
A teraz ma zagrać Maryję w filmie Gibsona o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Informacja ta wywołała spory ferment wśród katolików, zwłaszcza w Polsce. Jedni domagają się jej wyrzucenia z ekipy i nawet piszą w tej sprawie do Gibsona. Inni liczą na jej nawrócenie w czasie kręcenia tak pobożnego filmu. Nie podpiszę się pod żadnym z tych stanowisk. Pod pierwszym z przczyn oczywistych, pod drugim dlatego, że nie dzielę ludzi na potrzebujących nawrócenia i niepotrzebujących nawrócenia. Wszyscy bez wyjątku, nawet najgorliwsi katolicy, potrzebujemy nawrócenia, a właściwie ciągłego nawracania się, inaczej mówiąc ciągłego rozwoju duchowego. Nawrócenie nie jest jednorazowym aktem, ale stałym, codziennym procesem. Ciągle i bez ustanku, aż do śmierci. Jestem też przekonany, że film o Zmartwychwstaniu Chrystusa, najważniejszym wydarzeniu w dziejach ludzkości, przyczyni się niewątpliwie do duchowego rozwoju zarówno członków ekipy fimowej, jak i widzów.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)