Ponoć polskie sądy są przeciążone. Nic dziwnego skoro policja i prokuratura z urzędu zajmują się doprowadzaniem przed ich oblicze tak groźnych zbirów jak Marek Witoszek z Cieszyna.
Witoszek niby nie wygląda na kryminalistę i niebezpiecznego wywrotowca. Wielkie okulary, wychudzona twarz, zmierzwiona czupryna. Ale gorliwi, śląscy stróże prawa nie dali się zwieść pozorom i nakryli jego antypaństwową, wywrotową działalność. Okazało się, że zrobił coś takiego w Internecie, że kiedy wpisze się w wyszukiwarce wulgaryzm, to jako jedna z pierwszych wyskakuje strona pałacu prezydenckiego. Zbrodnia zostanie wkrótce sprawiedliwie osądzona. Tym łatwiej, że skruszony złoczyńca pali się do przepraszania i dobrowolnie chce poddać karze. W sumie nie byle jakiej, bo chodzi o rok i dwa miesiące w zawieszeniu na trzy lata plus siedemset złotych grzywny i przeprosiny. W ten sposób autorytet państwa zostanie ocalony, a kolejni internauci, którzy będą chcieli znieważać prezydenta tudzież jakiś inny ważny organ będą się musieli w tym celu fatygować do kafejek internetowych.
A może Witoszek to nie łotr tylko bohater? Właściwie dość dziwne, że jeszcze nie został nim okrzyknięty, jak bezdomny, który po pijaku zwymyślał policjantów, a także głowę państwa. Ale być może dopiero to nastąpi. To przecież był odważny akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. Może więc w obronie pana Marka powinni stanąć odważnie politycy lewicy, Janusz Palikot powinien zaprezentować pas kontuszowy dowodząc, że internaucie nie chodziło o przyrodzenie, a w cotygodniowym dodatku do „Gazety Wyborczej” powinien się ukazać poruszający wywiad z Witoszkiem?
Myślę jednak, że Witoszek nie jest ani herosem ani złoczyńcą. Przede wszystkim chyba należy do częstego w swoim pokoleniu rodzaju ludzi, którzy cała swoją energię i inteligencję przenoszą do świata wirtualnego. Otóż potrafił on samodzielnie napisać program komputerowy, który wywindował feralną stronę do góry. Ale nie potrafił przewidzieć, że ów program, a także fakt, że całej operacji dokonał na domowym komputerze, może spowodować prawne konsekwencje w postaci oskarżenia o znieważenie głowy państwa. Jego szybko wykazywana skrucha jest dowodem, że nie mieliśmy do czynienia z aktem odwagi, a bezmyślności.
Jednak równie albo i bardziej bezmyślne jest ściganie Witoszka z urzędu, sądzenie go z przepisów prawa karnego i cała ta afera. Podobno najgorsze prawo da się dobrze wykonywać przy rozsądnej interpretacji przepisów, a najdoskonalsze będzie nic nie warte, przy marnej interpretacji. W tym przypadku mamy do czynienia z drugim. Czy podnosi, albo choć broni, to autorytetu państwa? W żadnym stopniu – raczej dodaje odrobiny adrenaliny tym, którzy będą chcieli iść w ślady gwiazdy cieszyńskiej informatyki. Jedynymi beneficjentami tej sytuacji mogą być policjanci z Cieszyna, którzy podbiją sobie statystykę wykrywalności przestępstw.
Nie znaczy to, że każdy może sobie traktować najważniejszy urząd w państwie i osobę go reprezentującą jak spluwaczkę. Ale jeśliby Lech Kaczyński, któryś z jego urzędników, wyborców, albo nawet obywateli czuł się obrażony – droga wolna, by wytoczyć panu Markowi proces cywilny o zniesławienie. Może to zrobić także skarb państwa jeżeli uzna, że to owe państwo znieważono. Ale po co faceta ścigać z urzędu w dodatku z prawa karnego? I w końcu po co 24-latkowi rzucać kłody pod nogi za taką pierdołę pakując go na kilka lat do rejestru skazanych? I tak – jak wszystko wskazuje - ma spore problemy z myśleniem, przynajmniej tym dotyczącym rzeczywistości znajdującej się na zewnątrz komputera. Gdyby po prostu zapłacił zadośćuczynienie za zniesławienie zagnałoby go to do pożyteczniejszych zajęć, bo musiałby odrobić sądowe długi.


Komentarze
Pokaż komentarze (40)