117 obserwujących
491 notek
908k odsłon
  1190   2

Historia zdrady (5)

imageJednym z „dowodów”, gdy skazywano mnie w PRL za obalanie ustroju i godzenie w sojusz z ZSRR było opracowanie „W obcym interesie. Zarys historii Komunistycznej Partii Polski” mojego autorstwa ogłoszone pod pseudonimem Roman Mieczysłowicz w drugim obiegu w 1978 r.

Opracowanie ma pięć rozdziałów, opublikowałem już rozdziały 1- 4, poniżej rozdział 5. - ostatni.

---------------

5. Unicestwienie

W 1934 r. nawet w Moskwie nie mogło być złudzeń, że komuniści niemieccy przegrali. Nad Niemcami załopotały wprawdzie czerwone sztandary, ale z czarną swastyką. Pochody 1-majowe urządzała odtąd Niemcom NSDAP. Stalin wystraszył się, że „burżuje” zbyt łatwo skapitulują przed Hitlerem, a ten będzie mógł zorganizować zapowiadaną krucjatę antybolszewicką. Moskwa wprawdzie chciała wojny, ale miała to być wojna między „imperialistami”, dzięki której komuniści później mieli zebrać owoce zwycięstwa. Wojna, w której samotny ZSRR miałby jako pierwszy doświadczyć ataku Niemiec i Japonii była mało zachęcająca i skończyłaby się klęską Sowietów. W tej sytuacji Stalin musiał na pewien czas zapomnieć o socjalfaszyzmie i bronić „zgniłej” – według komunistów – demokracji parlamentarniej.

imageW czerwcu 1934 r. Georgi Dymitrow, prawa ręka Stalina w zarządzaniu Kominternem zapowiedział zmianę kursu. Komuniści mieli odtąd „bronić demokracji tam, gdzie jej zagrażał faszyzm”. Socjalistów awansowano na „czasowych sojuszników” – nie oznaczało to poprawy losu rozgromionych działaczy KPP. Oni opowiadali o „czasowych sojusznikach” wcześniej bez zgody i aprobaty Stalina.

Pierwszy rekonesans na zakazanym dotąd terenie zlecono najwierniejszym wykonawcom dyrektyw Stalina komunistom francuskim, którzy zwrócili się do socjalistów z propozycjami współdziałania w ramach tzw. jednolitego frontu. W rzeczywistości jednak ten „historyczny zwrot” – jak twierdzili komunistyczni historycy – był jedynie manewrem taktycznym. D. Manuilski sekretarz Komitetu Wykonawczego Kominternu odpowiedzialny m. in. za sprawy polskie tłumaczył zaufanym towarzyszom, że teza Stalina o pokrewieństwie faszyzmu z socjaldemokracją była nadal aktualna i prawdziwa. Socjaliści zaś mieli być sojusznikami komunistów według modelu stalinowskiego, jak to podał Stalin w „Historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików)”. Sojusznicy mieli być niczym gliniane garnki, gdy bolszewicy to garnek żelazny, sojusz oznaczał włożenie garnków do worka i potrząsanie nim, aż z sojuszników zostały by skorupy.

Kapepowcy, zgodnie z poleceniem moskiewskiej centrali, zabrali się w Polsce do tworzenia „jednolitego frontu”. Początkowo wydawało się, że socjaliści uwierzyli w czystość ich intencji. Mieczysław Niedziałkowski pochwalił nawet KPP, że wreszcie stanęła „na gruncie niepodległości narodu polskiego”. Wkrótce okazało się, że KPP nie traktowała PPS jako równoważnego partnera. Nie chciała przyznać, że termin „socjalfaszyzm” był błędny. W organizacjach terenowych PPS pojawili się ludzie będący wtyczkami KPP, a przywódców PPS (np. Zygmunta Zarębę) komuniści oskarżali o współprace z policją i nasyłanie prowokatorów do KPP. Nic dziwnego, że nawet Adam Próchnik, skłaniający się do bliskiej współpracy z komunistami musiał przyznać, że „w wyciągniętej do nas ręce zabłysły pazury”. W maju 1936 r. agenci usiłujący podporządkować PPS komunistom (Bolesław Drobner, Wanda Wasilewska) przegrali. Rada Naczelna PPS stwierdziła: „Współpraca pozytywna PPS i KPP jest ze względów ideowych, jak i ze względów praktycznych rzeczą niemożliwą”. Nieufne od początku zajęli stanowisko ludowcy. Maciej Rataj stwierdził, że „dziwnym mu się wydaje widzieć komunistów w roli obrońców demokracji”. „Dyktatura komunistyczna – czytamy w uchwale Naczelnego Komitetu Wykonawczego Stronnictwa Ludowego z sierpnia 1935 r. - jest tak samo zgubna dla chłopów jak każda dyktatura”.

Socjaliści i ludowcy polscy nie uwierzyli w nagłą odmianę komunistów w obrońców demokracji i niepodległości. Dziwni to zresztą byli obrońcy skoro dekret Prezydenta RP z 1936 r. o utworzeniu Funduszu Obrony Narodowej prasa KPP skomentowała: „ani grosza sanacji na zbrojenia”. Poparcie partii opozycyjnych dla wysiłków rządu na rzecz modernizacji armii KPP nazwała „gotowością w uzbrajaniu rządu i reżimu prowadzącego Polskę do katastrofy”. Na aberrację umysłową zakrawał artykuł Rynga dopatrującego się w budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego przygotowań do wojny z ZSRR. W rezultacie i na odcinku „jednolitofrontowym” KPP nie odniosła żadnego sukcesu.

imageNie było to jednak najważniejsze dla losów KPP. W grudniu 1934 r. w podejrzanych bardzo okolicznościach zamordowano w Leningradzie szefa miejscowej partii Siergieja Kostrikowa „Kirowa”. Kirow przez wielu uważany był za działacza formatem przewyższającego Stalina. Śmierć Kirowa była dyktatorowi na rękę i stała się pretekstem do rozpoczęcia „czystki” w partii eliminującej rzeczywistych i pozornych przeciwników Stalina. Zaczęły się aresztowania, wyroki śmierci i zsyłki do obozów koncentracyjnych działaczy komunistycznych z najwyższych szczebli partyjnej i państwowej drabiny. Represje przybrały masowy charakter.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura