ZiggyM ZiggyM
384
BLOG

Lechowi Wałęsie nic do Ameryki i jej problemów

ZiggyM ZiggyM Polityka Obserwuj notkę 4

Ostrzeżenie dla bluzgaczy: darujcie sobie zamieszczanie na tym blogu jakichkolwiek bluzgów, wyzwisk, albo ataków ad hominem, będą kasowane, a ich autorzy banowani. 

Dwa dni temu TVN24 podał, że Lech Wałęsa w najbliższych tygodniach poleci do Nowego Jorku, aby “wesprzeć protestujących na Wall Street”, oraz, że owi demonstranci “protestują przeciwko temu, co nazywają chciwością korporacji oraz domagają się sprawiedliwości społecznej”.

Nie wiem, czemu Lech Wałęsa zamierza wspierać ten motłoch na Wall Street, i nie interesuje mnie to. Nie powinien on tam w żadnym wypadku lecieć. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nie jest obywatelem (ani nawet rezydentem) USA, więc wewnętrzne sprawy USA (np. demonstracje czy kłopoty gospodarcze tego kraju) to nie jest jego sprawa. Co on (i inni polscy politycy) pomyśleliby sobie, gdyby np. z USA przyleciał 3 sierpnia zeszłego roku Ralph Reed albo John Hagee, żeby wesprzeć słuchaczy Radia Maryja protestujących pod krzyżem? Nie powinien wtyrkać swojego nosa w nie swoje sprawy. Jakby ograniczył się do komentarza na swoim blogu, to by to było zrozumiane, ale on zamierza lecieć do USA, pojawić się na Wall Street i osobiście stanąć przed tym motłochem i przemawiać do niego.

Po drugie dlatego, że motłoch na Wall Street nie jest godzien tego, by ktokolwiek, nawet Lech Wałęsa, go popierał. Jest to tłum skrajnych lewaków, przeważnie socjalistów, o poglądach socjalistycznych, antyamerykańskich i pacyfistycznych. Wystarczy popatrzeć na napisy na ich transparentach – widnieją na nich żądania typu „We Want Socialism”, a na niektórych nawet wizerunek Che Guevary. Jeżeli ktoś mi nie wierzy, a nie może sam tam pojechać i zobaczyć na własne ocz, niech spojrzy na fotografie albo nagrania telewizyjne, chociażby na antenie TVN24 albo na YouTube.

Choć z drugiej strony możnaby postawić tezę, że taki polityk, jak Lech Wałęsa, pasuje politycznie do tego tłumu. W końcu to nie kto inny, jak on, parę tygodni temu przy otwarciu Instytutu Lecha Wałęsy, twierdził, że to wolność spowodowała obecny kryzys gospodarczy i że to nie wolność jest fundamentem, na którym należy budować Europę, ale „wartości” [chrześcijańskie], jakby jedno było nie do pogodzenia z drugim; straszył również nas, zwolenników maksimum wolności gospodarczych i osobistych, że wolność nas rzekomo „zgubi”. Wałęsa, popierający etatystyczny rząd PO-PSL Donalda Tuska, jest przeciwnikiem wolności gospodarczej, a więc dobrze pasowałby politycznie do tłumu na Wall Street. Co nie zmienia faktu, że ów motłoch nie jest godzien tego, by ktokolwiek go popierał.

Przy okazji, należy jasno stwierdzić fakty: to nie wolność gospodarcza, nie wolny rynek, i nie kapitalizm jako ustrój spowodowały obecny kryzys gospodarczy. Został on spowodowany (i pogłębiony) przede wszystkim daleko posuniętą ingerencją państwa w gospodarkę, zarówno w USA jak i w Europie. W USA główną przyczyną były m.in. ustawa Community Reinvestment Act z 1977 r., zaostrzona w latach 90-tych, która nakazuje bankom udzielanie kredytu nawet osobom, które ewidentnie nie są w stanie ich spłacić, bo np. nie mają stałego zatrudnienia na pełny etat ani innego stałego źródła dochodu (tzw. NINJAs – No Income, No Job or Assets) oraz istnienie państwowych banków Fannie Mae i Freddie Mac, udzielających kredytów hipotecznych na domy takim właśnie osobom, a to od nich zaczął się ten kryzys. Później już była równia pochyła – krach na giełdzie 11 września 2008 r. (gdy wyparowało nagle 500 mld dolarów), bankructwo Lehman Brothers i AIG, następnie pogłębienie interwencjonizmu gospodarczego i w konsekwencji pogłębienie kryzysu.

Krótko mówiąc, to interwencjonizm gospodarczy spowodował obecy kryzys, a jedynym rozwiązaniem tego problemu jest maksimum wolności gospodarczej.

Podsumowując, należy stwierdzić, że Lech Wałęsa absolutnie nie powinien jechać do Nowego Jorku na Wall Street. Motłoch na tej ulicy nie jest godzien popierania go, a nawet gdyby był, to nie jest to sprawa Lecha Wałęsy, który nie ma prawa pouczać USA nt. rozwiązywania ich problemów.

 

UPDATE: Jak donosi organizacja Move America Forward, „okupanci” na Wall Street plują na amerykańskie wojsko i na kombatantów – ludzi, którzy narażali się na śmierć i rany, by bronić ich i kraju. Z kolei amerykańska dziennikarka/blogerka Michelle Malkin donosi, że „okupanci” tak bardzo zaśmiecają Nowy Jork, że sprzątanie po nich będzie podatników kosztować miliony dolarów.

 

UPDATE: Podano do wiadomości, że Lech Wałęsa nie pojedzie na Wall Street, i rzeczywiście tam nie pojechał.

ZiggyM
O mnie ZiggyM

Nie toleruję na blogu żadnych komentarzy chamskich, obraźliwych, ani zawierających argumenty ad personam.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka