Do miejscowości Połajewo w północnej Wielkopolsce po raz kolejny zjechały cioty z całego kraju. Korowód barwnie wystrojonych postaci przemaszerował przez miejscowość, były również przyśpiewki i tańce, jednym słowem, jak przystało na prawdziwe cioty – wszystko odbywało się w wesołej atmosferze (http://www.radiomerkury.pl/informacje/pozostale/cioty-w-polajewie.html).
Niewtajemniczonym czytelnikom spieszę wyjaśnić, że ciota to popularne w Wielkopolsce i na Kujawach określenie czarownicy. Jak pisał XIX-wieczny badacz:
„Cioty kołtuny sprawiają, z liści robią myszy, z ciasta grosze, gdy chcą komuś zaszkodzić strasznie patrzą, ustawicznie szepczą i wydurzają [tj. wyłudzają] od lękliwych: zboże, mąkę, okrasę” (Łukasz Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje i zabobony, Warszawa 1830).
Na Kujawach ciotę szło poznać m.in. po tym, że w jej źrenicy nie odbijał się obraz wpatrującego się w nią człowieka (O. Kolberg, Kujawskie). Czasem mylono je ze zmorami lub południcami, choć w przeciwieństwie do tych stricte demonicznych istot, ciotą bywała kobieta żyjąca.
Właściwie do czasów współczesnych zachowało się przekonanie, że ciota może rzucać uroki: „szła ciota przez wieś i patrzeniem mleko krowom zabrała” (relacja zasłyszana osobiście, rzecz miała mieć miejsce w latach 60-tych XX w., na Kujawach Zachodnich).
Współczesne cioty musiały co nieco złagodnieć, nie budzą już strachu i nie szkodzą. Przynajmniej w Połajewie.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)