0 obserwujących
26 notek
22k odsłony
1335 odsłon

Rządu walka z kibicami

Wykop Skomentuj2

 

Kibole czy kibice?

"Kibic - zwierze, fani – chuligani"... Ta ironiczna przyśpiewka, którą intonują kibice jadący na mecze swojej drużyny stała się ostatnio motywem przewodnim działań rządu i niektórych mediów. Premier Tusk ogłosił, że „kibole” będą zwalczani z równą determinacją, co dopalacze. Kibiców, którzy nie zważając na pogodę i tragiczny stan polskich stadionów od lat przychodzą na mecze by wspomóc mizernie grających piłkarzy, nazywa się bandytami. Zwykły obywatel czytając rankiem „Gazetę Wyborczą” dochodzi do wniosku, że zamieszki na stadionach to codzienność. Zadymy, kradzieże, demolka, brakuje tylko gwałtów... Znane do niedawna słowo „kibic” zniknęło z dziennikarskiego słownika. Ukonstytuował się medialny podział na „kiboli” i zwykłych, spokojnych Polaków, którzy z racji grożącego im niebezpieczeństwa na mecze oczywiście nie chodzą...

Mnie, którego ojciec zabrał na pierwszy mecz w wieku lat 12 powyższy stereotyp denerwuje od dawna. W mediach próżno szukać informacji o akcjach charytatywnych przeprowadzanych regularnie przez kibicowskie Stowarzyszenia. O pomocy dla weteranów Powstania Warszawskiego, organizowanej przez kibiców Legii Warszawa. Milczy się, kiedy w rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego kibice Lecha organizują patriotyczny pochód. Prawdopodobnie nikt nie usłyszałby o transparencie „Chwała obrońcom polskości” przygotowanym przez kibiców Lechii Gdańsk w rocznicę sowieckiego najazdu na Polskę, gdyby nie fakt, iż klub dostał za niego karę 5 tysięcy złotych, a sprawę poruszyła część polityków... Oczywiście problem chuligaństwa istnieje, ale stosowanie odpowiedzialności zbiorowej i demonizowanie środowiska kibiców jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Na stadionach znaleźć można przedstawicieli wszystkich grup społecznych, od bezrobotnych po profesorów wyższych uczelni. Sektory rodzinne są pełne małych dzieci, a każdy kibic wie, że fajną dziewczynę na pierwszą randkę warto zabierać na mecz.

 

Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice”

Fałszywy wizerunek kibica-bandyty utrzymuje się w mediach od lat. Jednak skąd tak nagłe zainteresowanie stadionowym życiem wśród rządzących? W środowisku kibicowskim już od jakiegoś czasu widać było wzmożone działania PZPN, Komisji Ligii i polityków, mające na celu utrudnienie życia fanom. Nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych wprowadzająca tzw. klubowe zakazy stadionowe (nakładane przez klub, bez sądu), wyroki w zawieszeniu za odpalenie rac, czy „spektakularne” akcje policji, jak z ta roku 2008, kiedy zatrzymano752 kibiców Legii idących spokojnie przez Warszawę na mecz z Polonią... Silna potrzeba znalezienia kolejnego po dopalaczach i wojnie o krzyż tematu zastępczego, którym można by przykryć nieudolność rządu i brak jakichkolwiek reform została przez kibiców dostrzeżona. W trakcie kwietniowych rozgrywek ekstraklasy i niższych lig wywieszono transparenty o wymownej treści „niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice”. Oczywiście prawie wszystkie kluby, które zdobyły się na krytykę władzy zostały finansowo ukarane przez Komisję Ligi...

Wygląda na to, iż po zeszłotygodniowej decyzji o zamknięciu stadionów Lecha i Legii konflikt na linii kibice – rząd rozpocznie się na całego. O kuriozalności decyzji wojewodów świadczy fakt, iż oba kluby zostały ukarane mimo tego, że nie były organizatorami spotkania, mecz był w Bydgoszczy, a zamknięte obiekty są jednymi z najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych w Polsce. Precedensem jest to, iż decyzja w tej sprawie po raz pierwszy została podjęta na szczeblu administracji rządowej. Ponadto nigdy wcześniej żaden premier nie wypowiadał się o kibicach w tak negatywny sposób. Czy kolejna propagandowa akcja PO zakończy się wizerunkowym sukcesem? Jestem przekonany, że nie.

 

Tusku matole Twój rząd obalą kibole”

Ruch kibicowski ostatnich lat jest żywym przykładem oddolnego, spontanicznego działania, którego partie polityczne i media nie są w stanie kontrolować. Na mecze przychodzą ludzie inteligentni, którzy mają swoje zdanie, wyznają określone wartości i nie zamierzają dać się ocenzurować. Próbował już Mariusz Walter w Warszawie, który chciał pozbyć się najzagorzalszych kibiców ze stadionu. Jego działania doprowadziły do sytuacji, w której prawie przez dwa lata Legię przychodziło oglądać 3 tysiące osób. Brak atmosfery i głośnego dopingu nie pomagał słabo grającej drużynie. Klub bez kibiców nie jest w stanie przetrwać. Pokazały to przykłady Amiki Wronki i Groclinu Grodzisk Wielkopolski, które mimo pieniędzy nie potrafiły osiągnąć znaczącego sukcesu upadły.

Stadion jest miejscem, w którym młodzi ludzie, żyjący w świecie postpolityki i kiczu odnajdują wartości takie jak honor, duma, czy wierność. Stowarzyszenia kibiców dają im możliwość samorealizacji. Na wielogodzinnych wyjazdach tworzą się przyjaźnie na lata, a sympatie do danej drużyny przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Zamykanie stadionów, kary za transparenty, flagi czy „nieodpowiednie” przyśpiewki są drogą donikąd. Cenzura rodem z PRL i medialna propaganda przyniosą odwrotny skutek. Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie rząd straci poparcie. Aby na stadionach było jeszcze spokojniej, potrzebne jest współdziałanie klubów, PZPN, polityków (którzy powinni tworzyć dobre prawo) i wreszciekibiców.MariuszWalter już chyba o tym wie, Donald Tusk jeszcze nie...

 

Jerzy Waśko

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale