Niewiele osób przyznaje sie do poglądów antyrynkowych. Niewiele osób zauważa, w jaki sposób wolny rynek przyczynia się do wyparowania sił milionów istnień ludzkich, marnotrawstwa gospodarczego, biedy i wyzysku. W poniższym tekście zasygnalizuję największe problemy, jakie wiążą się z istnieniem wolnorynkowego kapitalizmu. Dlaczego jest on niefunkcjonalnym rozwiązaniem gospodarczym i dlaczego winniśmy go znaczaco przekształcić? Ten tekst będzie właśnie o tym.
Po pierwsze, wolny rynek generuje okresowe i silne tąpnięcia gospodarcze, kryzysy, recesje i depresje. Wynika to głównie z powodów spekulacyjnych. Najpierw istnieje nietamowana przez rząd bardzo dobra koniunktura, która staje się okazją do spekulacji, zwłaszcza jeśli chodzi o nieruchomości i aktywa finansowe, a następnie, gdy kończą się fundusze do wykonywania dalszych spekulacji, nastepuje gwałtowny zwrot sytuacji i masowe opuszczanie burty przez wszystkich uczestników. Wolnorynkowy kapitalizm stale generuje kryzysy i jak pokazała historia, nie potrafi on sobie z nimi poradzić. Jedynym remedium pozostaje interwencja państwa lokalnie lub jakaś większa i bardziej skuteczna próba walki z dekoniunkturą na poziomie kontynentalnym (np. Unia Europejska) czy globalnym. Proponowane rozwiązania nie zawsze jednak idą w stronę logiki osłabiania rynku, lecz dodatkowo często wzmacniaja logikę rynku, mimo administracyjno-biurokratycznego charakteru takich posunięć (najlepszym przykładem jest Unia Europejska, która zmusza rządy do cięć budżetowych, podobnie jak czynią to firmy, które redukują zatrudnienie. Wzmacia to recesję. Unia Europejska nie jest socjalistycznym biurokratyzmem, jest niestety natomiast biurokratyzmem w imieniu wolnego rynku, wzmacniającym tendencje w duchu zwiekszenia logiki wolnorynkowej w oddziaływaniu na społeczeństwo.
Po drugie, wolny rynek to system, w którym żywiołowość procesów podminowuje planowanie na długa skalę. Ot choćby, ostatnie efekty recesji gospodarczej w krajach bałtyckich, skutecznie podminowały środki, które w ramach Unii Europejskiej sa generowane w celu wywoływania długotrwałego i planowanego rozwoju inwestycji publicznych. Niestety, ostatnie dwa lata to próby nacisku duzych i bogatych państw Europy Zachodniej, na to, aby ten niewielki, planowy i prorozwojowy, a takze prospołeczno-interwencjonistyczny projekt ograniczyć, a poszerzać nadal funkcje związane z funkcjonowaniem wolnego rynku.
Po trzecie wolny rynek to system, gdzie stale istnieje bezrobocie, a w sytuacji kryzysów gospodarczych, bezrobocie to przybiera ogromne rozmiary. W wielu krajach, zgodnie z instytucjonalną (urzedową) logiką, dopasowaną do wolnego rynku, nie istnieje system zasiłów ani system moblizowania do zatrudnienia osób bezrobotnych albo wręcz jest on bardzo znikomy. Taka właśnie sytuacja panuje w Polsce, gdzie rząd, zgodnie z logiką cięć jako wolnorynkowej logiki pogłębiania recesji (w polskich warunkach przede wszystkim na rynku zatrudnienia) w celu wywołania boomu po recesji (bo w wolnorynkowym systemie nie jest ważne długotrwałe i planowe nadrabianie zaległości wobec świata rozwinietego, lecz wykorzystywanie recesji do obniżki cen aktywów w celach spekulacyjnych, aby potem zyskac w czasie boomu) ogranicza pieniadze na aktywne programy rynku pracy, jak i zadowala ponad 80% bezrobotnych jakimkolwiek brakiem dochodu.
Po czwarte, wolny rynek to system marnotrawczy. Istnieje wiele małych firm, które krótko istnieją, bo osiągają niewielkie zyski i szybko popadają w kłopoty ze względu na konkurencję z większymi i mniej nastawionymi na żywioł (a bardziej nastawionymi na planowanie) dużymi przedsiębiorstwami, często korporacjami. Korporacje mają całe sztaby prawników i ekonomistów, a urzędników mogą łatwo przekupić i zawojować cały rynek. Nie chwalmy więc małych firemek, bo to wieczne nerwy dla ludzi, którzy je tworzą, którzy musza być drapieżni, a swoich pracowników wyzyskiwać, aby samemu przetrwać. Wolny rynek to system, gdzie człowiek staje się zwierzęciem, zwłaszcza zaś drobny przedsiebiorca, jego pracownik zaś robakiem. Obaj stłamszeni przez rzeczywistość stale odczuwają niechęć i nienawiść do innych ludzi, mają złe relacje z innymi, odczłowieczają rodzące pracownice, itp. To już lepsze bywają zorganizowane korporacje, które, jeśli są kontrolowane przez państwo, choćby tylko na zasadach ustawodawstwa socjalnego, pracowniczego i kontroli, mogą wyświadczyć ludzkości o wiele większe przysługi niż jakiś mały warsztat pracy, w którym narobić się trzeba dużo, ale człowiek dużo nie zarobi, a jego niechęć do ludzi i polityki spadnie, wraz z kapitałem społecznym, który on reprezentuje. Małe zakłady pracy mają sens tylko w ramach rozwinietego kapitalizmu interwencyjnego, gdzie bedą mogły kooperowac z duzymi przedsiebiorstwami, najlepiej z krajowymi (a te z kolei z dużymi zagranicznymi korporacjami) i przy funkcjonowaniu dobrze rozwinietego systemu socjalnego bądź subsydiów, które będa taskie firmy stawiać w lepszej sytuacji w stosunku do większych firm.
Po piąte, wolny rynek to niekontrolowane wzrastanie dysproporcji dochodowych i majątkowych. To sytuacja, w której, jeślki jesteś bogaty, możesz inwestować w fundusze inwestycyjne o stosunkowo duzych stopach zwrotu, a gdy jesteś biedny, to nie możesz nawet założyć depozytu bankowego. To sytuacja, kiedy jesteś młody i czekasz na pracę albo pracujesz na umowie-zleceniu za wynagrodzenie mniejsze niż oficjalnie minimalne wynagrodzenie. Jesteś psem liżącym jaja pracodawcy. Wykonujesz to, co on ci każe. Uciec nie możesz, chyba że w jeszcze większą nedzę. Socjalu nie ma, by zmusić ludzi do pracy za byle wynagrodzenie. Gdyby socjal był, postawa pracodawcy nie byłaby już tak pańska, musiał by więcej negocjować niż po prostu rozkazywać. Nawet w bogatym kraju wolnorynkowym typu Hongkong czy Singapur nie zaznasz szczęścia. Logika wolnorynkowa podobna tam do tej z Europy Wschodniej, co skutkuje podobnie niskim jak tu, poziomem szczęścia i niską dzietnością jako pochodną tego braku szczęścia.
Po szóste, wolny rynek to w stosunkowo rozwiniętym społeczeństwie, bardzo niska dzietność i depopulacja społeczeństwa, a także tendencje do emigracji gdzieś, gdzie dochody są wyższe lub system socjalny jest lepiej rozwinięty (z Europy wschodniej do Zachodniej i Północnej). Człowiek jest wiecznie niepewny i nieufny wobec ludzi, więc jak ma zbudować rodzinę. W dodatku musi jeszcze jeździć za pracą po całym świecie lub też pracować na krótkich, okresowych umowach cywilnych (umowy śmieciowe), pomoc socjalną dostanie tylko wtedy, gdy odpowiedni urząd bedzie miał na ten cel pieniadze, zresztą zwykle niewielkie.
To jest wolny rynek, wad ma multum, a zalet to można sie doszukać, ale głównie dla tych, którzy mają na tyle dużo pieniędzy, aby spekulować nimi i znacznie je pomnażać. Zalety są dla zarządzających nim, głównie w dużych i miedzynarodowych firmach, choć jako tako nie sa ono złem. Są one złe właśnie w takim wolnorynkowym systemie, jaki tu mamy. I nie pomoże wzywanie korwinistów, że to socjalizm (bo dla nich biurokracja to socjalizm) i że trzeba budowac utopię kapitalistyczno-wolnorynkową. Ich system byłby jeszcze gorszy niż współczesnie funkcjonujący z powodu ich większego dogmatyzmu gospodarczego.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)