ZiggyM ZiggyM
214
BLOG

Kolejne bzdury autorstwa Johna Kowalskiego

ZiggyM ZiggyM Polityka Obserwuj notkę 0

 Niejaki bloger "John Kowalski", twierdzący uparcie, że mieszka w USA, nie zawiódł mnie. Popisał się znowu niewiedzą i głupotą, tym razem na blogu byłego premiera Polski, a obecnie przywódcy największej polskiej partii opozycyjnej.

Kowalski twierdzi, że mieszka w USA (choć ci z nas Salonowiczów, którzy mają głowy od myślenia, a nie od noszenia na nich wymyślnych fryzur, domyślają się, że to nieprawda), regularnie popisuje się na Salonie totalną niewiedzą na temat kraju, w którym ponoć mieszka (i skrajną głupotą). Ostatnio pouczał byłego premiera Polski (i innych talonowiczów) na temat Izraela, polityki USA wobec tego kraju, i wpływu lobby izraelskiego w USA na tą politykę. Oto najnowsza tfu!rczość Kowalskiego:

@emigrant19

Jeśli ma Pan problem z uwierzeniem tego , to zapraszam do lektury profesorów Harvardu Walta i Mearsheimera „ Izrael- Lobby”. Cała polityka USA jest bezgranicznie podporządkowana temu Lobby.

Dzięki demokracji w USA pisze się różne książki. A książki pisze się głównie dla pieniędzy. Można nieźle zarobić na wydaniu książki w kraju o rynku tak dużym jak USA.

USA wzięły na siebie misję popierania demokracji, więc my nie możemy odwrócić się tyłem do jedynego demokratycznego kraju na bliskim wschodzie, który jest otoczony dookoła przez niedemokratycznych oszołomów islamskich, jawnie nawołujących do jego likwidacji. Mamy, za przeproszeniem, zasrany obowiązek chronić i pomagać takiemu krajowi, jak każdemu innemu krajowi demokratycznemu w potrzebie. Jeżeli pan prezes nie zrobi z Polski niedemokratycznej neo-komuny, to Polska może również liczyć na pomoc jeśli będzie w prawdziwej potrzebie.

Za czasów rządów braci Kaczyńskich, kiedy sprawy w Polsce przybierały zamordystyczny charakter z polowaniem na czarownice i podkładaniem papierów, stosunek rządu USA do byłego prezydenta RP, był raczej chłodny. Republikański Prezydent G.W.Bush przyjął go w korytarzu, jeśli pan pamięta. Powinno to panu dać dużo do myślenia, jeśli pan to potrafi robić. Ultra konserwatywna stacja telewizyjna FoxNews, nadała też kiedyś komentarz o braciach Kaczyńskich, traktując fakt obsadzenia stanowisk premiera i prezydenta przez braci bliźniaków jako komedię. Dziś pan prezes śmie mówić z otwartą przyłbicą, że nie bedzie tolerował nepotyzmu... Śmiechu warte. W tym samym programie naśmiewano się też z tego, że Polish Prime Minister Kaczyński ciągle mieszka z mamusią i boi się mieć konto bankowe - żeby mu ktoś nie wpłacił pieniędzy. Niezłą komedię zrobił sobie FoxNews z waszych "przywódców", i to jest ultra konserwatywna stacja telewizyjna, która powinna popierać prawicowe, konserwatywne rządy. Widocznie te rządy ani prawicowe, ani demokratyczne za bardzo nie były. My tu na odległość wyczuwamy dłubanie przy systemach demokratycznych. 

A lobby żydowskie jest tak strasznie silne w USA, że nie potrafiło "załatwić" Izraelowi nawet zniesienia wiz :))) Widzę, że pan lubuje się w czytaniu spiskowych gadzinówek i powtarza głupoty za nimi. Zwykle z takiego środowiska rekrutują się zagorzali zwolennicy "starego zamordystycznego ładu", co pan wyraźnie personifikuje swoją osobą.”

 

Po pierwsze, książka „The Israel Lobby”, którą ignorant Kowalski nazwał „spiskową gadzinówką” (nie wiedząc nawet, co oznacza pojęcie „gadzinówka”), to poważna książka napisana przez wybitnych znawców polityki zagranicznej USA i stosunków panujących na Bliskim Wschodzie. W wielu sprawach nie zgadzam się z prof. Waltem i prof. Mearsheimerem, ale są to dobrzy znawcy stosunków panujących w kolebce cywilizacji i wybitniejsi znawcy, niż Kowalski kiedykolwiek będzie. Wobec nich Kowalski powinien raczej pokornie pochylić głowy, jak to zwykle robią jego ukochani Demokraci.

Po drugie, pomijając wulgarny język używany przez Kowalskiego (który mimo to poucza Jarosława Kaczyńskiego o dobrych manierach), to nie on decyduje o tym, co jest obowiązkiem USA, a co nie jest. To nie jego sprawa. Nie jest Amerykaninem ani nawet amerykanistą, nie głosuje w USA, więc to nie on decyduje, co jest obowiązkiem USA.

Po trzecie, USA nie mają wobec świata żadnych obowiązków (chyba, że zapytać rządy państw innych niż USA – lista ich roszczeń wobec Ameryki jest długa). Konstytucja USA mówi, że obowiązkiem rządu federalnego USA jest zapewnić stanom republikańską formę rządów, ochronę przed inwazją oraz – na wniosek legislatury stanowej – przed wewnętrznym niepokojem (art. IV Konstytucji USA).

Po czwarte, Izrael nie jest nieskalaną demokracją. O ile w USA każdy obywatel jest równy bez względu na religię i pochodzenie etniczne, o tyle Izrael jest państwem oficjalnie żydowskim, judaistycznym, a obywatelstwo przyznaje się na zasadzie pokrewieństwa z Żydami. W Izraelu obywatele arabskiego pochodzenia są traktowani jak ludzie drugiej kategorii, jak przyznała zresztą jedna izraelska komisja państwowa.

Po piąte, jeżeli USA mają obowiązek pomagania demokracjom i obrony demokratycznych państw na świecie, to dlaczego obalały niejednokrotnie demokratyczne rządy (np. Mossadeka i Allendego) i wspierały dyktatury (np. Szacha Iranu, gen. Pinocheta, argentyńską juntę wojskową, Marcosa, Li Syngmana, dyktatorów południowowietnamskich, a do niedawna również Mubaraka)? Dlaczego do dziś USA utrzymują dobre stosunki z różnymi dyktaturami na świecie? Odpowiedź: bo było to zgodne z interesami USA, a przynajmniej sądzono wtedy (lub sądzi się obecnie), że jest to polityka zgodna z interesami USA. I TO jest obowiązek rządu USA: dbać o interesy Ameryki. Za to płacą mu podatnicy. Więc niech John Kowalski nie opowiada bajeczek o „wspieraniu demokracji na świecie”, bo bujać to my, ale nie nas.

Nie można mieć pretensji do USA, że dbają o swoje interesy. Ja, gdybym rządził USA, też bezwzględnie dbałbym o interesy Ameryki, nie bacząc, czy moim partnerem do interesów jest nieskalany demokrata, czy krwawy dyktator w rodzaju Pinocheta czy Szacha Iranu. Ale nie należy ubierać tego w płaszczyk demokracji.

Co do Izraela, nie jest on aż tak zagrożony, jak twierdzi Kowalski: Liban i Palestyna nawet nie mają prawdziwych armii mogących mu zagrażać, Egipt i Jordania są militarnie słabsze i podpisały traktaty pokojowe z Izraelem (Sadat za akord z Camp David zapłacił głową), Arabia Saudyjska zaoferowała podobny traktat Izraelowi, Irak jest zrujnowany na skutek 3 przegranych wojen, a Iran jest o setki kilometrów oddalony od Izraela. Poza tym, tak jak powiedziałem, nie jest on kryształową demokracją. Kryształowe demokracje nie popełniają zbrodni wojennych przeciw niewinnym cywilom.

Najgłupsze chyba jednak stwierdzenie Kowalskiego to zaprzeczenie, że lobby Izraelskie jest wpływowe. Kowalski twierdzi, że lobby to nie potrafi załatwić Izraelowi zniesienia wiz. To akurat prawda, ale Izraelowi wcale na tym nie zależy. Izrael dostaje od USA to, co chce, nie to, co mu nie jest specjalnie potrzebne (Izraelczycy, inaczej niż Polacy, nie zamierzają jeździć do USA na wizach turystycznych po to, by pracować na czarno; mają PKB na mieszkańca porównywalne z hiszpańskim.)

Lobby izraelskie w USA jest bezspornie najbardziej wpływowym lobby etnicznym w USA. Trzeba być albo totalnym ignorantem (jak Kowalski), albo kłamcą, by twierdzić, że jest inaczej. Zgadzają się w tej kwestii profesorowie Brzeziński i Nowicki; w 1997 r., gdy członków Kongresu i ich stafferów zapytano w sondażu o to, jakie według nich są najbardziej wpływowe Lobby w Waszyngtonie, AIPAC (główna organizacja lobby izraelskiego w USA) uplasował się na drugim miejscu, ustępując jedynie AARP (Amerykańskiemu Stowarzyszeniu Emerytów). W innymi rankingu uplasował się na trzecim miejscu. Jeden członek Kongresu pozwolił sobie na rozbrajająco szczerą wypowiedź: „nie możesz tu prowadzić innej polityki wobec Izraela niż tą, którą ci nakazuje AIPAC”.

Wpływy AIPACu są tak wielkie, że jeden z jego pracowników nawet przechwalał się, że w ciągu 24 godzin mógłby zebrać podpisy 70 senatorów na serwetce; są tak wielkie, że Kongres w ogóle nie debatuje na temat polityki USA wobec Izraela, mimo, że ma ona wielkie implikacje dla USA i reszty świata. Sam ten fakt jest już dziwny, ponieważ Kongres rzadko unika debat na tematy kontrowersyjnej.

Co konkretnego Izraelowi załatwiło jego lobby w USA?

Pokazuje to historia stosunków między USA a Izraelem od 1967 r. W 1967 r. Izrael, jak wiadomo, dokonał agresji na swoich arabskich sąsiadów, zabierając im rozmaite terytoria. USA poparły Izrael, sprzedały mu nowoczesną jak na tamte czasy broń, a jak Izrael się odwdzięczył? Zaatakował i prawie zatopił przebywający na wodach międzynarodowych okręt zwiadowczy USS Liberty (AGTR-5), zabijając z zimną krwią ponad 30 amerykańskich marynarzy. Pod wpływem lobby izraelskiego sekretarz obrony McNamara i prezydent Johnson zamietli jednak sprawę pod dywan. To, że był to celowy atak, spowodowany faktem, że Liberty wiedziała, iż to Izrael zaczął wojnę (na podstawie nasłuchu izraelskiej łączności), mówili otwarcie zarówno marynarze z okrętu, jak i śp. Admirał Thomas Hinman Moorer, ówczesny Szef Operacji Morskich (tj. szef sztabu marynarki), który pisał o tym jeszcze parę tygodni przed tym, jak zstąpił do grobu.

 

W 1973 r., gdy wybuchła kolejna wojna Izraela z jego arabskimi sąsiadami, chcącymi odzyskać stracone terytoria, prezydent Nixon popełnił jeden z najgłupszych błędów popełnionych przez jakiegokolwiek amerykańskiego prezydenta: dostarczył Izraelowi broń wartą miliardy dolarów, narażając tym samym USA i cały świat zachodni na arabskie embargo naftowe. Embargo, które wyrządziło gospodarce USA i gospodarkom innych krajów kapitalistycznych ogromne szkody.

W 1992 r. Bush przegrał wybory częściowo dlatego, iż obrócili się przeciw niemu wyborcy żydowscy: Bush bowiem był chłodny wobec niepoprawnego terrorysty Icchaka Shamira (który podczas II wojny światowej proponował III Rzeszy ustanowienie nowego ładu na świecie) i odmówił Izraelowi pieniędzy na przyjęcie miliona Żydów z byłego ZSRR.

W 2000 r., podczas szczytu w Camp David, najbliższymi doradcami Clintona byli sympatycy Izraela: Aaron Miller, Dennis Ross i Martin Indyk. Delegacja amerykańska nie przedstawiała żadnych własnych propozycji, brała rozkazy od Ehuda Baraka i koordynowała z nim politykę przed każdą rundą negocjacji.

W 2002 r. prezydent Bush, chcąc poprawić wizerunek USA w, i relacje USA z, światem arabskim, postanowił pohamować zaborczą, imperialną politykę USA (rządzonego wtedy przez Ariela Szarona), więc gdy wybuchła kolejna wojna izraelsko-palestyńska, zażądał wycofania wojsk izraelskich z Palestyny „bez zwłoki” i wysłał na Bliski Wschód Colina Powella, by zapośredniczył przynajmniej zawieszenie broni. 4 dni później pani Condoleezza Rice powiedziała stanowczo: „Bez zwłoki oznacza bez zwłoki. Oznacza to teraz.” Szaron bezczelnie odpowiedział Bushowi, by ten nie prowadził polityki appeasementu wobec Arabów kosztem Izraela, gdyż „Izrael nie będzie [drugą] Czechosłowacją”, aludując tym samym do konferencji monachijskiej. Bush był wściekły, że Sharon porównał go do Chamberlaina. Biały Dom zażądał przeprosin, lecz Sharon ich nie wypowiedział, a zamiast tego lobby izraelskie ruszyło do akcji: parędni później, setki Kongresmenów i ponad 80 Senatorów podpisało list otwarty do Busha, w którym nawoływali, by ten nie próbował pohamowywać Izraela. Kongres uchwalił również rezolucję chwalącą Izrael, a niektórzy jego członkowie poszli do Białego Domu i ostrzegli Busha, by zostawił Izrael w spokoju. Dlatego Bush już kilka dni później powiedział, że Szaron jest człowiekiem miłującym pokój, a Biały Dom twierdził, że premier Izraela przeprosił (czego ten nigdy nie uczynił). Prasa izraelska chwaliła się, że „Szaron ma Busha owiniętego wokół swojego małego palca.”

 

Bush, gdyby chciał, mógłby wywrzeć nacisk na Izrael: według sondaży, ogromna większość Amerykanów popiera nacisk na Izrael, jeżeli jest to warunek zakończenia konfliktu bliskowschodniego i zawarcia traktatu pokojowego.

 

I tak oto Bush, pod wpływem Lobby Izraelskiego, zmienił zdanie o 180 stopni w ciągu kilku dni.

USA sprzedają zawsze chętnie (a właściwie dają za darmo) Izraelowi najnowszą broń; zaoferowały mu nawet myśliwce F-22 Raptor (najlepsze myśliwce na świecie),których odmówiły swoim prawdziwym sojusznikom – Japonii i Australii – a w 2009 r. również własnemu lotnictwu.

 

Najważniejsze jednak, co Izraelowi załatwia jego lobby w USA, to pieniądze. Przez wiele lat USA udzielały Izraelowi pomocy gospodarczej; teraz już mu jej nie udzielają, ale nadal dają mu 4,2 mld USD rocznie: 3 mld USD rocznie z budżetu Departamentu Stanu i 1,2 mld USD z budżetu DOD (przeważnie na rozwój i produkcję broni używanej tylko przez IDF). Jest to 700 dolarów na każdego Izraelczyka, zakładając, że ludność Izraela to 6 mln ludzi. Niedawno Kongres obciął budżet obronny na RF2011 o 17 mld dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim, do poziomu 525 mld dolarów, a niedawno IR uchwaliła dalszą redukcję tej kwoty, do 516 mld USD, co – jak ostrzega kierownictwo DOD – grozi fatalnymi konsekwencjami dla obrony kraju. Natomiast Kongres nie zredukował funduszy dla Izraela ani o centa, dzięki czemu Izrael może nadal dostawać broń amerykańską praktycznie za darmo i dostawać pieniądze od dojnej krowy, jaką jest Kongres.

 

Summa summarum, wpływ lobby izraelskiego w USA jest wielki. Przesadą byłoby twierdzenie, że decyduje o wszystkim w USA (na pewno nie o sprawach krajowych), ale faktem jest, że dyktuje ono politykę USA wobec Izraela.

 

Wypisując brednie na temat tego zagadnienia, John Kowalski popisał się po raz kolejny głupotą oraz niewiedzą na temat USA. Kraju, który ponoć zamieszkuje – oczywiście tylko w swoim wyimaginowanym świecie. Gdyby mieszkał w USA, to znałby chociażby to popularne w USA powiedzenie:

„Lepiej jest zamknąć gębę na kłódkę i wyglądać, jak idiota, niż otworzyć gębę i usunąć wszelkie wątpliwości.”

ZiggyM
O mnie ZiggyM

Nie toleruję na blogu żadnych komentarzy chamskich, obraźliwych, ani zawierających argumenty ad personam.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka