Po tegorocznych wyborach ostatecznie runął mit jakobyśmy byli bardziej... powiedzmy kochający wolność niż nasi wschodni sąsiedzi.
Wybieramy prezydenta w przyspieszonych wyborach, w oparach ze schnących po powodzi wiosek i miasteczek, na tle dyskusji, która była farsą i marketingową manipulacją, z sondażami robionymi na zasadzie "byle jak najtaniej, bo wynik i tak wszyscy znają", w końcu z różnicą w głosach na poziomie błędu statystycznego... Choćby jeden z tych czynników wystarczył żeby Ukraińcy, Gruzini, Ormianie, Rosjanie, Kirgizi, Mongołowie, Azerowie, nawet Białorusini tysiącami wychodzili na ulice. Po co? A właśnie po to - by władza i opozycja przestały wreszcie traktować naród jak bezmyślne bydło, jak robotów do wrzucania kartek z głosem na tego "kogo trzeba".
Widziałem tzw. "pomaranczową rewolucję" na Ukrainie. Widziałem nieudaną rewolucję na Białorusi. Widziałem protesty Rosjan... Ale czegoś takiego jak dziś nie widziałem w życiu! Dwaj, ponoć bardzo konkurujący ze sobą kandydaci, nagle się kochają! Bo jednemu w SONDAŻACH (żaden nie poczekał na obwieszczenie PKW) dano nieco ponad 50 a drugiemu prawie 50. To wystarczyło by jeden się ogłosił zwycięzcą, a drugi pokornie podniósł łapki i się poddał.
WTFIGOn???!!! - chciałbym zapytać. Czy mieliśmy do czynienia z wyborami głowy państwa, czy jakimś dziwacznym sparingiem? Ale nikogo to nie obchodzi. Parę dni temu widziałem debaty w telewizji. Wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z kandydatami, których popierają miliony. Tymczasem Komorowski miał za "support" jedynie ochroniarzy, zaś Kaczyński kilka osób ze sztabu i kilkunastu nastolatków. Jezu Chryste! Gdyby nie dziennikarze z kilku telewizji, to pewnie obaj kandydaci wyszli by z gmachu na Woronicza kompletnie incognito.
Dziś wybrano prezydenta na mocy sondaży. Ale nikogo to nie obchodzi. Nikogo nie obchodziło to w trakcie kampanii, nikogo nie obchodzi po. Kilkaset kilometrów dalej choćby w Mińsku mielibyśmy już tysiące ludzi na ulicy, ludzi którzy chcą się wykrzyczeć. W Kijowie mielibyśmy dziesiątki tysięcy, które chcą zmienić życie swojego kraju. W Kirgizji czy Mongolii być może nawet padłyby strzały. Ale tak czy inaczej ludzie by pokazali, że IM ZALEŻY. Nam nie zależy. My to mamy w d....pie. Oglądamy farsę na ekranie, puszczamy pare komentów w internecie i... Warsawa idzie spać.
Dobranoc, bajeczka skończona. Czas do łożka.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)