. Jeżeli USA zostaną zaatakowane znowu przez terrorystów, Chiny albo KRLD, to co zrobi Obama? Wyśle dyplomatów, żeby bronili USA swoimi długimi językami? Żeby wynegocjowali niezgorsze warunki kapitulacji? Jak na razie amerykańska dyplomacja, po ponad 5 latach bezpośrednich negocjacji z Irańczykami, nie zdołała nawet ich nakłonić do rezygnacji z ich programu nuklearnego.

http://www.americanthinker.com/blog/2011/01/framework_of_iranian_nuclear_t.html

TYLKO zbrojenia mogą ochronić Amerykę. Sprawa jest prosta i zerojedynkowa - albo USA się będą zbroić i będą miały silniejsze wojsko niż inne kraje, albo USA zaniedbają swoją obronę i wtedy poniosą  konsekwencje, tak jak poniosły je w 1812 r., 1941 r. i 2001 r.

Zawadzki napisał też w trzecim akapicie, że

"Cięcia obejmą kosztowne projekty, np. piechota morska (marines) porzuci program budowy nowej amfibii za 15 mld dol. Amerykańscy wojskowi uznali, że we współczesnych realiach wojennych taka amfibia nie jest niezbędna."

Co jest ewidentną bzdurą, bo amerykańscy wojskowi (a także sekretarz obrony) powiedzieli, że amfibie do lądowań morskich są absolutnie potrzebne, ponieważ, według nich, USMC musi nadal być zdolny do dokonywania lądowań z morza. Twierdzą natomiast, że nie jest potrzebny akurat ten typ amfibii, który chce anulować Gates (nazywa się Expeditionary Fighting Vehicle), tylko inny, tańszy, mniej bajerowy. Dlatego USMC zamierza zmodernizować swoje istniejące amfibie typu AAV, a następnie rozpisać konkurs o zamówienie publiczne na nowe amfibie.

Źródło: http://www.defense.gov/Speeches/Speech.aspx?SpeechID=1527

Ponadto, amerykańscy generałowie i niektórzy bloggerzy twierdzą, że najlepiej byłoby wykonywać podwójne lądowanie - z morza i z powietrza. Oznacza to, że amfibie USMC wylądowałyby na brzegu wrogiego kraju z morza, a jednocześnie (lub nawet wcześniej) amerykańscy spadochroniarze (bądź żołnierze desantu helikopterowego lądowaliby z powietrza. Tak uczynili Alianci w czerwcu 1944 r w Normandii. Dzisiaj byłoby to nawet łatwiejsze, bo istnieją znakomite wiropłaty typu H-47 Chinook i V-22 Osprey, znakomicie nadające się do działań powietrznodesantowych. Dzisiaj 101-sza Dywizja PDes US Army nie jest dywizją spadochroniarską, lecz helikopterowo-desantową.

Tak swoją drogą, w krajach anglosaskich słowo "Armia" oznacza tylko wojska lądowe. US Army jest tylko jednym z czterech rodzajów SZ USA (obok US Navy, USMC i US Air Force).

Bzdury napisane przez pana Zawadzkiego są tak żałosne, że nie da się nawet z nich śmiać. Po co GW wysyła (na koszt redakcji, jak mniemam) ignorantów do USA, którzy następnie piszą wierutne bzdury całkowicie niezgodne z prawdą (zapożyczone od skrajnej lewicy)? Po to, żeby realizować swoją (tzn. GW) linię polityczną, czy po to, by po prostu dokopać USA?

ZiggyM
O mnie ZiggyM

Nie toleruję na blogu żadnych komentarzy chamskich, obraźliwych, ani zawierających argumenty ad personam.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka