Strefa Wolności
"Jeżeli człowiek jest wewnętrznie wolny, może być także wolny w każdej sytuacji, nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach". Tadeusz Gadacz
8 obserwujących
12 notek
4731 odsłon
  296   1

"Nie patrz w górę" - sprytny test psychiki i inteligencji społecznej

Wrażenia w trakcie i po filmie.

Najpierw zobaczyłem trailer, który wydał mi się interesujący, ale jak zwykle mam odrobinę rezerwy do trailerów, bo te często są wyselekcjonowanym materiałem pokazującym najlepsze sceny z filmu - dosłownie. Potem obejrzałem "Nie patrz w górę", nawet nie wyszedłem sobie zrobić w trakcie kawy herbaty, ani sięgnąć po ciastko (wszystko mam zwykle przygotowane "przed"), bo był to bardzo interesujący i celny film. Poza tym uważam, że jest to świetna komedia. Nie ma w niej wymuszonego humoru, żadnych wymuszonych "fuck", "let's smoke some weed", żadnego latania na golasa po murawie i innych denerwujących wstawek, których celem jest to, że skoro reżyser to wymyślił, to my mamy się śmiać. 

Świetna gra aktorska wszystkich, których znam: Leonardo di Caprio, Jennifer Lawrence, Meryl Streep, Jonaha Hilla, Marka Rylance'a i Cate Blanchett . Dodałbym jeszcze Arianę Grande, ale dziunia nie musi grać dziuni, ona nią jest. Uderza sposób w jaki film przedstawia współczesność, w jakiej się znajdujemy i jak wiele diagnoz jest postawionych. Nie wiem czy jest tutaj celowość czy przypadkowość tego wszystkiego, czy zostało to przygotowane w sposób zamierzony czy film pokazał za dużo.

Mówią nam co myśleć.  

Lewicowe i mainstreamowe media zajęły się własną interpretacją kto jest kim w tym filmie. Czyli tworzeniem gotowej informacji do myślenia i żebyśmy nie zastanowili się czy przypadkiem film nie ma innych znaczeń. Postać grana przez Jennifer Lawrence według np. Wyborczej jest ucieleśnieniem Grety Thunberg. Tak głupie porównania to w ich przypadku codzienność. Kate Dibiasky, bo tak się nazywa postać grana przez Lawrence, jest prawdopodobnie najbystrzejszą ze studentek profesora astronomii i astrofizyki granego przez DiCaprio. Jest uparta, bystra i kompetentna, może niezbyt stabilna emocjonalnie, ale nie można jej ująć w ten sposób grama kompetencji, poza medialnymi. Greta Thunberg to dziecko, które zostało wystawione przez sprytnych rodziców, którzy już liczą miliony wpływów ze sprzedaży książek i wykładów. Dziecko, które nie ma nic do powiedzenia poza tym co ma napisane na kartce i kilkoma bluzgami ("nie możemy k...wa dłużej czekać, zniszczcie gospodarkę, bo emitujemy za dużo tego .... gazu"). Gdzie Grecie do Kate Dibiasky? 

"Don't look up" - państwo kontra korpo. 

Nie chcę analizować postaci po postaci, ale bardzo ciekawa jest relacja między panią prezydent a szefem korporacji. Tutaj przydałoby się kilka uwag. Przede wszystkim to szef korpo grany przez Marka Rylance'a dyktuje warunki prezydent. To ona jest na jego skinienie. Gdy tylko tej pozorny fajtłapa podnosi na nią głos ona idzie szybciutko na ubocze, aby zaspokoić jego potrzebę rozmowy. Dalej jest wielka operacja w kosmosie wymierzona w asteroidę. Co ciekawe do misji na asteroidzie posłużyły zasoby nie państwa, tylko korporacji, która miała nadzieję na wzbogacenie się dzięki wydobyciu znajdujących się w skale drogocennnych minerałów. To nieważne, że odłamki asteroidy spadłyby na Ziemię i zabiły miliony ludzi. Tutaj zaczyna się prawdziwa narracja filmu i pokazanie w jakich czasach żyjemy i będziemy żyć. Państwa są słabsze niż korporacje, głowy państw są lokajami prezesów korporacji. To korporacje dyktują co ma być przyszłością, modą czy właściwym sposobem myślenia. Wystarczy do tego opinia wielkiego wizjonera, który jest traktowany jak szaman i wyrocznia w jednym. Nie sposób nie porównać postaci Petera Isherwella, granego przez Rylance'a  do Billa Gatesa czy Elona Muska. Ci wizjonerzy także zdobywają umysły ludzi, dzięki sprzedawaniu publiczności pomysłów, które przyczynią się do ich własnego wzbogacenia, albo pomysłów wręcz szkodliwych społecznie i ekonomicznie. Wszystko to jest możliwe dzięki opakowaniu ich we właściwy błyszczący papierek. Z drugiej strony porażająca jest naiwność, głupota społeczna i nieumiejętność odróżniania prawdy od kłamstwa. 

Prawda o nas, którą większość ma gdzieś. 

"Nie patrz w górę" pokazuje wielkie absurdy działania coraz bardziej zlanej wewnętrznie tkanki społeczno-technologicznej. Ludzie nie akceptują faktów, fakty nie są ważne. Ważne jest to, w jaki sposób zostaną one przedstawione w mediach, w ulubionej stacji przez ulubionych uśmiechniętych reporterów. Wszystko to okraszone humorem. Jak nie uwierzyć przebojowemu reporterowi, który do tego dorzuca żarcik: "Jak duża jest ta kometa? czy jest szansa, aby spadła na dom mojej byłej?" Jak mu nie uwierzyć. Publiczność, która wierzy i klaszcze takiemu reporterowi to my: nie odróżniamy prawdy od kłamstwa, wierzymy w narracje, a nie w fakty, wierzymy w to co wygodne i miłe, nie kłopoczemy się - w większości - jakimiś złowróżbnymi prognozami. Cieszmy się, bawmy się, korzystajmy i konsumujmy. Takie jest społeczeństwo w "Nie patrz w górę". A media i analitycy z zadowoleniem patrzą, jak dobre i emocjonujące przekazy utrzymujące w kłamstwie podnoszą audience (słupki oglądalności rosną), a dane przygnębiające, choć prawdziwe zniechęcają odbiorców do oglądania czy słuchania. 

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura