Nie jest rzeczą prostą pisać o Jacku Kaczmarskim tak, aby nie popaść w pułapkę suchej faktografii jego życia lub grafomańskiego uwielbienia do „barda”. Dziś, 9 lat po jego śmierci (to już tyle?! Zawsze wydaje mi się, że to było najwyżej rok temu) rzesze badaczy, starszych i młodszych fanów wciąż na nowo czerpią z przepastnego kufra jego spuścizny. Powstają nowe prace naukowe o Kaczmarskim (z najważniejszych wymienię tylko świetną biografię pióra Krzysztofa Gajdy – To moja droga), a zespoły z różnych zakątków sceny muzycznej poddają jego utwory nowym aranżacjom (inna sprawa, że nie zawsze z dobrym rezultatem).
Szczęśliwie nie sprawdziły się czarne przepowiednie utytułowanych wieszczy, którzy przewidywali porzucenie i zapomnienie Artysty. Dziś trudno zliczyć ile osób przez te 9 lat miało okazję po raz pierwszy w życiu wzruszyć się przy Murach, Obławie, uśmiechnąć słuchając o wyprawie po muszelki lub upić się przy akompaniamencie utworów z Bankietu? Stale rośnie grono, dla których Kaczmarski stał się pierwszym kluczem do oszałamiającego bogactwem świata polskiej i europejskiej historii, sztuki, kultury, nauczycielem dziejów najnowszych i sceptykiem zmuszającym do odpowiedzi na niewygodne nieraz pytania.
Człowiek umarł, ale Poeta żyje.
Zachęcam, aby dziś znaleźć chwilę czasu na Kaczmarskiego. Niech każdy, poprzez Internet, płyty lub kasety (być może ktoś dysponuje własnymi nagraniami) sam uchyli wieko tej skrzyni ze słowem i dźwiękiem i wybierze coś dla siebie:
Dlatego też się kończyć godzi...
Nie wiem, czy jeszcze co napiszę,
Lecz tylem już wierszydeł spłodził,
Że jest czym okpić po mnie cisze.
Zwłaszcza, że póki słońce świeci
Wciąż będą rodzić się poeci.



Komentarze
Pokaż komentarze