Choć oczy wszystkich kamer telewizyjnych dziś nie są skierowane na strajk w kopalni Budryk, tak jak to miało miejsce w czasie „białego miasteczka” pielęgniarek, to możemy w gazetach poczytać trochę o przyczynach całego zamieszania. Na początku grupka związkowców z licznych związków zawodowych działających na terenie kopalni, postanowiła powalczyć o szczytnie sprawę tzw. „godną płacę”. Domagali się jak największego zbliżenia płacy do tej obowiązującej w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, z którą szef podupadającej kopalni chciał się wkrótce połączyć. Z czasem do grupy kilku dołączyli następni, żądając wyższych płac i narażając kierownictwo kopalni na straty 1 mln zł dziennie. Co dla zarządu kopalni, w której finansach się nie przelewa, może stanowić, niemały gwóźdź do trumny.
Mnie osobiście dziwi ilość związków zawodowych, jaka działa na terenie jednej kopalni. Jest wśród nich jeden związek szczególnie istotny – sierpień 80, którym przewodzi klika komunistycznych bumelantów, o wyraźnie marksistowskich poglądach. Jak przytomnie zauważył Paweł Poncyliusz b.wiceminister z PiS, sensem istnienia takich związków zawodowych jest możliwość zrobienia od czasu do czasu zwyczajnej rozpierduchy, po to, aby trwać dalej niezagrożonym na związkowych stołkach. Ich rola sprowadza się do wzniecenia buntu parę razy w roku, aby pokazać górnikom z dołu – działamy. Sami tworzą oś swojej działalności wokół spraw związkowych, zjeżdżając na dół kilka razy w roku. To dość cyniczne robić własny biznes na ciężkiej pracy kolegów, których później judzą i buntują przeciw zarządowi kopalni, sami ustawiając się w roli lokalnych kacyków, którzy dzięki swojej działalności wchodzą w układy z władzami miast i gmin. Związki jakoś nie działają na rzecz bezpieczeństwa w kopalniach składając donosy do odpowiednich urzędów państwa, a o częstym braku jego, dowiadujemy się po kolejnej tragedii na Śląsku.
Takie działania oprócz strat finansowych prowadzą do anarchii na kopalni, coraz większej niesubordynacji pracowników, a co najgorsze do przejmowania kontroli nad zakładem pracy przez związki zawodowe. To rodzaj niebezpiecznej związkokracji, gdzie decyzję spoczywające w gestiach zarządu spółki i jej szefa, zaczyna podejmować grupka kilku awanturników ze związków zawodowych, doprowadzając do chaosu organizacyjnego. Gierek minął panie i panowie abyśmy mieli godzić się wpierw na podwyżki dla górników z naszych pieniędzy, po to aby za pół roku zapłacić wyższy rachunek za światło, bo sektor węglowy jakoś musi zminimalizować straty !
Dziś większość związków zawodowych to coraz bardziej widoczna patologia, która przypomina różne sitwy, dbające li tylko o swoje interesy. Koniecznie trzeba coś zrobić w polskim systemie prawnym, bo liderzy wielu związków zawodowych doprowadzili nie jedną firmę na skraj bankructwa. Czas ukrócić tą patologiczną związkokrację, również w imieniu zwykłych, uczciwych górników.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)