Wiktor Świetlik Wiktor Świetlik
233
BLOG

Z głową na torach

Wiktor Świetlik Wiktor Świetlik Polityka Obserwuj notkę 23

Nie służba zdrowia, nie edukacja, może nawet nie drogi. Najstraszniejszym, najbardziej niereformowanym, a może i niereformowalnym PRL-wskim potworem jest PKP. Od jedenastu lat regularnie podróżuję pociągami między Łodzią a Warszawą. W drugiej połowie lat 90. najszybszym pociągiem była poranna Telimena. Jechała niecałe półtorej godziny. Był to zabawny pociąg, bo ludzie, którzy nim dojeżdżali do pracy w W-wie znali się z niego od lat. Wiedzieli kto, w którym przedziale siedzi, czym się zajmuje.

Potem chyba mieli okazję jeszcze lepiej się zapoznać, bo pociągi zaczęły jeździć coraz dłużej. Najpierw 1.45. potem 1.55. W końcu, ładnych kilka lat temu zaczął się remont torów i pociąg z Centralnej na Fabryczną zaczął dobijać do 3 godzin (130 kilometrów). Działo się tak przez kilka ostatnich lat. Dodatkowo pasażerów uszczęśliwiono zamieniając zwykłe pociągi z przedziałami na supernowoczesną maszynę.

Supernowoczesna maszyna wlecze się tak samo wolno po remontowanych torach jak jej poprzednicy, ale różni tym, że ma potwornie ciasne siedzenia i brak przedziałów. Przypomina wagon metra albo niemieckiego u-bahna, ale jest mniej wygodna. Nawet nie za bardzo można się w niej napić, by ulżyć niemal trzygodzinnej podróży, bo pasażer owego pociągu jest kompletnie pozbawiony intymności (także w pierwszej klasie). No chyba, że ktoś jest przyzwyczajony do spożywania alkoholu w tramwaju pełnym ludzi.      

W końcu tory wyremontowano i supernowoczesna mydelniczka po swoich supernowoczesnych torach będzie jeździć z Warszawy Centralnej do Łodzi Fabrycznej jedyne… półtorej godziny. Tyle co Telimena, jedenaście i piętnaście lat temu. (I tyle co „lux-torpeda” w latach trzydziestych).  Remont torów PKP postanowiło triumfalnie uczcić podnosząc ceny biletów. Niestety, ci którzy je kupili w poniedziałek, już w mydelniczce dowiedzieli się, że jednak tak szybko nie dojadą, bo po drodze wykoleił się inny pociąg. Dzięki telewizyjnym migawkom z tego wydarzenia dowiedziałem się, że polska kolej ma swoje własne siły zbrojne. Wykolejone wagony usuwano przy pomocy czołgów. Nie na wiele się ten blitzkrieg zdał, bo szkód póki co, wciąż nie naprawiono.

Groza, groza, groza! Nie wiem do końca z czego to wynika. Pewnie z braku prawdziwej prywatyzacji. Może z tego, że temat jest trudny, może trudno było przy tym zarobić. Ale od dziś wszystkim cudzoziemcom, którzy mi podpadną będę życzył: obyście mieli u siebie kolej jak w Polsce!               

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka