Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann
120
BLOG

Faszyzm krąży nad Europą

Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Widmo krąży nad Europą - widmo faszyzmu. Takie przekonanie żywię od dość dawna, a lektura dzisiejszego Newsweeka tylko mnie w nim utwierdziła. Wyczytałem bowiem, że w związku z tym, iż - wedle wyrażenia red. Moniki Rębały - na Starym Kontynencie odbywa się wielkie picie, państwa muszą wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce i położyć kres powszechnej degrengoladzie. Cytowane przez autorkę tekstu dane statystyczne rzeczywiście brzmią z pozoru dość makabrycznie, nadzwyczaj skutecznie generując atmosferę cywilizacyjnego alko-pandemonium. Ja ze swej strony śmiem jednak twierdzić, że, jak to zwykle bywa, gmin - tym razem dziennikarski - rozumowi bluźni.

Spójrzmy przeto na mapę Europy zamieszczoną na pierwszej stronie artykułu. Ma ona ilustrować horrendalnie jakoby wysokie współczynniki spożycia alkoholu w poszczególnych krajach UE. Liczby pojawiające się na tle terytoriów kolejnych państw informują nas, jaki odsetek respondentów napił się tam w przeciągu ostatniego miesiąca choć kropli alkoholu, a jaki przynajmniej raz zalał się na umór. Z grubsza biorąc, wartość pierwszego współczynnika waha się w okolicach 90%, drugiego zaś - około 10. Liderem spożycia jest natomiast Irlandia - z wynikami odpowiednio 90 i 26%. W mniemaniu red. Rębały czyni to mieszkańców Zielonej Wyspy rekordzistami absolutnymi - bo przecież 1/4 spośród nich regularnie upija się do nieprzytomności!!

Istotnie, fakt ten sprawia wrażenie niepokojącego. Do tego tylko wszakże momentu, gdy co bardziej przenikliwemu czytelnikowi przyjdzie do głowy, że oznacza to ni mniej, ni więcej jak to, że aż 3/4  słynących przecież z zamiłowania do ochlaju Irlandczyków przez 31 dni i 4 weekendy ani razu porządnie nie popiło! Śmiechu warte! Unia Abstynentów i jej smętne obyczaje - ot co!

Jeśli ktoś uważa, że przesadzam, to niezwłocznie pragnę zaznajomić go z przyjętą na potrzeby badań definicją picia na umór. Otóż jest to wypicie więcej niż 5 piw bądź tyluż drinków! O tym wszelako dowiadujemy się dopiero z dalszej części tekstu; okazała mapa wielkiego picia nic nam na temat operacyjnej definicji wyrażenia na umór nie mówi. Nawiasem: ciekaw jestem niesłychanie, jak naukowcy, którzy rzeczone badanie wymęczyli, nazwaliby konsumpcję - powiedzmy - 12 piw na raz. Piciem pozagrobowym?

Ja tu sobie pisu-pisu, a wspomniane widmo - zachęcane do działania przez pseudonaukowe miazmaty eurokratów i podległych im umysłowo dziennikarzy - panoszy się w rodzinnej Europie w najlepsze. Szczególnie dotknięta pijackimi wybrykami Anglia już przedsiębierze odpowiednio restrykcyjne środki zaradcze - obciąża się właścicieli nocnych pubów kosztami zwalczania przestępczości, ustala urzędowo minimalne ceny alkoholi. We Francji z kolei mamy szlaban na apertify, czyli plenerowe libacje z udziałem młodzieży. Spragnionych większej ilości przykładów deptania wolności odsyłam do artykułu - doprawdy, włos staje dęba!

Który to już raz państwa Europy rzucają swoich obywateli na kolana, by - także i za pomocą piór pożytecznych pismaków-idiotów - zaszczepić im strach przed rzekomym zagrożeniem i w imię obrony przed nim odebrać swobody? Który to już raz - za nasze własne pieniądze - usiłuje się nas chronić przed nami samymi? Ile razy jeszcze trzeba będzie tłumaczyć niepoprawnym lekkoduchom, że wolność nierozłącznie związana jest z odpowiedzialnością - i gdy tylko obywatele cedują na państwo tę drugą - poprzez zasiłki, obiadki, państwowe szpitale czy ubezpieczenia - stopniowemu zniesieniu ulega również pierwsza? Gdyby agendy państwowe nie brały na swoje barki konsekwencji utrzymania przy życiu kretyna, który wskoczył na bani do na wpół pustego basenu - jaka byłaby legitymacja dla reglamentacji jego wolności do rozwalenia sobie łba? 

Najwyższy czas powrócić do przesłania Fryderyka Hayeka - do wolności i odpowiedzialności. Tak, aby jeden z moich ulubionych bon-motów Janusza Korwin-Mikkego - Jeśli w wyniku własnej decyzji ginie człowiek – to jego prywatna sprawa. Jeśli ginie 10.000 ludzi – to jest to 10.000 prywatnych spraw – a nie «problem społeczny - stał się znów prawdziwy.


 

 

 


 

 

 

Student filozofii.Członek Ruchu Autonomii Śląska oraz Stowarzyszenia KoLiber. Górnoślązak z urodzenia i z przekonania. Libertarianin-minarchista.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości