Po absurdalnych pytaniach Rzepy do chóru nieumiejących czytać i myśleć dołączył kolejny dziennikarz. Przedstawiciel gazety, która widziała wieloryba w Wiśle i jezioro z wódką, zadaje pytania równie bezssensowne co niby-poważni autorzy Rz.
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/187570,10-4-nadal-nic-nie-jest-jasne
Łukasz Warzecha uderza z grubej rury, niestety tak samo nierzetelnie jak wielu jego kolegów: "Wersja o winie pilotów była kolportowana od samego początku przez Rosjan."Przepraszam państwa najmocniej - a kto w ogóle mówi o winie?! Poza Warzechą oczywiście. NIKT. Mówi się najwyżej o błędach załogi, o błędnie podjętych decyzjach, ale nie o winie! Mało tego - mówi się, że te błędy były najprawdopodobniej powodem katastrofy, ale bez ostatecznego orzekania. Natomiast od błędu do winy droga jest jeszcze bardzo daleka i kręta.
Dalej Warzecha mówi: "Śledząc wypowiedzi polityków, a także nieszczęsnego Edmunda Klich..." Rzeczywiście, niektóre wypowiedzi (polskich polityków, bo rosyjscy nie są tak gadatliwi, oraz ww. Klicha) są mocno niefortunne. Ale to, pewnie wbrew intencjom Warzechy i kol., działa na korzyść Rosjan - skoro strona polska pieprzy bez sensu, to właśnie stronie polskiej w żadnym wypadku nie można powierzać tak poważnego śledztwa. No bo strona polska zbyt poważna nie jest (albo przynajmniej decydenci).
Publicysta "Faktu" lubi też najwyraźniej podyskutować sam ze sobą: "Wszystkie te stwierdzenia, jeśli dokładnie je przeanalizować, są owszem, dopuszczalną hipotezą, ale nic nie uzasadnia przedstawiania ich jako ostatecznych wyjaśnień". Bardzo ciekawe, ale gdzie i kiedy Klich (ten czy tamten) lub inny przedstawiciel polskich władz przedstawiał "ostateczne wyjaśnienia"?! Być może pan Warzecha ma tę tajemną wiedzę, ale szersza publiczność na razie żadnych ostatecznych wyjaśnień nie słyszała. A więc mamy kolejne "jezioro z wódką".
Ale najfajniejsze są pytania, tu już mamy manipulację na całego:
"Czy samolot podchodził do lądowania czy jedynie testował tę możliwość, jak twierdzili inni piloci specpułku, w tym jaka, którym lecieli dziennikarze"- przepraszam, a jaka, do cholery, różnica?! Czy jak już pan Warzecha dowie się z całą pewnością, że samolot się rozbił jednak przy "próbie lądowania" a nie przy "lądowaniu", poczuje się szczęśliwszy? Samolot się rozbił, zginęli ludzi - to fakt. A jak nazwiemy feralny manewr (tylko nazwiemy, gdyż to w żadnym stopniu nie zmieni jego istoty) - to rzecz najmniej ważna. Możemy tu zresztą oprzeć się na raporcie z MAK: "По просьбе экипажа им выполнялся "пробный" заход на посадку до высоты принятия решения (100 метров)."(na prośbę załogi, wykonywane było "próbne" podejście do lądowania do wysokości podjęcia decyzji (100 m)).Semantyczne rozważania czy "próbne podejście do lądowania" to "podejście do lądowania" czy nie - pozostawiam w dalszej gestii redakcji "Faktu".
"Z jakiego powodu samolot znalazł się zbyt blisko ziemi? TVN24 orzekło w tonie pewności, że przyczyną były odczyty z niewłaściwego wysokościomierza (radiowysokościomierza zamiast wysokościomierza barycznego). Czy jest jakakolwiek przesłanka, aby mieć taką pewność? Czy można naprawdę założyć, że załoga, nie złożona przecież z laików – nawet jeśli nie byli to piloci z rekordowym doświadczeniem – nie zdawała sobie sprawy z tego, iż na nieznanym terenie powinna w okolicach wysokości decyzji obserwować wysokościomierz baryczny? Ja tego nie kupuję". Ciekawe, co by pan Warzecha powiedział w przypadku analizy banalnego wypadku drogowego - pewnie też by nie kupił. A tymczasem codziennie na naszych drogach ginie po kilkanaście osób. Ginie wiele doświadczonych kierowców, pieszych, rowerzystów. To nie są samobójcy! I jeśli rozpatrywać te tragedie tak jak robi to Warzecha - "dlaczego zrobili to, czego robić nie powinni w żadnym wypadku?!" - żadna z tych tragedii nie może mieć miejsca. Bo kierowcy nie mogą (w świetle przepisów) jeździć "na podwójnym gazie", nie mogą wyprzedzać "na trzeciego", nie mogą przekraczać prędkości, nie mogą przekraczać podwójnej ciągłej, nie mogą tego, nie mogą tamtego. Ale to robią! Robią codziennie! I codzienni giną. Chociaż przecież robic tego nie mogą, ginąć też nie mogą, ale giną, panie Łukaszu! Giną właśnie dlatego, że robią to, czego nie powinni.
A to już szczyt manipulacji: "Hipotezy o winie załogi całkowicie pomijają możliwą winę Rosjan, co wydaje się i bezzasadne, i niezrozumiałe. Weźmy choćby ujawniony dopiero co wątek wadliwie działającej radiolatarni, z którą problemy miał mieć także jak."
Po pierwsze, jak napisałem wyżej - nikt tu nie mówi o czyjejś winie. Błąd to nie wina. A słowo "wina" przecież tak fajnie, medialnie brzmi! A więc lecimy z winą - i to Rosjan. Tylko na czym ta niby wina ma polegać? Pan Warzecha chyba ma czytelników za kretynów, gdyż podnosi kwestię radiolatarni. Ma ona wadliwie działać, bo... Jak miał problemy z odbiorem. Z odbiorem sygnału miał problem, a nie radiolatarnia była wadliwa! Czy jak mi zaczyna psuć się telewizor - to wina operatora kablówki, czy może jednak starego odbiornika? Ale sprawa najważniejsza - samolot się rozbił nie dlatego, że walnął w górę gdzieś obok lotniska lub spadł obok pasa, bo był źle naprowadzony. Samolot się rozbił, bo leciał za nisko! Mało tego, jak wskazuje choćby pobieżne spojrzenie na zdjęcia z miejsca wypadku - leciał właściwie prawidłowo względem pasa. Szerzej już ten wątek opisałem tu.
A więc - wiemy, że nic nie jest jasne w katastroffie pod Smoleńskiem. Ale na Boga, po co tu jeszcze tak na maksa ściemniać? Chociaż po jeziorze z wódką trudno liczyć na coś mądrzejszego. Szkoda tylko, że ciemny lud to kupuje. Szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)