Strefa Wolności
"Jeżeli człowiek jest wewnętrznie wolny, może być także wolny w każdej sytuacji, nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach". Tadeusz Gadacz
4 obserwujących
9 notek
3876 odsłon
  674   1

„Nasze” złoża i „nasze” emerytury - jak odrobić dług ukryty z ukrytych bogactw

Nie-nasz ból głowy

Pewnie wielu forumowiczów nie będzie chciało przyjąć do wiadomości, że nasz dług emerytalny jest prawie 1,5 razy większy niż produkt krajowy brutto naszej nieszczęśliwej Ojczyzny. Dla niedowiarków przytoczę dwie podstawowe figury, które opisują tę niekomfortową sytuację. W 2020 roku PKB Polski wyniosło 2 317 miliardów złotych (dane GUS), z kolei dług emerytalny wynosi według wstępnych szacunków tej samej instytucji za ten sam rok około 3,2 biliona złotych. Kto nie czuje dyskomfortu robiąc pospieszne obliczenie na kalkulatorze tych potężnych liczb powinien się w pierwszej kolejności obejrzeć na każde dziecko, każdego młodego człowieka. I niech pomyśli o każdym dziecku, które się właśnie rodzi, albo narodzi się w przyszłości. To one, gdy dorosną będą się zmagać z tym, co do nas nie dociera. A nie dociera, bo przecież jest dobrze, bo przecież jest fajnie, ale tylko nam. Kolejne pokolenia czeka bieda, która będzie szczególnie doskwierać na emeryturze. Tak wiem, wielu powie, że już teraz emeryci są biedni. To jest powszechne i nie neguję tego. Wyobraźmy sobie, że nasze dzieci i wnuki będą jeszcze biedniejszymi emerytami. 

Nie jesteśmy szejkiem z Arabii

Za brakiem naszej odpowiedzialności, brakiem rozliczania polityków za luki podatkowe, za rozdawnictwo, nasze dzieci, wnuki, dzieci, które się już zrodziły i jeszcze czekają na pojawienie w tym świecie, będą na starość zupełnymi pariasami. Gospodarka się rozwija, pieniądze w kieszeni są – co z tego, że zżera je inflacja, co z tego, że niedługo będziemy napychać kiesy Sobieskimi na koszt kolejnych pokoleń. Poza tym mamy przecież sytuację nadzwyczajną, ratujemy gospodarkę, ratujemy życia przed znanym już wszystkim wirusem. Nie ma więc powodów, aby zarzucać obecnej ekipie rządzącej, że w wydawaniu i zadłużaniu przybiera rozmach arabskiego Szejka. Mechanizm psychologiczny nagrody, który każdy ma w mózgu przecież sprawia, że trudno oprzeć się czyjejś hojności. Chwileczkę! Ale szejk ma przecież ropę. Może więc szastać pieniędzmi jeszcze przez kilka dekad, a może i dłużej. Jeszcze jego synowie odziedziczą to pole naftowe. A nam co zostało?

Polskie kopalnie - ogólnie

Spójrzmy na nasz mizerny sektor wydobywczy. Górnictwo węgla kamiennego, z wyjątkiem prywatnych zakładów dogorywa. Wina to służalstwo niektórych polityków, którzy przebijają sobie drogę do dalszej międzynarodowej kariery i wygaszają wydobycie węgla, chociaż obiecano zupełnie co innego. Dlaczego górnicy zgodzili się na koniec wydobycia do 2049 roku. No ich też kolejne pokolenia nie obchodzą? Górnictwo miedzi: piękne obroty niezłe zyski, ale większość zżera podatek miedziowy, który od czasów PO finansuje różne budżetowe hulanki. Nie wypaliła internacjonalizacja biznesu w Kanadzie i Chile. Bardzo ciężko jest też z kolejnymi koncesjami wydobywczymi. Kolejna sprawa to duża zależność od giełdowych cen miedzi. Na razie w miedzi może pojawić się taki problem, że damy zarobić (a konkretnie rząd płacąc naszymi pieniędzmi) w arbitrażu zagranicznym koncernom, który odmówiliśmy w jakiś sposób (pójście naprzód z koncesją, zablokowanie przedłużenia, zablokowanie rozbudowy) i jak wiadomo będą one domagały się wielomiliardowych odszkodowań. Już to powinno zmusić do poszukiwania jakiegoś rozsądnego resource-mix, czyli dywersyfikacji wydobycia poprzez rozszerzenie rodzajowe (więcej różnych kopalin). Na dodatek, jak widać mamy zalążek problemu z przyszłością wydobycia węgla brunatnego. Jeszcze trzymają się kopalnie soli. Na chwilę obecną najlepiej prosperuje u nas wydobycie piasku i żwiru, które są surowcami ogólnodostępnymi, są wykorzystywane w krótkim łańcuchu logistycznym, więc nie są konkurencją dla zagranicznych molochów wydobywczych. Z tego jednak nie da się budować ekonomii, ani jej przyszłości. Także górnictwo prywatne węgla kamiennego nie będzie, gdyż, co prawda wypracowuje nadwyżkę finansową, ale to jest kropla w morzu potrzeb. Coś co może pomóc w dość wąskiej ekonomii lokalnej.

Grabmy surowce, zamiast obywateli.

Co jeszcze rządzący mają w zanadrzu? Grabienie własnych obywateli jest ulubioną praktyką od końca lat dziewięćdziesiątych i początku XXI wieku. Nie będę tutaj bronił samych przedsiębiorców. Chciałbym uświadomić – o ile się da liczyć na logikę – że grabienie obywateli odbywa się nie tylko przez podatki, które płacą . Grabi się nas przez inflację, ponieważ idąc do sklepu płacimy więcej, a z tym płacimy wyższe kwoty VAT. Grabi się nas przez podwyżki cen gazu, benzyny, ropy, oleju napędowego, rośnie akcyza, rosną podatki i opłaty lokalne, chociażby już osławione opłaty śmieciowe. Nawet nie trzeba podnosić podatków dochodowych czy VAT, by obywatel miał mniej w kieszeni i z dużym prawdopodobieństwem cieszył się, że mamy taki dobry rząd, który nawet w tak trudnej sytuacji nie podnosi podatków. No cóż, podnosi co innego. Obecnie brakuje nam 80 groszy na litrze do cen benzyny 95 w Niemczech. Doganiamy wreszcie Niemcy, tylko nie tak, jak byśmy chcieli. Opłaty śmieciowe to kabaret, którego nie będę rozbijał na czynniki pierwsze. Pieniądze, których nam brakuje są pod ziemią, albo pod dnem, jak w Norwegii. Ale na razie łatwiej jest je ukraść z naszej kieszeni, niż narazić się UE, Niemcom, Amerykanom i jeszcze innym graczom, którzy skutecznie rozgrywają nad Wisłą swoje własne gierki.

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka