Lutosław Lutosław
522
BLOG

Co nam szykują na Święto Niepodległości?

Lutosław Lutosław Kultura Obserwuj notkę 7
Tradycją ostatnich lat dla części mediów w Polsce jest, że przed każdym większym świętem lub rocznicą w niezwykły sposób wypływają na ich łamach historie mające „rzucać nowe światło” lub przedstawiać „prawdziwą stronę” wydarzeń z przeszłości — i tak można być pewnym, że  np.: przed Wielkanocą usłyszymy o „ewangelii” Judasza, a przed 1 IX o pijanych żołnierzach na Westerplatte. Nie inaczej będzie w tym roku — oto bowiem na 9 XI 2012 zapowiadana jest premiera nowego filmu Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”, który opowiada historię dwóch braci starających się odkryć prawdę o zbrodni jakiej w ich rodzinnej miejscowości w latach II wojny dokonali na Żydach Polacy. Żeby nie było wątpliwości kto tu powinien się bić w piersi, przytaczane są słowa jednej z postaci: „tu nie było żadnych żołnierzy”, w domyśle – to nie Niemcy zabijali lecz Polacy. Sam reżyser przyznaje, że pomysł na film powstał po lekturze… „Sąsiadów” Grossa.
 
Dzieło Pasikowskiego jest ponoć dobrym studium zarówno postaw ludzkich, jak i doskonałym szkicem zachowań i postaw lokalnej społeczności na polskiej prowincji. Być może stąd na potrzeby filmu pojawiło się swego czasu ogłoszenie: „Dnia 19 lipca 2011 zaczynamy zdjęcia do nowego projektu w reżyserii Władysława Pasikowskiego pt. "Pokłosie". Zdjęcia odbywać się będą w Warszawie i okolicach. W związku z tym poszykujemy osób charakterystycznych "nieatrakcyjnych". Zainteresowanych prosimy o przesyłanie zdjęć na adres: casting@grupaxxi.pl z tytułem maila statystowanie-pokłosie” (http://www.grupaxxi.pl/).
 
Oprócz „charakterystycznie nieatrakcyjnych” statystów, zagrali również m.in. Maciej Stuhr, Zbigniew Zamachowski i Danuta Szaflarska (sic!). Film spotkał się ponoć z uznaniem krytyki na festiwalu w Gdyni, a dla szerzej publiczności ma być udostępniony właśnie w sam raz na 11 XI. Nie podejmuję się tutaj (przed premierą) oceniać strony artystycznej filmu, gry aktorów, scenografii etc. Być może jest on pod każdym z tych względów bardzo dobry (co zauważyło wielu recenzentów). Można być jednak pewnym, że nie to będzie stanowić oś medialnego zgiełku lecz właśnie domniemane winy Polaków (wszystkich — i tych z przeszłości i nas współczesnych), którzy najwyraźniej na zawsze mają się wyzbyć jakichkolwiek powodów do dumy z przeszłości (no chyba, że chodzi o pradziadka w KPP lub KPZU) na rzecz rozpamiętywania prawdziwych lub wymyślonych grzechów.
 
Nie dziwi mnie nawet udział w produkcji tylu znanych nazwisk, aktor należy przecież do tego rodzaju zawodów gdzie jak klient zapłaci to trzeba choćby i z piórkiem w… ręku biegać. Wiadomo nie od dziś, że pecunia non olet. A skoro już o pieniądzach to warto wspomnieć, że zarówno piszący te słowa, jak i Ty szanowna czytelniczko/ szanowny czytelniku, dołożyliśmy się do powstania dzieła pana Pasikowskiego sumą wysokości 3,5 mln złotych, którą z naszych podatków wydał Polski Instytut Sztuki Filmowej. Niestety i to chyba było za mało, bo przy opisie filmu jako współproducent figuruje oprócz Holandii i Słowacji również Rosja. Dziwi tylko brak naszych przyjaciół zza Odry (przynajmniej na oficjalnej liście).
 
Pasikowski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił o filmie jako historii uniwersalnej. Czekam zatem na kolejne produkcje, np.: o żydowskim lumpenproletariacie, który we wrześniu 1939 roku zdradził państwo polskie witając, a później ochoczo służąc sowieckiemu okupantowi. Czekam na film o losach polskich żołnierzy, policjantów, ziemian, leśniczych, których w ręce NKWD wydawali usłużni lokalni neoficcy czynownicy spod znaku sierpa i młota. Zajmujący byłby również reportaż o żyjących obecnie za granicą stalinowskich zbrodniarzach, którzy uszli i wciąż uchodzą elementarnej sprawiedliwości (w przeciwieństwie do różnej maści zwyrodnialców służących III Rzeszy – tych słusznie ściga się dosłownie do grobowej deski).
 
Jakiś czas temu słyszałem w telewizji wypowiedź (niestety nie pomnę czyją), że Żydzi, którzy dopuszczali się zbrodni przestawali być Żydami, ponieważ łamali przykazania i nie stosowali się do Prawa. Idąc tym tropem osoby, które z niemieckiej inspiracji (i jak wskazują badania najprawdopodobniej przy niemieckim udziale) dopuszczały się samosądów i morderstw na ludności żydowskiej to nie żadni Polacy, ponieważ takimi czynami postawili się poza nawiasem polskiej wspólnoty.
 
I nie chodzi o to, żeby zabronić kręcenia filmów Pasikowskiemu czy komukolwiek. Niech każdy tworzy to co chce, byle za własne pieniądze. Czy naprawdę Państwo Polskie musi łożyć na tego typu przedsięwzięcia inspirowane grossowym paszkwilem, podczas gdy prawie nikt jak dotąd nie ruszył takich tematów jak rotmistrz Witold Pilecki, czy w ogóle losy „żołnierzy wyklętych”? Zdrowe proporcje powinny być takie, że na jeden film w stylu „Pokłosia” powinno przypadać dziesięć innych produkcji, które przypominałyby i utrwalałby chwałę, męstwo, inteligencję, przedsiębiorczość naszych przodków, a nie służyły tylko ciągłemu gnojeniu jakichkolwiek przejawów dumy narodowej przypinając natychmiast leninowską łatkę „faszystów”.

Jak na razie można być pewnym, że znów na 11 XI w większości mediów będzie się mówić o wszystkim, tylko nie o tym, co w tym dniu najważniejsze. 

Lutosław
O mnie Lutosław

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura