Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny
210
BLOG

Niepodległość to pojęcie przestarzałe

Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny Polityka Obserwuj notkę 39

W ubiegłym tygodniu stała się rzecz ważna, ale niezauważona - po raz pierwszy w największym dzienniku wygłoszono otwarcie tezę, że europejskie państwa narodowe to przeżytek.

 

Odbyło się to "piorem" publicysty wprawdzie czeskiego, Lubosza Palaty, w "Gazecie Wyborczej". Chodziło o jego komentarz do słów czeskiego prezydenta Vaclava Klausa, który po podpisaniu Traktatu Lisbońskiego stwierdził, że teraz czas się zastanowić nad odzyskaniem suwerenności przez Czechy. Jedne i drugie słowa są bardzo odważne, bardzo szczere, a zarazem bardzo prawdziwe. W naszej rodzimej prasie, ani w polityce, nikt na taką szczerość dotychczas się nie zdobył.

Bo obaj, prezydent i publicysta, mają swoje racje. Prezydent ma rację, bo dalsza integracja Unii Europejskiej oznacza jedno - kompletną utratę suwerenności, właściwie państwowości przez kraje członkowskie. Potwierdza to też Palata. Tak, z pozycji tzw. "euroentuzjasty" ma on tez rację - państwa narodowe to przeżytek - przecież właśnie na tym opiera się idelogia integracji, właściwie federalizacji UE. Palata pisze: "Unia pokonała Vaclava Klausa. Idea wspólnej Europy zwyciężyła nad ideą państwa narodowego. Skończył się długi, krwawy XX w."

Szkoda, że w Polsce brak nam odważnych publicystów i polityków, którzy potrafią powiedzieć ludziom prawdę prosto w oczy. Ostatni raz tego typu dyskusja na poważnie toczyła się... 12 lat temu! Przy okazji referendum konstytucyjnego prawica podniosła głosy, że zapis w Konstytucji o priorytecie niektórych układów międzynarodowych nad prawem krajowym, oznacza faktyczną utratę suwerenności przez Polskę. Te głosy zostały skutecznie zagłuszone przez połączone siły "centrum" i lewicy, które najpierw nadały "niepodległościowcom" łatkę oszołomów, którzy "są przeciwko wejściu Polski do UE", a potem faktycznie na tym zakończyły dyskusję. Fakt, że wówczas było to dość łatwe - nawet w samej Europie toczyła się jeszcze fundamentalna dyskusja o przyszłym kształcie Unii, nie było ani odrzuconego Traktatu Konstytucyjnego, ani przyjętego Traktatu Lisbońskiego. Nikt nawet nie wspominał wtedy o jakimś "prezydencie Unii", więc spór o polską państwowość w kontekście unijnym był niejako jałowy.

Co mamy dziś? Nawet bez ratyfikacji Traktatu Lisbońskiego polska państwowość dziś jest już tylko połowiczna. Większość norm prawnych przyjmowana jest w Brukseli, my tu na miejscu je tylko "przyklepujemy", bo nie mamy innego wyjścia. Nie mamy? A może nie chcemy mieć? Fakt faktem, że Sejm to przyjmuje bez żadnych wątpliwości. Nie mamy już własnej polityki granicznej, ani celnej. Polityka fiskalna również jest ograniczana wytycznymi z Brukseli. Za kilka lat pozbędziemy się także własnej polityki monetarnej na rzecz wspólnej waluty - do czego nas otwarcie zachęca nawet Narodowy Bank Polski, choć wydawać bby się mogło że akurat ta instytucja powinna stać na straży waluty narodowej. Po powstaniu wspólnych europejskich sił zbrojnych, stracimy nawet resztki samodzielności w polityce obronnej. W takim razie, moi drodzy, na czym polega niepodległość, suwerenność, państwowość, jak nie na właśnie suwerennej polityce legislacyjnej, fiskalnej, granicznej, obronnej i monetarnej? I jak można mówić o państwowości kraju, który takiej suwerennej polityki nie prowadzi?

Może państwowość polega na posiadaniu prezydenta, premiera, własnej Konstytucji, flagi, godła? Fajnie, w takim razie może nawiążemy stosunki dyplomatyczne z takimi państwami jak Tatarstan czy Republika Sacha? Wszak mają one te wszystkie atrybuty suwerenności. A może niepodległość polega na zajmowaniu miejsca w ONZ? Świetnie, w takim razie przypominam przykład niepodległych republik radzieckich Ukrainy i Białorusi - miały one własne "narodowe" partie komunistyczne, parodie parlamentów, flagi, godła, konstytucje i... swoje reprezentacje w ONZ.

Może warto w końcu powiedzieć szczerze: tak, jesteśmy i będziemy KRAJEM, czyli pojęciem geograficznym, kulturowym, językowym, etnicznym. Ale idea niepodległego PANŚTWA polskiego to już przeżytek, to XX wiek, a przecież żyjemy w wieku XXI. Tylko dlaczego mamy się tego dowiadywać od czeskiego dziennikarza?

Kiedyś w przestworzach cicho i dostojnie leciały sterowce - duże, może niezgrabne, ale mające swoje piękno. Podróżowały nimi panowie we frakach i panie w eleganckich sukniach. Dziś mamy tysiące mniejszych hałaśliwych samolotów. Są szybsze, pojemniejsze, bardziej zwrotne więc wyparły olbrzymów. Podobnie w polityce. Jeszcze niedawno była ona domeną panów w cylindrach, doskonale wykształconych i z dobrych rodzin. Dziś opanowały ją dziwni ludzie albo wymachujący gumowymi penisami, albo pozujące pół nago, a przede wszystkim kłamiący w żywe oczy. Powołanie Polityka i Dziennikarza (przez duże P i D) to dziś taki sam archaizm jak sterowiec. Liczy się spryt, cwaniactwo, ilość a nie jakość. Chyba coś myśmy stracili, a nawet tracimy nadal. PS. Nie jestem fanem PiS, PO, SLD i in. W ten sposób pewnie narażę się wszystkim nie zdobywając sympatii z żadnej ze stron. Ale wolę być indywidualistą z własnym zdaniem niż bezbarwnym rzecznikiem jakiejś partii, która przecież już ma rzecznika!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Polityka