- Możemy spałować kogo chcemy i nic nam nie zrobicie. Bo spałujemy tego, kogo byście sami najchętniej spałowali – zdają się mówić władze. A my im przykłaskujemy, dlatego że mają w tym cynizmie rację!
Oglądając demolowanie KDT (wraz z handlarzami w środku), a wcześniej bitwy ze stoczniowcami lub górnikami i przedstawicielami innych zawodów, cały czas się zastanawiam – dlaczego pałowanie i gazowanie jednych odbywa się przy powszechnym aplauzie mediów, zaś drobne przepychanki z innymi wywołują wręcz rozdzieranie szat przez tychże dziennikarzy. Mam niestety tylko jedną odpowiedź – grupy do pałowania są wybierane na zasadzie podświadomych odruchów niechęci bazujących na głęboko zakorzenionych stereotypach pochodzących z dalekiej PRL-owskiej przeszłości.
Otóż jaki mamy stereotyp pielęgniarki? Mniej lub bardziej miła pani, może czasem zbyt nerwowa bo przecież zmęczona, ale zupełnie nieszkodliwa a wręcz społecznie pożyteczna, bo któż inny da nam zastrzyk w dupkę tak żeby nie bolało, czy uprzejmie umyje naszą niedołężną babcię gdy trafi do szpitala? Nikt poza nią. A więc choćbyśmy nie wiem jak narzekali na lekarzy i generalnie służbę zdrowia, to pielęgniarki kochamy, dajemy im bombonierki, dobre winko i kwiatki. Bo to panie, a panie kochać trzeba i już. A więc każdy bez wyjątku, kto się odważy taką panią tknąć zasługuje na wieczne potępienie, zwłaszcza jak to będzie facet, zwłaszcza jak policjant... a to że nasłany przez PiS to tylko dodatkowy szczegół.
Jaki natomiast mamy stereotyp górników czy stoczniowców? Proszę tylko szczerze! Nie, nie pisać, a tylko pomyśleć – jakie mamy pierwsze skojarzenia? Przede wszystkim to facet. Niezbyt wykształcony facet, bo inaczej miał by ciekawszą robotę. Niezbyt czysty facet, wiadomo... Jak niezbyt wykształcony i tak sobie umyty, to pewnie też za kołnierz nie wylewa. A skoro niezbyt wykształcony, niezbyt czysty, niezbyt trzeźwy, to i po łbie oberwać może, nie zaszkodzi, bo pewnie dla niego i jego kolesi to normalka. Ale przede wszystkim – to facet, a facet faceta spałować może, ino od naszych pań wara!
Z handlarzami jeszcze gorzej. No pomyślcie tylko, z czym wam się kojarzy handlarz, zwłaszcza taki drobny, zwany poprawnie politycznie „kupcem”? Z „self made man’em”? Chyba nie. Z człekiem ciężko pracującym, co to grosz do grosza ciuła na przyszłość swoich dzieci? Oj, może bez przesady. A może z cwaniakiem, co tam gdzieś coś okazyjnie dorwał, tu szybko drożej sprzedał, spekulant jeden? To już raczej bliżej. Z takim co wciska tandetę, tym kogo nie stać na lepsze sklepy, choćby nie wiem jak bardzo chcieli? Z takim, co w czasach „powszechnego dobrobytu” miał wszystko to, o czym zwykły człowiek mógł tylko marzyć – lepszy ciuch, dobry sprzęt, może nawet magnetowid i japoński telewizor? Z takim, komu żeśmy zazdrościli, a skoro zazdrościliśmy to raczej nie życzyliśmy wszystkiego najlepszego nawet w święta?
Tak, zarówno górnikom jak i handlarzom zazdrościliśmy przez długie lata. Pierwszym zazdrościliśmy, bo jednak zarabiali lepiej od przedstawicieli wielu innych zawodów, zwłaszcza inteligencji. Drugim z tego samego powodu, bo potrafili się zakręcić i spełniać marzenia dla większości niedostępne. A ta, zbierana przez parę pokoleń, zawiść nie wyparuje w ciągu 20 lat. Nieważne, że poziom życia dzisiejszego handlarza jest nie do porównania ze stopą życiową przeciętnego „białego kołnierzyka” z Warszawy czy Krakowa. Nieważne że klasa robotnicza, czyli górnicy, stoczniowcy i inni, od dawna nie jest hegemonem i awangardą ludzkości. Ważne że kiedyś wszyscy oni żyli lepiej. To teraz czegoś chcą? A to cwaniaki! Lepsza przyszłość już była! Nie podoba się? To my wam jeszcze pokażemy! Chcecie pokrzyczeć? A od czego jest policja? Nie ma tak że byle lump czy cwaniak będzie tu na mojej ulicy krzyczał i jeszcze drogę zajmował, którą akurat jadę swoim właśnie sprowadzonym z Niemiec autem... Bo ja tu żyję i pracuję a nie łażę i czegoś tam żądam!
Do tego dochodzi kolejny stereotyp – OBCY. Ilu z nas, np. takich mieszczuchów z dużych miast jak ja, styka się w swoim życiu z górnikami czy stoczniowcami? No chyba że ktoś jest ze Śląska albo Wybrzeża, ale to jednak mniejszość, bo ton nadaje Stołyca, gdzie kopalń i stoczni brak. Górnik dla nas to bardziej egzotyczne zwierzę niż np. kosmonauta – ja widziałem go po raz pierwszy w życiu mając lat 20, a kosmonauta odwiedził nas w podstawówce. Co innego pielęgniarka – z nimi się stykamy od urodzin aż do śmierci, one są NASZE, one są zawsze i wszędzie, na nie jesteśmy skazani gdy tylko zachorujemy, a chorujemy wszyscy. Obcego spałować? No cóż, czasem może trzeba... Ale z naszymi paniami się szarpać? No bez przesady - gestapo!
Możemy więc do upadłego się spierać, czy prawo zezwala na pałowanie stoczniowców, polewanie gazem handlarzy albo usuwanie pielęgniarek z drogi- bo prawo nikogo nie interesuje, a jeśli zainteresuje to zawsze można znaleźć przepis, że to nie jest to, lecz tamto. A jak nie przepis, to „interes społeczny” przemówi, bo ten w ogóle nie jest nigdzie zapisany. Jest tylko jedno „ale” w tym wszystkim – pałować trzeba tego, kogo większość nie lubi, a tłum będzie się gapił i kibicował. I jeszcze pochwali za stanowczość. Tak oto zadośćuczynimy naszym zawiściom, stereotypom, a tak naprawdę zwyczajnej małości i kompleksom. A więc siadajmy przed telewizorkiem, browarek w rękę i... „Dawaj, dawaj! Gazem go! Do dzieła, chłopaki!”. I gdy ktoś zapyta to pochwalmy za stanowczość, bo przecież prawo musi być! Pytanie tylko – jakie prawo, prawo czego?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)