Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny
107
BLOG

Niech żyje Wielka Czystka w PiS!

Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny Polityka Obserwuj notkę 3

Gdyby PiS było typową partią zachodnią, to czystki w szeregach nastąpiłyby już dwa lata temu. I zamiast rozdzierania szat powinno się uznać to za postępowanie ze wszechmiar słuszne. Problem w tym, że PiS nie jest "normalną zachodnią" partią, a więc i czystki wyglądają kuriozalnie.

 

W ciągu ostatnich dwóch lat PiS przegrało wybory dwukrotnie - najpierw do parlamentu, potem prezydenckie. Powiedzmy sobie szczerze - partia przegrała te wybory a za chwilę przegra kolejne! Słowo "PRZEGRAŁĄ" powinno tu być napisane olbrzymimi ognistymi literami. W polityce nie ma zaszczytnego drugiego miejsca, nie ma srebrnego medalu, nie ma honorowej porażki. Jest albo Wygrana, albo Porażka - przez duże W i P. I za tę porażkę odpowiedzialne jest ścisłe kierownictwo partii - zaczynając od prezesa.

Jak to się robi na Zachodzie? Tak, na Zachodzie, nie u nas, bo nie jesteśmy pod tym względem żadnym Zachodem. Na Zachodzie partie to są ogólnokrajowe organizacje, tworzone przez tysiące ludzi, zatrudniające dziesiątki poważnych firm. Właściwie te partie same działają jak duże firmy, których celem jest wygranie wyborów. I tylko w tym celu powoływane są władze tych partii. Kierownictwo partii jest powoływane niczym zarząd korporacji - przez zgromadzenie członków-akcjonariuszy. To kierownictwo to w istocie menedżerowie, którzy dostają kontrakt z jasno określonym zadaniem do wykonania - wygrać wybory. Wygrałeś? Świetnie, jesteś super, kochamy cię, zostajesz premierem, powołujesz wśród nas ministrów (tak samo na kontraktach "menedżerskich"). Przegrywasz? Przykro nam, ale poszukaj sobie innej pracy.

W Polsce, zarówno w PO, PiS, a także Samoobronie czy LPR (i w wielu innych partiach, SLD jest tu swoistym wyjątkiem), wszystko jest na odwrót. Partie się tworzy odgórnie, prezes sam się mianuje prezesem, bo przecież jest twórcą partii, a twórca nie może nie być głową organizacji. To nie "doły" wyłaniają wśród siebie prezesa na zasadzie "najlepszy z najlepszych", tylko prezes zwołuje te "doły". Co jest w tym najzabawniejsze, prezes bez tych "dołów" poradzi sobie znakomicie, co już udowodniono niejednokrotnie, ale "doły" bez prezesa są niczym dzieci we mgle i momentalnie się gubią gdzieś w marginalnej politycznej ciemnej dżungli (przykłady takich gwiazd jak Marcinkiewicz, Dorn, Jurek są aż nadto wymowne).

W konsekwencji wszystko mamy popieprzone. Najpierw III miejsce Napieralskiego (które dyskwalifikuje nawet do wejścia do II tury) powszechnie uznano za... sukces. Boże, co za absurd! Potem II miejsce Kaczyńskiego uznano w ogóle za "świetny wynik". Absurd goni absurd. Kolejny absurd to taki, że dziś Kluzik-Rostkowska głośno zastanawia się nad swoim miejscem w partii. Najwięcej pikanterii sprawie dodaje fakt, że zastanawia się ona wcale nie z tego powodu jakiego powinna. Bo w normalnej partii owa pani wraz z Pawłem Poncyliuszem oraz kilkoma innymi osobami pożganała by się z partią już 5 lipca. Za co? A właśnie za to, że przegrali wybory. Tymczasem mamy jakiś osobliwy teatr absurdu - przegrane wybory uznaje się za sukces i rozwodzimy się nad przykrym losem tych, którzy te wybory przegrali...

Ale największym absurdem, wręcz mega-absurdem jest jeszcze co innego. W normalnych partiach pierwszą osobą, która podaje się do dymisji w wyniku przegranych wyborów jest Kandydat Nr 1. Przecież to on jest "lokomotywą", szefem, kapitanem. To on dobiera sobie "oficerów", to on rozdziela zadania, to on obiera strategię. Korzysta z pomocy doradców, ale to on osobiście odpowiada za wybraną strategię i uzyskany wynik. W przypadku PiS do dziś nikt nie poniósł odpowiedzialności za już dwukrotnie przegrane wybory. I najwyraźniej nie poniesie. Zaczynam mieć nieodparte wrażenie, że celem Kaczyńskiego jest właśnie bycie w wiecznej opozycji, bycie tym "drugim". I tojest kolejny absurd. Rozwiązaniem tych absurdów może być tylko poważna wielka czystka partyjnych szeregów z zawodowych nieudaczników. Ale musi ona się zacząć od wierzchołka partyjnej góry. Tylko wtedy dostaniemy opozycję z prawdziwego zdarzenia a nie fabrykę absurdów.

Kiedyś w przestworzach cicho i dostojnie leciały sterowce - duże, może niezgrabne, ale mające swoje piękno. Podróżowały nimi panowie we frakach i panie w eleganckich sukniach. Dziś mamy tysiące mniejszych hałaśliwych samolotów. Są szybsze, pojemniejsze, bardziej zwrotne więc wyparły olbrzymów. Podobnie w polityce. Jeszcze niedawno była ona domeną panów w cylindrach, doskonale wykształconych i z dobrych rodzin. Dziś opanowały ją dziwni ludzie albo wymachujący gumowymi penisami, albo pozujące pół nago, a przede wszystkim kłamiący w żywe oczy. Powołanie Polityka i Dziennikarza (przez duże P i D) to dziś taki sam archaizm jak sterowiec. Liczy się spryt, cwaniactwo, ilość a nie jakość. Chyba coś myśmy stracili, a nawet tracimy nadal. PS. Nie jestem fanem PiS, PO, SLD i in. W ten sposób pewnie narażę się wszystkim nie zdobywając sympatii z żadnej ze stron. Ale wolę być indywidualistą z własnym zdaniem niż bezbarwnym rzecznikiem jakiejś partii, która przecież już ma rzecznika!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka