Moje biurko otacza cisza. Za oknem pod łagodnie błękitnym niebem lśnią wierzcholki topoli. Na biurku inny świat: wielka tabela geologiczna informująca o następstwie i dlugotrwałości er, okresów oraz epok geologicznych, zestawienie planet Układu Słonecznego i ich księżyców naturalnych, mapa Marsa, zdjęcia powierzchni Merkurego, Phobosa, Ganimedesa, Wenus - świat moich myśli, marzeń. Szedłem do tego świata długo. Gdy byłem bardzo młody, tworzyłem barwne obrazy wędrówek poza Ziemię, samotnych podróży pośród kosmicznych głębi.
Otwierający się krajobraz dziwnej przestrzeni pokonuję nieraz wbrew światu. Wśród obcych dali, na niesłychanie odległych szlakach międzygwiezdnych kołyszą się sekretne konstrukcje, a ja zbliżam się do końca pisania książki o życiu poza Ziemią. Patrzę, co niesie przyszłość bliższa i daleka, siegam wzrokiem w to, co niewiadome. Obserwuję nowe rasy na zdawałoby się martwych ciałach niebieskich: jedne skarlałe, zdolne do życia krótkiego w niezwykłych warunkach, inne stworzone do przebywania tylko poza Ziemią. Spoglądam na pulsowanie wnętrza Słońca i jego zewnętrznych warstw, okresy wielkiego spokoju oraz czasy nagłego nieuporządkowanego wyzwalania energii.
I mysl: podobnie jak na Ziemi, na innych planetach muszą wystepować na przemian ery uspokojenia - nie zastoju - i ery brzemienne w wydarzenia, dynamiczne, które na Ziemi zazwyczaj nazywamy katastroficznymi. Cały Wszechświat, wszystkie jego części z najdrobniejszymi elementami nie są statyczne. Nie ma stabilnej materii, zapewne wszystkie jądra atomowe są promieniotwórcze, lecz większość odznacza się tak dlugim okresem połowicznego zaniku, iż zjawiska są niemierzalne.
Ruch musi być, zastój jest śmiercią. Tam, gdzie bujnie rozwija się życie - nastepuje odwrót, powstaje pustynia; trzęsienie skorupy planetarnej obraca kraj w perzynę; potop zmywa kwitnącą ziemię; wstrząsy i wybuchy z wnętrza globu zalewają wszystko rozpaloną lawą zasypując płonącymi popiołami. Czasem nieszczęście przychodzi z zewnąrz, z Kosmosu. Nieszczęście? Taka jest odwieczna kolej rzeczy, lecz po takich wydarzeniach niebo wypogadza się, życie rozwija się. Inne.
Oto, co mnie interesuje: synteza. W rozległej dziedzinie lotów kosmicznych szukałem pola, na którym moglbym jej dokonać, zapoznawałęm się z obszernymi jej zagadnieniami. Przypuszczałem, że bedą nimi napędy jądrowe statków wysyłanych poza Ziemię. Po latach zauważyłem, iż w tej tematyce praca nie byłaby efektywna; wiele istotnych opracowań nie ogladało światła dziennego, pozostając w archiwach, zatem rozszerzałem wiedzę z astronautyki, nieodzowną do póżniejszych badań.
W owym czasie moje otoczenie nie wierzylo w możliwość penetracji przestrzeni kosmicznej, dotarcia nawet na powierzchnię Księżyca. Nastapił jednak przełom, a udane realizacje lotów załogowych na Księżyc spowodowały rozwój badań materii w zakresie pomimo wszystko ograniczonego ukladu kosmicznego, jakim jest system skupiony wokół pojedynczgo slońca, jednego przecież z dwustu miliardów w Galaktyce, a takich galaktyk są setki milionów.
Modyfikacji uległ mój sposób rozumowania. Wspinając się na morenę wieńczącą ścianę Morskiego Oka dostrzgłem metodę podejścia do zagadnienia. Obserwując materię i przebiegające w niej zjwiska porównywałem kilka wartości, przeplatanie się wielu czynników, które mogły powodować deprecjację pewnych cech do zupełnego ich zaniku lub przeciwnie - wzmocnienie aż do zagłuszenia kilku, wielu, wszystkich z wyjatkiem tej jednej. I tak wędrując po tatrzańskich górach zbliżałem się do istoty pracy.
Patrzę na Wszechświat nie jak na bezduszną sztywną konstrukcję. Wszelka nauka wymaga czegoś wiecej niż prawidłowych metod, potrzebuje fantazji oraz humanistycznego jej traktowania. Jeśli czlowiek chce ujrzeć prawdy ukryte w bogactwie otaczającej go materii świata, to nie wolno mu na nie patrzeć tylko jak na zbior, który można odwzorować równaniami, funkcjami, abstrakcyjnymi tworami, lecz również jak na żywe arcydzieło skrzące się wszystkimi prawami i blaskami: przez sztukę jednolite a jednocześnie o niezliczonej ilości twarzy, pokazujące wciąż nowe ksztalty, zabarwienia i światła...
cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze