„Etatowi przypierdalacze” to profesja, którą, z lubością parają się niektórzy komentatorzy. Z litości wszystkich nazwisk nie wymienię. Dla wyjaśnienia tego zawodu posłużę się dziś jednym przykładem.
Hazelhard napisał tekściora „Warto rozmawiać”, w którym żali się, że ateiści i agnostycy nie mają w telewizji publicznej swojego programu., a walczący i ortodoksyjny Katolik ma (przykład: Jan Pospieszalski). I właśnie na tym, jego zdaniem, polega problem.
Hazelhard pisze, że program Pospieszalskiego nie podoba mu się. Pisze również, że zwolennikom PiSu (skąd to odwołanie do PiSu?) zapewne nie podobają się programy Olejnikowej, Lisa, Sekielskiego i Mrozowskiego. Dziwnym trafem hazelhard nie dodaje, że robią oni w telewizjach prywatnych.
A niby dlaczego w telewizji publicznej swój program miałby mieć ateista lub agnostyk? W demokracji jest tak, że ludziska idą głosować i wybierają swoich przedstawicieli. Wybrani większością głosów (większość w Polsce to Katolicy) decydują m.in. o tym, kto będzie rządził telewizją publiczną. Dziś rządzi ten, kto rządzi. Rozumiem, że obecni szefowie TVP nie odpowiadają hazelhardowi.
Autora wpisu „Warto rozmawiać” nie swędzi to, że telewizja jest publiczna. Swędzi go to, że w telewizji publicznej nie ma programów prowadzonych, przez ateistów lub agnostyków.
Na tym właśnie polega rola „etatowych przypierdalaczy”. Oni nie chcą zmian systemowych. Chcą zachowania status quo, ale ze swoimi ludźmi. Gdyby system nie istniał, musieliby go stworzyć.
PS. Pospieszalski to oczywiście Katolik, ale wojujący i ortodoksyjny. Ateista to po prostu ateista… :-)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)