Niewolnictwem dla Hayeka jest socjalizm i sektor państwowy, natomiast wyzysk u prywatnego przedsiębiorcy to jego zdaniem upragniona wolność. Wszak świat małych prywatnych firemek pozbawionych związków zawodowych to nowy, wspaniały świat dla przedsiebiorców wolnych od związków zawodowych, ale za to ze zniewolonymi pracownikami. Wszak, wg Hayeka, owi pracownicy są wolni. No, tak mogą sie zwolnić i wolna droga, pójść na bezrobocie, a jeśli pracowali dłużej niż rok mogą nawet dostać zasiłek, ale w wielu wypadkach zasiłek to mit, a Hayek nie jest zwolennikiem zasiłków, bo to niewolnictwo dla ludzi. Niewolni bezrobotni, którzy otrzymują zasiłek od państwa i nie chcą iść do prywatnego przedsiebiorcy. Chcą jedynie podtrzymać ten swój niewolniczy system zasilków... i swe uzaleznienie od państwa.
Państwo niewolnicze zakłada ludziom kajdany biurokracji kontrolując prywatne firmy i warunki pracy. Państwo niewolnicze to takie, w którym zwiazki zawodowe zmuszają pracowników, aby ci przystapili do nich. Zniewalają niezależnych przedsiębiorców organizowaniem pracowników i wpychajac swoje łapska pomiędzy kontrakt dwóch wolnych osób: pracownika i pracodawcy. Tako rzecze Hayek.
Bo dla Hayeka, pracodawca i pracobiorca są równi, nawet jeśli jeden z nich zarabia jeden milion a drugi z nich nie miał nigdy pracy i po raz pierwszy ubiega sie o jakąkolwiek robótkę. Kwestie materialne nie grają roli. Pracodawca pluje na pracownika, bo ten źle wykonał swoje zadanie. Nie może ten drugi zgłosić tego do służb czy inspekcji pracy, bo w wolnorynkowym państwie Hayeka takich nie ma bądź działają one tylko formalnie, lecz nie faktycznie. Bo dla Hayeka liczy się forma, a nie materia. Materializm źle widzi Hayek, krytykuje nie tylko marksizm, ale wszelką materialną pomoc udzielaną słabszemu przez zorganizowane państwo, samorząd i podobne instytucje. Dla niego liczy się forma, nie treść (materia), bo dla niego to materialzm czy marksizm, którego on zwalcza. Dla Hayeka ważna jest wolność, oczywiście formalna wolnosć, a nie ta faktyczna. Pracownik moze iść do pracy, ale nie wolno mu się organizować. Firmy mogą się organizować w monopole, mimo że monopole często Hayek deklaratywnie atakuje, po to, aby pokazać, jakim to on przeciwnikiem panstwa jest. Ale wara państwu od firm, które się łączą, jest to po prostu kontrakt niezależnych jednostek. Stowarzyszenie razem działających osob w obronie własnych praw pracowniczych natomiast dla Hayeka takim kontraktem już nie jest. Pracownik moze gadać z pracodawcą tylko sam na sam, nikt go nie może chronic i ubezpieczać, za to państwo winno chronić firmy przed związkami zawodowymi. Oto istota Hayekizmu - nierówność. Nierówność czyli to, co Hayek nazywa równością, bo dla niego równosć to formalna równosć, a nie faktyczna, zwłaszcza jeśli ma wymiar materialny.
Pracodawca z milionem i pracownik zgłodniały są dla Hayeka rownymi sobie. Równymi w tym sensie, że mogą się dogadać, ale finał transakcji nie jest przesądzony. Bo mogą się nie dogadać. Bo może być tak, jak było, a oni i tak sobie pozostaną równi. Równi na wieki? Tak, ale tylko w myślach Hayeka.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)