Możecie mnie ukrzyżować, ale „Katyń” to gniot. Przykro mi. Tak, Wajda reżyserem wielkim jest gdyż nakręcił „Popiół i diament” oraz mój ulubiony „Bez znieczulenia”. Wspaniałe były też „Człowieki z…”. Mistrzowskie były również „Korczak” czy „Pan Tadeusz”. Ale „Katyń” to gniot. Tak, gdyby ten film nakręcił świeżo upieczony absolwent filmówki to pewnie można by było go uznać nawet za pierwszy sukces dobrze zapowiadającego się reżysera. Ale nie Mistrz Wajda, litości!
Już pierwsza scena została spartaczona (chyba przy montażu?) – ludzie stoją… i nagle ruszają jak do sklepu Media Markt z promocją laptopów. Porażka.
Kolejna porażka to obsada. Przepraszam za swój radykalny męski świński szowinizm, ale Cielecka w roli łączniczki AK to jakieś nieporozumienie. Laska, która się lansuje na „Szapołowską XXI wieku” w tej roli?! Nie, przez cały czas miałem w głowie tylko jedno zdanie „Pokaż cycki, pokaż cycki!”. Małaszyński był rewelacyjny w „Oficerach”, ale w „Katyniu” tylko czekałem aż on wykona jakiś numer, wszystkich rozwali, zwycięży Armie Czerwoną i Wehrmacht i w ogóle. Englert – och, jaki wspaniały seksowny starszy pan, no taki prawdziwy Oficer przez duże „O” (aż nawet nie wypada zapytać dlaczego tacy wspaniali mężowie przegrali wojnę…) Itd. itp.
Fabuła patetyczna jak grecka tragedia. Tyle że w wykonaniu teatru licealnego. Postacie „wyraziste” niemal jak w filmach epoki Stalina. Wszystko albo czarne, albo białe. Tu zły, tam dobry. Zły wygrywa, dobry do piachu. A co się stało, dlaczego – nieważne, przecież wszyscy wiemy o co chodzi…
Miałem nieodparte wrażenie, że film został nakręcony jakoś tak od niechcenia. Na zasadzie „Ja jestem genialny, jestem Wielkim Mistrzem, temat broni się sam z siebie, więc nawet jak z tego zrobię kreskówkę z Kaczorem Donaldem to ciemny lud i tak to kupi”. No i kupił – a bo to Wajda (krytykować nie wypada), a bo to Katyń (wszyscy równo na kolana!)… Tylko dlaczego trzeba było ratować frekwencję w kinach spędzając na seanse żołnierzy i uczniów?!
Jeśli chodzi o dystrybucje w Rosji. Po pierwsze, osobiście bym nie chciał by ten film reprezentował polskie kino za granicą. Patetyczny gniot, nasze tradycyjne narodowe lamenty „o, jacy jesteśmy skrzywdzeni przez okrutny los…”, kompromitacja Wajdy jako reżysera i marne aktorstwo – błagam, czy po złotym wieku naszego kina sprzed 40 lat (Boże, jak dawno to było!), tylko na to nas stać?! Po drugie, sprawę spaprała totalnie TVP, która nie była ani w stanie się zdecydować czego w ogóle chce, ani zatrudnić kogoś sensownego do promocji (odsyłam tu do oświadczenia samego Wajdy, który po pewnym czasie otwarcie przyznał jak to naprawdę było w tej Moskwie, gdzie paniusia z TVP odmówiła wyjścia z hotelu… bez ochrony osobistej). Po trzecie, Rosjanie nie spędzaliby do kin wojska i uczniów, tylko chcieliby na dystrybucji filmu zarobić, a w tym przypadku się nie da, bo to gniot (sorry, ale za Bugiem i Odrą zaklęcia „Wajda!” i „Katyń!” tracą swą magiczną moc).
Tak więc pokaz filmu w telewizji to naprawdę wystarczająco duży sukces. Na dodatek pokaz połączony z dyskusją. No niestety, na rosyjskie sale kinowe (ani tak naprawdę na żadne inne za granicą) ten film to zdecydowanie za mało.
A szkoda. Spaliliśmy temat.
PS. Gdyby ktoś miał problemy ze zrozumieniem słowa pisanego - moja opinia o FILMIE "Katyń" nie wynika z mojego stosunku do TRAGEDII (czy też ZBRODNI) katyńskiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)