Kazikowi Staszewskiemu ukradli radio, a jak dodał Jurek Owsiak, mieszkanie też obrobili. Piraci wredni... Przyjrzyjmy się więc radiu.
Do notki mnie zainspirował post O skradzionym radiu Kazika, za co jego autorowi jestem wdzięczny, choć sam temat już tak wdzięczny nie jest.
Narzekanie naszych kochanych (poważnie, bez złośliwości) twórców na niedobrą publiczność nie jest nowe. A bo publiczność jest niedobra, bo nie chce kupowac płyt, a bo nie chce zapłacić za koncert prawie tyle ile wynosi wejściówka na gwiazdę z zagranicy, a bo w ogóle nie chce płacić za muzykę i chce wszystko za darmo. Tak, tak, tak - jestem niedobrą publicznością i rzeczywiście chcę za darmo. Bo, cholera jasna, jak mam zapłacić za płytę naszego rodzimego kochanego twórcy tyle co za album stanowiący prawdziwe arcydzieło światowej muzyki, proszę mi dać też jakość adekwatną do ceny. Jeśli płyta Kazika kosztuje tyle co U2, to, drogi Kaziku (panie Kazimierzu, z całym szacunkiem), niech pan będzie łaskaw zagrać tak jak Bono! Niech pan tak jak Bono będzie znany i kochany na całym świecie, a nie płacze na łamach Wyborczej że pana na Kennedym źli Amerykanie przetrzepali i na parę godzin umieścili do ciupy wraz z nielegalnymi. A wtedy, przysięgam, kupię pańskie płyty.
OK, nie czepiam się Kazika Staszewskiego. Bo problem nie polega na "Kazik kiepsko ciągnie", tylko na "dlaczego mi każą płacić jak za dobre radio, a dają chiński budzik z bazaru?" używając jego analogii. Weźmijmy do ręki, a niech nawet będzie - ściągnijmy z internetu, jakikolwiek album z list przebojów z lat 70. czy 80. I wysłuchajmy go w całości. Da się wysłuchać? Tak. W całości? Tak. Dobry? No tak, nawet dziś. Bo połowa kawałków na nim to prawdziwe hity, z których wiele nadal leci w eterze, a druga połowa "do posłuchania". No dobrze, może ze 2-3 kawałki na płycie trafiają sie słabsze, ale generalnie 80 proc. to Utwory, a nie potworki. Dotyczy to rocku, popu, nieważne... Teraz bierzemy płytę z lat 90. Co mamy? No może 2-3 kawałki to hity, z których jeden nawet dziś można gdzieniegdzie usłyszeć. Kolejne 2-3 "do posłuchania". Reszta, czyli połowa, do pominięcia, zapomnienia, nie wiadomo co to w ogóle jest. Ale, uwaga, cena obu albumów jest ta sama, nawet ten starszy najczęściej będzie tańszy mimo że o niebo lepszy. Paradoks? Khm... Idziemy dalej i bierzemy album z bieżącej dekady. Ciekawostka, ale się okazuje, że to co było 10 lat temu najwyżej "do posłuchania" dziś nam się zapodaje jako mega-hit, zresztą najwyżej w liczbie 1-2 na płytę, a reszta, no właśnie, jak nazwać tę resztę żeby nie obrazić twórcy? I szczyt paradoksu - za takie coś płacimy więcej!
Nasuwa się retoryczne pytanie - dlaczego ja, czyli publiczność, ma płacić za towar kilkakrotnie gorszy jakościowo (proporcjonalnie względem lat poprzednich) więcej niż za lepszy? Kochany Twórco, skoro ci tak szkoda swojego skradzionego radia, to powiedz szczerze, co byś poczuł w następującej sytuacji? Kupujesz radio, ma w nim być CD, odtwarzacz MP3, może nawet jakieś bajery w stylu Bluetooth czy DVD... Płacisz kupę kasy jak taki sprzęt przystało, włączasz i... DVD? Chyba żartuje pan! MP3? Zawiesza się. Bluetooth? Nie w tym modelu. CD? Zacina się i nie chce wyjść bez pomocy serwisanta. A radio odbiera najwyżej dwa programy i te na falach długich. I co Kochany Twórca na to? Czy Kochany Twórca pójdzie po raz drugi do takiego sklepu i wybierze model takiego producenta? Wątpię. A co (jak mniemam) powiedziałby w takiej sytuacji Kazik Staszewski w ogóle się nie nadawałoby do zacytowania, znając jego temperament i słownictwo.
I tego stanu rzeczy nie są winni niedobrzy piraci. Tak, ściągam czasem muzę z netu. Tak, jestem piratem. Tylko jak nazwać kogoś, kto mi podsuwa shit za dobre pieniądze? A potem narzeka, że mam ten shit tam gdzie jego miejsce? Czyli w d.
PS. Kazika mimo wszystko lubię. I Kult. Zwłaszcza ten stary.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)