Sun Voyager Sun Voyager
173
BLOG

O budżecie słów kilka

Sun Voyager Sun Voyager Gospodarka Obserwuj notkę 8

Jak czytamy:

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański poinformował, że deficyt budżetu państwa w 2026 r. wyniesie 271,7 mld zł, czyli 6,5 proc. PKB – mniej niż w 2025 r. Dochody budżetu zaplanowano na 647 mld zł, a limit wydatków na 918,9 mld zł. Największe kwoty przewidziano na ochronę zdrowia (247,8 mld zł) i obronność (200 mld zł, czyli ponad 4,8 proc. PKB – najwyższy poziom w NATO).

https://www.salon24.pl/newsroom/1460417,premier-budzet-na-2026-rok-jest-przelomowy-ale-trudny#

Nie jestem ekonomistą, ale jak każdy człowiek zarządzam z różnymi skutkami swoim własnym budżetem. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że jak ktoś wydaje albo planuje wydawać więcej niż zarabia to albo kradnie bądź planuje kraść, albo pożyczył skądś pieniądze bądź to planuje zrobić. Tak przynajmniej byłoby z człowiekiem prywatnym, który sam decyduje o sobie, o swoich celach i wydatkach.

Wydaje mi się jednak, że nieco inaczej jest z budżetem całego państwa i składających się na niego milionów jego pracujących obywateli czy po prostu mieszkańców, bo nie trzeba mieć obywatelstwa jakiegoś kraju, żeby w nim pracować i płacić podatki.

Jak to jest zatem, że ci wszyscy pracujący i płacący nie małe przecież podatki ludzie nie zarabiają na obsługę tego państwa i przecież swoje własne wydatki na służbę zdrowia, szkolnictwo, infrastrukturę, swój własny rząd, swoje własne służby jak policja, wojsko etc. tylko rząd musi ich co roku zadłużać na coraz większe kwoty ustalając wydatki na kwotę wyższą o niemal połowę ich dochodów?

To tak jakby każdy z nas na początku każdego miesiąca dostawszy wynagrodzenie w wysokości 6,5 tys zł ustalał swoje wydatki na ponad 9 tys zł. Kto tak robi? Kto co miesiąc bierze kredyt a potem i tak go nie spłaca, bo nie ma z czego, gdyż każdego następnego miesiąca zadłuża się ponownie i to na jeszcze większą sumę? W ten sposób zawsze jest na deficycie. Jaki to ma sens? Czy nie lepiej tak ustalić wydatki, żeby zmieścić się w budżecie bez zaciągania kolejnych pożyczek? A jeśli pożyczać to na rozwój jakiegoś biznesu, na którym mamy więcej zarabić, a nie zadłużać się po to, żeby znowu się zadłużać i to na jeszcze większą sumę. To już lepiej w nic nie inwestować skoro dzięki temu i tak nigdy nie wychodzimy na plus.

W Polsce jest aktywnych zawodowo prawie 20 mln ludzi. Naprawdę tych 20 mln ludzi nie jest w stanie zarobić na siebie i na to państwo? A może ktoś tu chce żyć ponad stan? A może ktoś tu nas okrada a przynajmniej robi w bambuko? Rozumiem zapożyczyć się, zainwestować i zarobić, dzięki czemu jeszcze więcej pieniędzy wpadnie do budżetu. Kolejne rządy jednak zapożyczają coraz bardziej Polaków, czasami robią jakieś inwestycje, ale jak deficyt był tak jest i w dodatku ciągle się powiększa. To już prawie połowa dochodu całego państwa. Można więc powiedzieć, że połowa kraju, połowa Polaków żyje... z deficytu.

Są tu jacyś ekonomiści? Może oni mi to jakoś wytłumaczą czy uzasadnią? Kto tu zawinił, o ile w tych kategoriach można o tym mówić? Może my wszyscy żądając czy oczekując od rządzących zbyt wiele a oni, żeby utrzymać się przy władzy bezmyślnie spełniają te oczekiwania na wyrost? Czy my jesteśmy dorośli czy jesteśmy jak dzieci, które zalewają się łzami i tupią nogami przed kasą bo mamusia nie chce nam kupić kolejnego cukierka czy kolejnej zabawki? Gorzej jeśli chodzi o bułkę, bo ją na to nie stać. Jeszcze gorzej jak ona nie ma na bułkę dla dziecka a deficyt rośnie i tak jak na drożdżach, rządzący planują kolejną wspaniałą inwestycję, a rada gminy kolejny park za miliony z ławeczkami za 100 tys.

Sun Voyager
O mnie Sun Voyager

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Gospodarka