Jacyś ekolodzy głodowali od czwartku w Sejmie. Nie schudli zanadto bo już pierwszej nocy zostali z parlamentu usunięci przez Straż Marszałkowską. Wszyscy, cała siódemka. Powiadają, że potraktowano ich jak bandytów, bo niektórych wyniesiono. Czyli policja u nas nosi złoczyńców na rękach wedle mniemania ekologów. Niezły dowód na ich specyficzne poczucie realizmu.
O co chodzi obrońcom natury tak czule dopieszczanym przez sejmową policję? Farmy wiatrowe mają być wedle nich budowane co najmniej trzy kilometry od ludzkich osiedli a nie jak teraz od dwóch do czterech. A w ogóle to są przeciwni wykorzystywaniu wiatru do produkcji prądu, bo to szkodliwy ich zdaniem sposób jego uzyskiwania, zupełnie nie zielony, bo wymaga otaczania wsi technicznymi urządzeniami i wyłączania z zabudowy całych hektarów ziemi.
Aliści tu się zaczyna kłopot. Wszelkie inne sposoby uzyskiwania prądu są bardziej związane z emisjami spalin, także wymagają urządzeń technicznych i również zajmują duże obszary. Zabudowa zaś jest jak wiadomo bardzo szkodliwa dla przyrody, ogranicza bowiem infiltrację wód i wzmaga rozpraszanie odbitych promieni słonecznych oraz proces niszczenia biotopów.
Wychodzi więc na to, że aby zadośćuczynić wymaganiom ekologów, zarówno głodujących jak i sytych, należałoby zaniechać wszystkich rodzajów produkcji prądu czy przetwarzania energii. To by jednak oznaczało śmierć gatunku ludzkiego czyli istotne zachwianie równowagi ekologicznej. Tego chyba nie chcą niedoszłe głodomory, uratowane przez Straż Marszałkowską przed samobójstwem ? To co chcą uzyskać?
Trzeba chyba poczekać na reakcje polityków. Bo jak nie wiadomo o co, to chodzi o pieniądze a te rosną proporcjonalnie do poparcia. Tylko kto rozsądny zechce popierać ugrupowanie upowszechniające pogląd jakoby policja nosiła bandytów na rękach?




Komentarze
Pokaż komentarze (27)