Premier Donald Tusk intensywnie zabiega w Brukseli o zmianę metodologii liczenia polskiego długu. Chodzi o "statystyczne" włączenie do sektora publicznego środków zgromadzonych w OFE. W ten sposób obligacje skarbowe, będące w posiadaniu OFE, nie byłyby liczone jako dług skarbu państwa. Wówczas na papierze będzie wyglądać tak, jakby ich w ogóle nie było.
Co to zmienia? Ano to, że oficjalny dług państwa polskiego będzie sporo mniejszy i tym samym oddali się niebezpieczeństwo przekroczenia konstytucyjnego progu zadłużenia w wysokości 55 % PKB. A przekroczenie tego progu wymusiłoby drastyczne oszczędności budżetowe. Oczywiście, w ten sposób dług zmaleje jedynie wirtualnie, realnie nie zmieni się ani o złotówkę. Zobowiązania państwa nie spadną, koszty obsługi długu także nie.
Natomiast odsunięcie w czasie ryzyka przekroczenia progu ostrzegawczego pozwoli rządowi jeszcze przez dodatkowe kilka lat zadłużać się bez umiaru. Obserwując plany budżetowe rządu Tuska oraz tzw. wieloletni plan finasowy widzimy wyraźnie, że widmo przekroczenia oficjalnego poziomu zadłużenia Polski w wysokości 55 % PKB jest jedynym straszakiem, który zmusza rząd do jakichkolwiek wysiłków oszczędnościowych. Gdyby tę przeszkodę usunąć, rząd dalej będzie mógł budować "drugą Irlandię" (czy też raczej drugą Grecję).
Rząd koalicji PO-PSL nie chce i nie potrafi przeprowadzić żadnych koniecznych reform. Zamiast tego nasze zadłużenia wzrasta codziennie o ponad 200 mln zł. Rzeczywisty poziom zobowiązań dawno juz przekroczył wszelkie granice rozsądku (wg szacunków Instytutu Sobieskiego – od 220 % do 300 % PKB, wg specjalistów amerykańskich jeszcze więcej). Teraz próbuje sobie zapewnić alibi na okoliczność zbrodni zaniechania. Titanic nadal płynie niezakłócenie na spotkanie z górą lodową a rząd – zamiast zmienić kurs lub choćby ograniczyć prędkość – postanowił po prostu podgłośnić muzykę.
W tym wszystkim najbardziej żałosne jest uzasadnienie postulatu zmian – ma to być "nagroda" dla Polski za udaną reforme emerytalną. W rzeczywistości ani ta reforma nie taka bardzo udana, ani nagroda nieciekawa. Ale nie wątpię, że rząd odtrąbi w Brukseli wielki sukses, pochwali się, że polskie "reformy" zostały docenione a polska dyplomacja działa skutecznie. I tylko do katastrofy coraz bliżej... no ale wtedy Tusk będzie już pewnie pasożytował w Brukseli.
Tomasz Dalecki



Komentarze
Pokaż komentarze (2)