Miejsce akcji: Katowice, miasto, które ma 300 tysięcy mieszkańców. Z najbliższymi przyległościami ponad pół miliona.
Czas akcji: wtorek, godz. 18,00 czyli przedsionek kolejnego, krótkiego-długiego weekendu.
Największe blokowisko w mieście. Parking pod marketem tak zapchany, że doliniarze wycinający dziury w damskich torebkach nie mają gdzie wsadzić swoich żyletek. Ci, którzy mieli farta i dostali się do środka pchają wózki zładowane po sufit.
Market tak wyczyszczony, że nie ma nawet ... ziemniaków!
Identyczna sytuacja w konkurencyjnym markecie kilka przecznic dalej. Parking zapchany, brak wolnych wózków, a w sklepie nie ma ziemniaków! I to w buraczano-ziemniaczanej republice!
Albo ludzie popadli w jakąś odmianę gorączki Nilu i uzmysłowili sobie, że gdy market zamknięty jeden dzień to pomrą z głodu albo... idzie wojna!
Ziemniaków nie kupiłem ale mam jeszcze trochę ryżu i kaszy. Schodzę do piwnicy, by zobaczyć co stoi na półkach... Może znajdę jaki karabin po dziadku z Wehrmachtu?
Jednym słowem: dramat.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)