Dość często można usłyszeć, że państwo chce nas uszczęśliwiać na siłę, że chce dbać o nasze zdrowie, o nasze dobre samopoczucie i nie chce żebyśmy sobie sami robili krzywdę. Oczywiście faktem jest, że państwo chce różnych rzeczy, ale zupełnie nie rozumiem dlaczego ktokolwiek twierdzi, że państwo chce dla nas dobrze? Przecież to jest jakiś kompletny nonsens zakładający występowanie u rządzących niesamowicie rozwiniętego i niespotykanego w naturze altruizmu.
Czy kiedy widzicie idiotę na rowerze, jadącego slalomem między samochodami myślicie „Boże temu biedakowi może się coś stać”? Sądzę, że częściej wkurzacie się, że gość Wam przeszkadza, może doprowadzić do wypadku, co w dalszej kolejności może oznaczać jakieś kłopoty i generalnie macie go za kompletnego kretyna, zaś to, że ktoś może go rozjechać macie gdzieś (tak długo jak długo to nie Wy będziecie tym rozjeżdżającym). To jest jak najbardziej zdrowe – w pierwszej kolejności myślimy o sobie i swoich najbliższych, a inni przeważnie średnio nas interesują. Skoro wszyscy zdajemy sobie sprawę (a przynajmniej powinniśmy zdawać sobie sprawę) z tego, że nie ma sensu liczyć na to, iż inni będą mieli nas i nasze potrzeby na względzie, czemu w ogóle bierzemy pod uwagę, że być może w przypadku osób uchwalających przepisy jest inaczej?
To czy faktycznie ktokolwiek wierzy w dobre intencje polityków jest nawet mniej istotne od tego, że w dyskursie zdecydowanie zbyt często pojawiają się określenia typu: „państwo chce decydować o tym, co jest dla mnie dobre, wbrew mojej woli”, „państwo chce na siłę dbać o moje zdrowie”, itd. Jasne jest, że państwo ma moje zdrowie, moją emeryturę czy moje wykształcenie „w głębokim poważaniu”. Dlaczego więc zamiast zastanowić się jakie są prawdziwe przyczyny ustanawiania takich czy innych przepisów mówi się o dobrych intencjach prawodawcy? Przecież ze stwierdzenia, że zakazując palenia w miejscu publicznym państwo dba o zdrowie obywateli, nawet wtedy, gdy oni tego nie chcą nierozerwalnie wynika, że jednak państwu zależy na tym, by obywatele mieli się dobrze, a więc ma dobre intencje, tylko wykonanie szwankuje. A czy faktycznie rządzący mają dobre intencje?
Jest to moim zdaniem teza bardzo dyskusyjna, zaś jej przyjęcie ma wcale niebagatelne skutki. Po pierwsze, jeśli będziemy mówić głośno, że państwo chce dobrze wprowadzimy ludzi w błąd. A nade wszystko tak naprawdę wywołamy wrażenie, że być może państwo jest w stanie zatroszczyć się o obywatela – bo jeśli intencje są dobre, to wystarczy popracować nad wykonaniem i wszystkim nam się będzie żyło lepiej: będziemy zdrowsi, lepiej wykształceni i ogólnie szczęśliwsi. Innym jeszcze problemem jest to, że takie przedstawienie sprawy powoduje, że nie szuka się innych przyczyn absurdalnych i ograniczających wolność regulacji. A dość często można by znaleźć znacznie bardziej prawdopodobne powody dla nowych pomysłów aniżeli niezwykły altruizm rządzących. Czy jednak nie byłoby lepiej (i propagandowo znacznie skuteczniej) przyjrzeć się co się tak naprawdę za nimi kryje?
Anna Grabińska



Komentarze
Pokaż komentarze (2)