Nie wiem co się dzieje ale Tusk się nie poci. Nawet jak jest trzydzieści parę kresek i w marynarce (kupionej za moje pieniądze) opowiada jakieś dyrdymały. Opowiadał dyrdymały wczoraj. Że za publiczne pieniądze ubierał żonę, bo jak reprezentuje to musi jakoś wyglądać. Ja mam żonę nauczycielkę. Bywa w kuratorium i w innych miejscach, i też musi wyglądać. I nigdy nie wpadło mi do głowy, by powiedzieć jej, że po pieniądze na kiecki, garsonki, etc. poszła do dyrektora szkoły...
Ale ja nie o żonie ale o Tusku. A ten to ma jednak szczęście. Nie jak ten dupek Neczas z Pragi. Bo pomyślcie co by było gdyby Tusk musiał stanąć przed kamerami i coś powiedzieć o ubieraniu kochanki...
A może jeszcze wszystko przed nami...?
PS. Ciekawe czy Kasia Tusk przytuliła parę groszy za profesjonalne doradztwo przy ubieraniu Małgorzaty Tusk? W końcu ma wszelkie kwalifikacje ku temu. Poza tym brat wie jak doradzać za pieniądze...



Komentarze
Pokaż komentarze