Wiktor Świetlik Wiktor Świetlik
143
BLOG

Obywatele, won!

Wiktor Świetlik Wiktor Świetlik Polityka Obserwuj notkę 28

Choć Święto Niepodległości to wesoła rocznica, ja choć okolicznościowo, pozwolę sobie zacząć pesymistycznie. Mamy wolność i niepodległość, ale wciąż strasznie daleko nam do bycia obywatelami w klasycznym tego słowa znaczeniu – świadomymi współplemieńcami. Takimi, jak ci ze starożytnych greckich polis - czasem nawet kłócącymi się między sobą, ale gdy trzeba stającymi razem i gotowymi ginąć za swoje miasto, a na co dzień we wspólnym interesie sprzątającym śmieci, ulepszającym swoje otoczenie i pomagającym sobie nawzajem. Dzisiejsze polskie elity polityczne boją się konkurencji i tak konstruują prawo, by mogły zarządzać nie takimi świadomymi, silnymi obywatelami, a zindoktrynowanymi, bezrefleksyjnymi stadami.     
Narodziny II RP, równo 91 lat temu, zaowocowały prawdziwą erupcją życia obywatelskiego. Na wsiach powstawały uniwersytety chłopskie, a także małe i większe spółdzielnie.Na miejscu każdej z tych, które plajtowały, powstawało kilka kolejnych. W miasteczkach, choć nie było Euro 2012 i programu „Orliki", kwitły kluby sportowe: robotnicze, studenckie, socjalistyczne, endeckie, piłsudczykowskie, żydowskie. W encyklopedii przedwojennych warszawskich i okolicznych klubów sportowych Roberta Gawkowskiego jest ponad 250 haseł! Duża część z nich służyła nie tylko tężyźnie, ale wszystkiemu: od wspólnego wypicia kawy lub piwa, poprzez wzajemną pomoc, edukację, a czasem aż po – nie da się ukryć – wspólne branie spraw w swoje ręce, samoobronę, a czasem wybijanie zębów politycznym konkurentom (to ostatnie może w najmniejszym stopniu zasługuje na szacunek, ale taka była specyfika czasów). Pisarz Marek Nowakowski, relacjonował jakiś czas temu na łamach „Rzeczpospolitej”  jak wyglądało życie obywatelskie jego rodzinnych Włoch (dziś dzielnicy Warszawy) po wyzwoleniu w 1918 roku. Cała miejscowość zamieniła się w wielki plac budowy, wielką szkołę, wielką wspólnotę nie tyle kościelną, co parafialną i wielki klub sportowy. W dodatku wszystko to oparte było przede wszystkim na wzajemnej wymianie. Włochy rozwijały się nie na bazie państwowego dekretu i nie jako komercyjne przedsięwzięcie. Dziś można by powiedzieć, że całe Włochy zamieniły się w to co dziś nazywa się trzecim sektorem, ogromną ilość małych pozarządowych organizacji działających dla dobra własnego i ogółu. Dziś nic z tego nie zostało, ówcześni społecznicy, obywatele z krwi i kości, przez PRL, nie wychowali następców – konstatuje pisarz i apeluje o powrót obywateli: „Niech wreszcie pojawi się człowiek, który zareaguje na śmietnisko zalegające pobocze pobliskiej drogi i zbierze sąsiadów do jego usunięcia.”
Czy faktycznie jest aż tak źle jak pisze Nowakowski? Chyba niestety faktycznie nie jest najlepiej. Według badań CBOS 80 procent Polaków nie angażuje się w żadne działania na rzecz swojego otoczenia i okolicy.Prawdziwie ponury obraz dają badania wśród studentów – w 2002 roku 67 procent z nich deklarowała gotowość robienia czegokolwiek nieodpłatnie na rzecz ogółu. W 2008 roku było to już tylko 39 procent. Czy to oznacza, że będziemy wkrótce funkcjonować albo w świecie egoistów nie mogących przeprowadzić staruszki przez jezdnię bez pobrania od niej uprzednio opłaty? Albo zobojętniałych ślepców nie dostrzegających, choćby i z czysto egoistycznych pobudek, związku pomiędzy jakością otoczenia a własnym komfortem? Myślę, że młodzi, jak to młodzi, wiedzę chłoną najszybciej. A polscy politycy zrobili wiele, żeby ich przekonać, że obywatele nie są tu do niczego potrzebni. Przekonstruowali ustawę o partiach politycznych, a potem potworzyli w nich takie wewnętrzne regulacje, że te partie zamieniły się w pozbawione wewnętrznej dyskusji i wiedzione przez jednego wodza armie. Zmienili też w 2006 roku ordynację w wyborach samorządowych rozciągając na większą część gmin (powyżej 20 tys. mieszkańców) zasadę proporcjonalną, premiującą wielkie partie. Kilka dni temu uczestniczyłem w spotkaniu osób zarządzającymi kilkunastoma organizacjami pozarządowymi. Część z nich próbowała uczestniczyć w życiu samorządowym. Ostatnio, wszyscy zniechęceni się wycofali – nie widzieli dla siebie miejsca w rozszerzającej się na wszystkie sfery partyjnej naparzance pomiędzy PiS a PO.
Na tym właśnie zależy partiom. Żebyśmy, tak jak ich działacze, aktywizowali się tylko w politycznym, a w dużym stopniu nie mającym przełożenia na rzeczywiste różnice poglądów, sporze pomiędzy nimi. Bo polityczna rozmowa o jakiś problemach nie dotyczących tego sporu, albo próba ich politycznego rozwiązywania, może doprowadzić do postania politycznej konkurencji, choćby na szczeblu lokalnym.   
Najpierw różne partie na czele z całą formacją postkomunistyczną zrobiły wiele, by słowa takie jak „fundacja”, „stowarzyszenie” lub „samorząd” zaczęły kojarzyć się wielu z jakąś podejrzaną maszynką do wyciągania pieniędzy z państwa.Potem PiS w ramach walki z wrzodem na nodze zaczął promować najprostszą metodę, czyli amputację nogi – a więc nie tylko walkę z korupcją i lepszą kontrolę, co akurat chroni autentycznych obywateli od nader licznych hochsztaplerów, ale także traktowanie podejrzliwie wszystkiego co niezależne, finansowane gdzieś z zewnątrz, a także samorządu. Szkoda, bo PiS aktywności obywatelskiej zawdzięcza więcej niż inne partie. Po pierwsze ze względu na ogromną rolę jaką w terenowym aparacie tej partii odgrywają działacze „Solidarności”, po drugie na rolę jaką odegrały przed powstaniem tej partii rozmaite stowarzyszenia antykorupcyjne, domagające się zaostrzenia prawa , walki z przestępczością i tak dalej. PiS wszedł dokładnie w zapotrzebowanie społeczne, którego wyrazicielami były te ugrupowania. Ale potem lokalni liderzy, nie załamujący rąk społecznicy, ludzie uzdolnieni i sprawni to nie był PiS-owski żywioł, bo partia ta postanowiła walczyć przede wszystkim o dusze wykluczonych – a archetypiczna ofiara transformacji nie może w końcu dobrze wyglądać, być zadowolona i spełniona w życiu tylko być biedna i nieporadna.
Prawdziwej zdrady społeczeństwa obywatelskiego dokonała jednak Platforma, która wszak przymiotnik „obywatelska” wpisała sobie w nazwę. Gdzie są okręgi jednomandatowe, których kiedyś ponoć Tusk chciał? Gdzie te think tanki, które miały powstawać wokoło PO? Dlaczego pomysł ograniczenia finansowania partii z budżetu był tak wdrażany w życie tak, że z góry było wiadomo, że spali na panewce? Co jest dziś „obywatelskiego” w „Platformie”? Zdemobilizowany aparat partyjny, tysiące ludzi, które zapisały się do tej partii, a dziś jedynym jasnym elementem jej programu i tego co chciałaby zmienić w Polsce jest to, by prezydentem był Tusk a nie Kaczyński? 
Jadwiga Staniszkis zwracała uwagę na to, jak PRL okrutnie degradował wielu inteligentnych i uczciwych ludzi, tych kontestujących system, którzy zamiast wykorzystywać swoje możliwości i analizować rzeczywistość, pracować na rzecz innych, jedyne co mogli zrobić to „przekreślić szminką kartę wyborczą”. Dziś też świadomość polityczną milionów Polaków stara się zredukować do opowiadania się po czyjejś ze stron w pyskówkach czołowych polityków, pyskówkach z reguły kompletnie nie przekładających się na życie tychże Polaków.
Dotyczy to oczywiście także niemal wszystkich mediów, pewnie piszący te słowa też powinien uderzyć się w piersi.Problem zaczyna się u samego dołu, gdzie prasa lokalna często jest całkowicie uzależniona od lokalnych władz, aż po samą górę – dziennikarskie top nazwiska. W USA czołowi publicyści i politolodzy piszą książki o społeczeństwie amerykańskim, klasie średniej, o przeciętnych Amerykanach. W Niemczech o gospodarce, sposobie zarządzania landami. U nas zajmują się niemal tylko Tuskiem i Kaczyńskim.  
Pomoc miała nadejść zewnątrz. Przede wszystkim w postaci gigantycznych pul pieniędzy przekazywanych na działalność NGO’sów z Unii Europejskiej. Ale i tu pojawia się problem. Ci z Państwa, którzy kiedyś ubiegali się o jakąkolwiek dotację dobrze wiedzą jaki. Skuteczność nie zależy wcale od jakości projektu, wartości którą przyniesie, rzeczywistej pomysłowości. Liczy się przede wszystkim techniczna umiejętność pisania wniosku. Dostosowania przekazu do decydujących urzędników. Pewien mój znajomy, który zajmuje się zawodowo pisaniem takich wniosków przypuscza, że skuteczność zawdzięcza wcześniejszemu doświadczeniu w pracy w administracji: - urzędnicy po stylu poznają swojego – twierdzi. Niestety wszystko to powoduje, że masa projektów nie odpowiada rzeczywistemu zapotrzebowaniu.
Tu można by skończyć jakąś pesymistyczną puentą. Tyle, że nie będzie ona wcale pesymistyczna. Trzeci sektor mimo wszystko w Polsce istnieje.Z ponad pięćdziesięciu tysięcy zarejestrowanych w Polsce fundacji i stowarzyszeń tylko część stanowi je tak naprawdę. Ale to właśnie ta część stanowi często świetnie działające protezy państwa, tam gdzie kończy się sfera wszelkich spin-doktorów, spotów i mównicy sejmowej, tam gdzie państwo powinno działać, a nie działa. To dzięki mieleckiej fundacji SOS Życie rocznie przeprowadzane są badania profilaktyczne tysięcy kobiet na Podkarpaciu, a każdego roku około 50 z nich ocala się życie. To w dużym stopniu dzięki warszawskiej fundacji „Pamiętamy” w Polsce udało się wydobyć ze zbiorowej niepamięci i przywrócić chwałę żołnierzom ostatniego powstania zbrojnego toczącego się po 1944 roku. To dzięki regionalnym organizacjom takim jak „Stowarzyszenie na rzecz Bukowiny” z Polski coraz bardziej ustępuje mieszanka PGR-u i Cepelii. A za tym idą korzyści bardzo praktyczne – turystyka, pieniądze, hamowanie odpływu młodych do dużych miast i za granicę.
W latach 80. Polacy stoczyli nierówną ale zwycięską walkę o godność i wolność. W latach 90. i później setki tysięcy drobnych przedsiębiorców toczyły nierówny, ale często skuteczny bój, z chorym prawem, nieuczciwą nomenklaturową konkurencją, korupcja, biurokratycznymi klikami, wrogimi im urzędami. Choć polska klasa średnia musiała pokonać istny tor przeszkód to w końcu powstała i jest coraz silniejsza. Rzeczywiste społeczeństwo obywatelskie, świadome i aktywne, takie z Peryklesa, Arystotelesa i  de Toqueville, takie jak w USA, Wielkiej Brytanii i na zachodzie Niemiec dziś toczy swoją bitwę. Musi wygrać z partiami, tak jak w filmie „300”, dzielni, wierzący w sprawę Grecy w końcu wygrali z masami otępiałych niewolników z perskiej armii.                         

(ten wpis jest rozszerzoną wersją felietonu opublikowanego na łamach dodatku do "Polski" poświęconego Świętu Niepodległości)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka