ZiggyM ZiggyM
442
BLOG

O gafie Obamy i Holocauście

ZiggyM ZiggyM Polityka Obserwuj notkę 0

Wczoraj Obama popełnił fatalną (i bardzo szkodzącą wizerunkowi USA) gafę, nazywając Auschwitz-Birkenau "polskim obozem śmierci". Jakkolwiek polskie media zrelacjonowały obszernie ten temat, starają się one jednocześnie, jak tylko się da, Obamę usprawiedliwić i wytłumaczyć jego niewytłumaczalną gafę.

Często cytowany przez TVN24 (i podejmowany w Polsce niedawno jako rzekomy ekspert ds. polityki zagranicznej) Zbigniew Brzeziński usprawiedliwa Obamę, jak tylko się da. Podobnie czynią Norman Davies, Agnieszka Holland i Radosław Sikorski (ten ostatni twierdzi, że ta gafa to efekt "nieprofesjonalizmu" administracji Obamy, natomiast Holland zrzuca winę na "doradców" obecnego prezydenta).

Czy oni przestaną go wreszcie usprawiedliwiać? Czy kiedyś wreszcie przyznają publicznie, że to on i tylko on jest odpowiedzialny za swój błąd?

Sam Obama oczywiście zawsze za swoje błędy obarcza winą wszystkich innych, tylko nie siebie: George'a W. Busha, Republikanów, Kongres, itd. Za kilka dni zapewne usłyszymy, że Republikanie włamali się do Białego Domu i podłożyli Obamie tekst przemówienia z błędem o "polskim obozie śmierci", albo że speechwriter Obamy, który to przemówienie napisał, jest kryptorepublikaninem albo płatnym agentem Republikanów i na ich polecenie napisał dla Obamy przemówienie z błędem, żeby go skompromitować.

Nawet gdyby tak było, to przecież, do cholery, to OBAMA odczytał to przemówienie, nie jego speechwriterzy ani doradcy. W związku z tym to on i tylko on jest odpowiedzialny za tą gafę. Powinien przecież myśleć, zanim coś powie, i uważać, co czyta. Jak to powiedział kiedyś słynny amerykański pisarz Mark Twain, "lepiej jest zamknąć gębę na kłódkę i wyglądać na głupca, niż otworzyć gębę i rozwiać wszelkie wątpliwości."

To nie Stany Zjednoczone, naród amerykański, ani administracja Obamy jest odpowiedzialna za tę gafę. Winę ponosi tylko sam Obama.

Co więcej, jeśli chodzi o gafę Obamy, to ironią losu jest to, że ci, którzy dziś pouczają Obamę i Amerykanów o Holocauście, sami pokazują niebywałą ignorancję. Jak? Zarzucając aliantom, że rzekomo, wiedząc o Holocauście, nie uczynili nic, by go powstrzymać, a rzekomo mogli to zrobić.

Pokazują w ten sposób ignorancję nie mniejszego stopnia, niż Obama. Fakty są takie, że ówczesne alianckie bombowce miały tak krótki promień operacyjny (przypominam, że mówimy o latach 40-tych XX wieku; nie istniały wtedy jeszcze bombowce międzykontynentalne ani rakiety średniego czy dalekiego zasięgu), że pierwszą bazą lotniczą zdobytą przez aliantów, z której alianckie bombowce mogły wykonywać naloty na Auschwitz i wrócić do bazy (czyli z pełnym zbiornikiem paliwa, co ograniczało masę bomb, jakie mogły zabrać), była Foggia we Włoszech, nieco na północ od Bari (skąd do Oświęcimia i Brzezinki jest ok. 1000 km w jedną stronę w linii prostej). Ale baza ta została zdobyta dopiero późną wiosną 1944 r., kiedy to już większość ofiar Holocaustu, niestety, została pomordowana (ludobójstwo to trwało od 1942 r., a de facto już od początku okupacji Polski przez Niemcy). Udzielenie więc ofiarom Holocaustu pomocy wcześniej nie było możliwi, bez względu na to, jak bardzo chcieliby tego Roosevelt i Churchill albo dzisiejsi dziennikarze.

Poza tym w 1942 r. w Europie w ogóle nie było wojsk alianckich, a w 1943 r. były tylko w południowych Włoszech, gdzie utknęły do wiosny 1944 r. Ponadto, w 1942 r. Jan Karski dostarczył plany Auschwitz nie opatrzone opisem, który budynek jest czym, a z powietrza nie sposób byłoby wtedy (kiedy nie było satelitów, samolotów szpiegowskich, ani bezzałogowców) odróżnić baraków od komór gazowych. Plany Auschwitz opatrzone takimi opisami dostarczono do Waszyngtonu i Londynu dopiero w 1944 r.

Bazy w Wielkiej Brytanii nie były do niczego przydatne w tym kontekście, gdyż lot z Anglii do Auschwitz wymagałby przelotu nad Niemcami, najeżonymi obroną przeciwlotniczą i strzeżonymi przez myśliwce Luftwaffe, czyli byłby czystym samobójstwem i nijak nie pomógłby ofiarom Holocaustu.

Nie było innego sposobu na powstrzymanie Holocaustu niż ten, który zastosowano, czyli po prostu militarne pokonanie III Rzeszy tak szybko, jak to było możliwe.

Kłamliwe oskarżanie aliantów zachodnich (głównie USA i Wielkiej Brytanii) o to, że mogły powstrzymać Holocaust ma na celu jedynie oczernianie tychże krajów i wpisuje się w polską martyrologię, według której wszyscy są winni, tylko nie Polacy, i której naczelnym nurtem jest teraz opluwanie USA i (w mniejszym stopniu) Wielkiej Brytanii. Jest to prawie tak samo haniebne, jak samo ludobójstwo Holocaustu. Słuchając takiej propagandy można odnieść wrażenie, że zdaniem polskich mediów i polityków najgorszymi złoczyńcami wszech czasów są USA i Wielka Brytania, które celowo nie pomogły ofiarom Holocaustu, bo były zajętę wtedy walką z Marsjanami.

Pisząc o tym, nie sposób nie odnieść się do karygodnych słów wypowiedzianych ostatnio przez ziejących wrogością do Stanów Zjednoczonych Janusza Palikota i Grzegorza Napieralskiego (syna komunistycznego aparatczyka). Palikot, opluwając dzisiaj USA, twierdził kłamliwie, że Polska "płaci na wojnę afgańską i na afgańską armię i sprzeciwił się temu finansowaniu, a niedawną prośbę USA, aby polski wkład w afgańską armię od 2014 r. wynosił 20 mln USD rocznie potępił, podczas gdy Napieralski wręcz twierdził, że "dostajemy od USA tylko baty".

Polska nie płaci na wojnę afgańską ani na afgańską armię. Roczny koszt utrzymania PKW w Afganistanie wynosi 800 mln zł, z czego USA pokrywają połowę. Ogromną większość kosztów tej wojny płacą amerykańscy, nie polscy, podatnicy, Owa suma 20 mln dolarów (czyli ok. 60 mln zł rocznie) to nawet jak na budżet MON, nie mówiąc o całym budżecie polskiego państwa, śmieszna kwota, co nie przeszkadza Radziowi Sikorskiemu twierdzić, że jest wygorówana, a Tomaszowi Siemoniakowi postulować jej zmniejszenia.

Nawet Polska nie jest tak biedna, by nie mogła sobie pozwolić na tak mizerny wydatek.

A że jakiś polski wkład finansowy będzie musiał w afgańską misję i afgańską armię być?

Najwyraźniej polscy politycy i dziennikarze nie rozumieją jeszcze, co oznacza członkostwo w NATO. Członkostwo w NATO oznacza nie tylko prawa i ochronę ze strony sojuszników (de facto ze strony USA). Oznacza ono również, a nawet przede wszystkim, OBOWIĄZKI. To od wypełniania sojuszniczych OBOWIĄZKÓW zależy korzystanie z praw członka NATO i amerykańskiej ochrony (choć zrozumiałe jest, że dzięki wysoce nieudolnej polityce Baracka Obamy wielu sojuszników USA, w tym Polska, Czechy i Wielka Brytania, wątpią w ten parasol ochronny).

Jeżeli Polska myślała, że jak przystąpi do NATO, to będzie za darmo chroniona przez USA i będzie mogła się cieszyć wszystkimi prawami członka, nie ponosząc jednocześnie żadnych ciężarów, to się grubo myliła. Nie ma nic za darmo. Nie można tylko brać, a samemu nic nie dawać. Wszyscy członkowie NATO mają obowiązek ponosić pewien wkład do wspólnych przedsięwzięć sojuszu, w tym wkład mierzony pieniędzmi i, niestety, krwią. Takie są realia tego wojskowego sojuszu.

Każdy członek NATO musi sam coś od siebie dać.

Jeżeli Polska i inni europejscy członkowie NATO będą się dalej ociągać i odmawiać znacznego własnego wkładu do NATO, to w końcu Amerykanie zrozumieją, że de facto subsydiują obronę Europy, wycofają się z NATO, i pozostawią Europę sobie samej. Już teraz wielu amerykańskich polityków i zwykłych Amerykanów jest sfrustrowanych tym, jak niewiele Europa od siebie daje (75% wydatków wojskowych NATO jest ponoszonych przez USA i tylko pozostałe 25% przez Kanadę i europejskich członków sojuszu). Jak tak dalej pójdzie, to jakiś przyszły amerykański prezydent wychowany już po zimnej wojnie wycofa USA z NATO. Europa będzie wtedy wyłącznie odpowiedzialna za własną obronę.

Jak twierdzi Grzegorz Napieralski (i zapewne zgadza się z nim Janusz Palikot), Polska dostaje od USA tylko "baty". Czyli ochrona bezpieczeństwa, pomoc finansowa dla polskiego MON (choć mogłaby być większa, ale to kwestia dyskusyjna), korzystny dla Polski fakt SOFA (dający pierwszeństwu polskiemu sądownictwu) i uczynienie zadości Polakom w sprawie ich obiekcji co do tarczy to są "baty", natomiast zabory, inwazje na Polskę, okupacja Polski, ludobójstwo kilkudziesięciu tysięcy polskich oficerów w Katyniu, kłamanie o tym przez 50 lat, gwałty, rabowanie polskich miast, narzucenie Polsce reżimu komunistycznego i ponawiane groźby prewencyjnego ataku nuklearnego na Polskę w wypadku rozmieszczenia w niej elementów tarczy antyrakietowej to pieszczoty ze strony dobrych Rosjan, którzy dla Polski chcą jak najlepiej.

I właśnie dzięki takim politykom, jak oni, oraz rząd Donalda Tuska, Polska była, jest, i pozostanie rosyjską "bliską zagranicą".

ZiggyM
O mnie ZiggyM

Nie toleruję na blogu żadnych komentarzy chamskich, obraźliwych, ani zawierających argumenty ad personam.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka