Z wczorajszego blamażu ośrodków badania opinii publicznej i telewizji mam takie wnioski: Kaczyński stał się swego rodzaju dzisiejszym Kwaśniewskim, a wyborcy Komorowskiego w dużej mierze zagłosowali jedynie przez telefon.
W telefonicznych sondażach na zlecenie Polsatu i TVN Komorowski zbierał nawet pod 47 proc. głosów. Tymczasem naprawdę nabrał 41 proc. Sondaże te były przeprowadzone wśród ludzi, którzy nawet nie wiadomo czy w ogóle sie pofatygowali do urn. Różnica ok. 5 proc. względem realnego wyniku mówi sama za siebie - ponad 10 proc. tych ludzi "zagłosowała wirtualnie". Oni tak naprawdę nie poszli głosować, jedynie powiedzieli ankieterom na kogo BY zagłosowali GDYBY poszli na wybory. A najwyraźniej nie poszli.
Z Kaczyńskim sytuacja jest jeszcze bardziej pogmatwana. Tu margines błędu był jako tako w granicach tzw. "błędu statystycznego", ale na minus dla JarKacza. Podobną sytuację mieliśmy 15 lat temu, kiedy wg sondaży wygrywał Wałęsa i dopiero wyniki PKW wskazały zwycięzcę. Różnica była minimalna, w granicach tegoś "błędu statystycznego", a jednak pierwsze nakłady gazet z obwieszczeniem wygranej Wałęsy trzeba było szybko wycofywać z kolportażu. Nie twierdzę oczywiście, że wczoraj pierwszą turę wygrał Kaczyński, ale znów mieliśmy błąd w sondażach umniejszający wynik jednego z kandydatów. Ponieważ nie sądzę, by ankieterzy świadomie zaniżali wynik Kaczyńskiego - raczej to wyborcy oszukiwali ankieterów.
Tak więc mamy sytuację bardzo niestabilną. Wygląda na to, że wyborcy obu kandydatów wcale nie są do nich przekonani. Jedni nie chcą poświęcić kilku minut żeby na "swojego" zagłosować, drudzy zaś głosują, ale sami się tego jakby wstydzą.
Sytuacja ta jednak jest bardziej korzystna dla Kaczyńskiego. W drugiej turze będzie się liczył każdy głos. To, że wyborcy PiS pójdą na wybory - jest jasne. Wyniki wczorajszego głosowania będą dla nich nawet porządnie motywujące do głosowania - skoro realne wyniki okazały się nieco lepsze od "wirtualnych", znaczy że są oni silniejsi niż mogło by się wydawać, a więc mają teraz świetną okazję by "wyjść z cienia". Natomiast wyborca Komorowskiego okazał się bardziej "mocny w gębie" niż w realnych działaniach. Skoro ponad 10 proc. już olało nawoływania sprzyjających PO mediów i jednak nie pofatygowało się do urn, to dlaczego mieliby to zrobić za dwa tygodnie? Wręcz przeciwnie - teraz będą mieli nawet więcej powodów by nie iść niż wczoraj. Może zadziałać syndrom "eee, teraz to już wszyscy pójdą, więc ja skoczę na działkę".
Biorąc pod uwagę faktyczną różnicę pomiędzy panami K. - czyli 4,5 proc. - Kaczyński nagle odzyskuje realną szansę wygrania wyborów. Wygrania wbrew sondażom! Bo może pójśc właśnie o te 10 proc. wyborców - tych niezdecydowanych, tych leniwych... Tych leniwych było teraz ok. 5 proc. Czyli własnie tyle, ile zabrakło Kaczyńskiemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)