Trwająca od miesięcy kampania w żadnym stopniu mnie nie przekonuje do tego bym zagłosował na któregokolwiek kandydata. Bo żaden nie mówi mi po co mam głosować właśnie na niego, najwyżej tłumaczy dlaczego to "tamten" jest be.
Tegoroczna kampania jest najbardziej absurdalną farsą jaką widziałem w swoim życiu (a byłem już naocznym świadkiem nawet tak ekstrawaganckich pomysłów na demokracje jak liczne wybory w Rosji, na Białorusi czy Ukrainie). My przebijamy ich wszystkich! Tam przynajmniej kandydaci próbowali jakąś swoją wizję polityki zaprezentować społeczeństwu, my w tym roku mamy powszechne unikanie tematu-tabu - "a po co ja w ogóle chcę być prezydentem?!".
W mediach mamy obecnych dwóch kandydatów - pana K. - "hrabię" i pana K. - "który stracił brata". Czasem gdzieś w tle mignie nam pan N. - "jak oni rapują". Innych kilku miłych panów stanowi rodzaj greckiego "chorusa" - wprawdzie niezgranego i niemiłosiernie fałszującego jak tylko im się da znak, że teraz mają minutę na wyśpiewanie swojej kwestii.
Ale największy problem mam właśnie z dwoma solistami. Problem taki, że najlepiej by było żeby to byli milczący soliści. A jeszcze lepiej, żeby to byli soliści ukryci za kurtyną. Zaś gdyby komuś z nich przyszło do głowy choćby na chwilę wpaść na scenę, to na ten wypadek powinni być mocno przywiązani np. do kaloryferów. Bo ledwo któryś się pojawia na scenie to się okazuje, że a to fałszuje, a to śpiewa nie swoją arię, a to śpiewa nie w tym momencie, a to pomyli sztukę... Oczywiście dowiadujemy się tego nie sami, tylko od licznych suflerów, którzy natychmiast po najkrótszej nawet śpiewce od razu nam tłumaczą, że "przepraszamy państwa, ale aktor najwyraźniej się pomylił, on się dopiero uczy, on jeszcze nie zdążył się przygotować, on to, on tamto...". Oczywiście liczni agenci aktorów (bo aktor musi mieć agenta, który ma do powiedzenia więcej niż on sam) od razu wyjaśniają, że nie wszystko jest takie straszne, że to nie fałszowanie tylko "autorski oryginalny styl...", że w jutrzejszym przedstawieniu dopiero zobaczymy na co naszą gwiazdę stać. "A tak przy okazji, sami państwo widzą, że tamten to dopiero fałszuje..."
I oczywiście wszyscy zwaracają się do mnie jak dyrektora teatru (przecież to wyborca jest najważniejszy!), żebym to właśnie temu dał angaż. Ale, cholera jasna, dlaczego? Przecież on nie umie, on się nie przygotował, on fałszuje! Jak ja mam mu dać angaż i gwiazdorski kontrakt, skoro on nie umie śpiewać?! Mam gdzieś, że jego kolega śpiewa chyba jeszcze gorzej a jak zatańczy to się przewraca - dajcie mi kandydata, który umie, który się nauczył, który jest gwiazdą a nie dopiero chciałby ewentualnie zostać.
Na dodatek żaden aktor nie próbuje grać tej roli jaką powinien. Jeden próbuje tańczyć w operze, drugi nagle wyśpiewuje arie w balecie. Wszyscy próbują mi wmówić, że mają jakąś wizję prezydentury, tylko że... to są wizję prezydentury najwyżej w USA czy Francji, gdzie panuje tzw. "system prezydencki". My mamy system inny, rola prezydenta jest zasadniczo inna... Ale nawet w tym bałaganie i pomieszaniu pojęć kandydaci jak ognia unikają pytania podstawowego - "dlaczego właśnie ja będę dobrym prezydentem?"
Skoro nie ma dyskusji merytorycznej, ludzie będą głosować nie dlatego, że wiedzą, że ten gościu się nadaje, tylko dlatego, że... "a bo tamten mi się nie podoba!". Dlaczego się nie podoba - tego już konkretnie nie wiedzą. Po prostu ten jest bardzo niesympatyczny, a tamten jakby mniej... My już nie wybieramy prezydenta, my głosujemy na jakąś abstrakcyjną postać z bajki, którą nam opowiadają jej autorzy (autorzy, nie aktorzy, bo aktorzy w tej bajce mówić potrafią nadzwyczaj kiepsko). I wybieramy tę akurat postać, bo jakaś inna nam się nie podoba. Oczywiście potem mamy doskonały pretekst do ogólnonarodowego piania "o, Jezu Chryste, a kogo żeśmy se wybrali?!"
Ale skoro nasi obecni kandydaci są niefajni, nieprzygotowani, niesymaptyczni - to może warto następnym razem zgłosić jakieś postacie fajne i sympatyczne? Ot, taki Tinky Winky - miły, przytulny, uśmiechnięty i bardzo nowocześnie tolerancyjny (śmiga z torebką i czesem zakłada spódniczkę). Idealny kandydat lewicy! Albo Makka Pakka - miły, przytulny, uśmiechnięty, a przede wszystki społecznie pożyteczny, gdyż niestrudzenie myje wszystkim buzie! Uczciwa praca na rzecz społeczeństwa - czyli mamy idealnego kandydata prawicy! Ich idealność polega na tym też, że... prawie nic nie mówią a to co mówią jest tak sympatyczne, że po prostu nie da się tego skrytykować!
Szanowni państwo, kogo obstawiamy? Raz, dwa, trzy...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)