W lawinie nic nie wnoszących wypowiedzi i komentarzy dotyczących katastrofy rządowego samolotu zabrakło rzetelnej rozmowy z człowiekiem, który ma najwięcej do powiedzenia ze wszystkich.
Pułkownik pilot Ryszard Raczyński od maja 2005 r. jest dowódcą 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, czyli jest to człowiek bezpośrednio odpowiadający za loty rządowych maszyn. O nim nie mówi się w mediach. A tymczasem to do niego należy skierować mnóstwo bardzo niewygodnych pytań dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa pierwszych osób w państwie.
Przez ostatnie dni usłyszeliśmy co mają do powiedzenia dziesiątki polityków, ekspertów od lotnictwa (którzy najwyżej lecieli jako pasażerowie), Boże, nawet aktorzy się wypowiadali... A ja bym bardzo chciał wiedzieć nie to, co myśli o katastrofie kolejny poseł, tylko co wie człowiek, który o tej tragedii wie naprawdę wszystko (OK, prawie wszystko).
O co bym zapytał pułkownika Raczyńskiego?
- Dlaczego rządowymi maszynami latają wojskowi piloci, którzy nie są szkoleni w lotnictwie cywilnym? Przecież prezydenci i premierzy nie latają myśliwcami, tylko samolotami pasażerskimi. Czy nie lepiej by było jednak prowadzić rekrutacje załóg wśród pilotów liniowych? Na korzyść tego rozwiązania przemawiał by także fakt zerowej awaryjności w polskim lotnictwie cywilnym przy jednocześnej dość wysokiej liczbie wypadków w lotnictwie wojskowym.
- Dlaczego pierwszy pilot "tutki" i dowódca załogi mieli po 36 lat? Nie ma w naszym kraju pilotów bardziej doświadczonych i bardziej godnych zaufania? W doniesieniach prasowych znalazłem informacje, że ta załoga miała wylatanych na TU-154 ok. 200 godzin. Czy to jest wystarczające doświadczenie? O ile wiem, to jest minimalny próg, przy którym przyjmują do pracy pilotów do linii cywilnych, zaś najczęściej wymaga się wręcz 1000 godzin a nawet więcej.
- Kto naprawdę decyduje o liście pasażerów na pokładzie? Jaki wpływ ma dowódca pułku na decyzje dotyczące bezpośrednio bezpieczeństwa państwa?
- Jaka jest służbowa zależność pomiędzy pilotem, dowódcą pułku a np. prezydentem, który jest formalnie naczelnym dowódcą sił zbrojnych? Kto tak naprawdę wydaje rozkazy i jaki wpływ mogą mieć oficerowie (czyli dowódca pułki i piloci) na decyzje przedstawicieli władz cywilnych? Czy pilot może odmówić wykonania polecenia cywila na pokładzie? Jaka jest droga służbowa i służbowa zależność w takim przypadku? Czy pilot może odmówić polecenia wydanego przez np. wysokiego rangą dowódcy wojskowego, nawet dowódcy wojsk lotniczych na pokładzie?
- A jak jest z tym naprawdę? Czy odmawiając polecenia VIP-a, pilot może mieć 100-procentową pewność, że nie spotkają go za to jakieś represje (niekoniecznie karne,ale wystarczy samo wylanie z jednostki)? Mówiąc inaczej, czy, mając formalnie pełną odpowiedzialność decyzyjną za czynności podczas lotu, pilot jest naprawdę niezależny?
- Z niektórych wypowiedzi dla mediów (np. Lecha Wałęsy i Gromosława Czempińskiego) jasno wynika, że na pokładzie tak naprawdę decyduje właśnie VIP. To sytuacja znana od lat. Co pan zrobił by to zmienić, by uzdrowić atmosferę i ukrócić zapędy decyzyjne osób, delikatnie mówiąc, nieznających się na lataniu?
Oto może tyle na dobry początek...
UPDATE. Z ostatniej chwili:
ujawniono zdjęcia satelitarne, zrobione po katastrofie (być może 12 kwietnia). Wynika z nich niezbicie, że maszyna wcale nie rozpadała się na "dużej wysokości", gdyż wszystkie szczątki leżą faktycznie tuż przy lotnisku. Zdjęcie potwierdza także, że pilot mocno się uchylił w lewo względem osi pasa startowego. To nieciekawa wiadomość - wynika z tego, że gdyby nawet nie zawadził o antenę czy drzewo, to i tak nie miał szans wylądować, bo rozbił by się o ziemię:
A tak ten fragment wyglądał jeszcze do niedawna (wg Google):




Komentarze
Pokaż komentarze (17)